Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Vonnegut. Pokaż wszystkie posty
Świat maszyn, czyli „Pianola"

Świat maszyn, czyli „Pianola"

 

✧・゚: *✧・゚:*    *:・゚✧*:・゚✧

    Na pewno nikogo z moich czytelników nie zaskoczę, gdy kolejny raz w swojej blogowej karierze napiszę o tym, że uwielbiam Kurta Vonneguta. Tak samo nikogo nie powinien zdziwić fakt, że z tak ogromną chęcią sięgnęłam po debiutancką powieść tegoż autora – Pianolę. A jakby tego było mało, dodatkowo zawsze bardzo lubiłam wszelkiego rodzaju dystopie i antyutopie, więc to jedynie jeszcze bardziej podsyciło moją ciekawość co do pierwszej wydanej przez Vonneguta książki. Jednak czy i tym razem mój ulubiony pisarz spełnił oczekiwania? Czy mogę uznać Pianolę za arcydzieło, które do reszty mnie pochłonęło? Prawdę mówiąc, poniekąd tak. Ale z drugiej  strony niestety muszę powiedzieć, że dość łatwo dostrzec, iż jest to dopiero debiut. Dlatego też mam z tym tytułem relację raczej, że tak to ujmę, słodko-gorzką.

    Historia opowiada o świecie, w którym postęp technologiczny zaszedł zdecydowanie za daleko. Przez drugą rewolucję przemysłową, a także trzecią wojnę światową nic nie jest stabilne. Maszyny zastąpiły ludzi, a społeczeństwo zostało podzielone na kasty – ze względu na ich poziom inteligencji oraz użyteczność do pracy. Jednej z grup udało się temu mechanicznemu postępowi oprzeć – są to wysocy rangą dyrektorowie fabryk, a także naukowcy. Nie wszystko jest jednak tak proste, na jakie może w teorii wyglądać. Paul Proteus, wysoko postawiony inżynier przestaje czuć się na swoim stanowisku dobrze i zaczyna coraz intensywniej rozmyślać o dołączeniu do sprzeciwiającej się maszynom rewolucji. W jego głowie pojawiają się wątpliwości co do całokształtu obecnego społeczeństwa i przez to czuje, że potrzebna jest diametralna zmiana. Chce powrotu do dawnego porządku świata, lecz tak naprawdę nie wie, jak mógłby się za to zabrać. To właśnie ten wewnętrzny konflikt jest osią napędową tej dość pokaźnych (przynajmniej w tym wydaniu) rozmiarów powieści.

    Zdecydowanie brakowało mi ciętego języka, który w książkach Kurta Vonneguta zawsze był dla mnie największym atutem. Styl zdecydowanie nie przypomina tego, jaki wówczas znałam z innych dzieł autora. Mimo, iż wszystkie charakterystyczne dla niego cechy się pojawiają (satyra, nietuzinkowy humor i abstrakcyjna fabuła oraz bohaterowie), czegoś mi w tym wszystkim brakowało. Oczywiście nie jest to minusem, bowiem to wciąż świetna i błyskotliwa powieść, jednak fanów wolę już teraz ostrzec, by być może nie poczuli się w tym debiucie zagubieni. Chociaż Vonnegut staje się znanym nam Vonnegutem dopiero w następnych powieściach, na Pianolę warto zwrócić uwagę. Jest to bowiem antyutopia, która ani trochę się nie zestarzała. Ba, wręcz przeciwnie! Teraz może wydać nam się jeszcze bliższa, niż  wydawała się czytelnikom lata temu. Na pewno każdy z nas dostrzega wszechobecność maszyn oraz elektroniki – niejednokrotnie zastępującej człowieka. Zagrożenia wynikające z technologii są nam przecież bardzo bliskie i na pewno każdy doskonale zdaje sobie z nich sprawę. 

    Książka wydała mi się jednak zbyt długa. Można było się pogubić w nadmiernej ilości opisów oraz nic do fabuły nie wnoszących dialogów. W tego typu historii skupienie się na konkretach okazałoby się o wiele lepszym rozwiązaniem, nawet jeśli klimat był niewątpliwie jedyny w swoim rodzaju. Niestety niektórzy bohaterowie również nie skradli mojego serca. Relacja Paula i Anity wydała mi się niezbyt wiarygodna, a sama kreacja partnerki Proteusa okazała się dość nieciekawa. Szkoda. Ten wątek na pewno wypadłby lepiej, gdyby Kurt Vonnegut postanowił rozpocząć swoją zabawę abstrakcyjnym szaleństwem już w pierwszej powieści. Bez tego otrzymaliśmy historię dobrze napisaną i przemyślaną, jednak niestety jednocześnie jedną z gorszych w dorobku autora. 

    Fanom autora polecam jak najbardziej – jest to kawał starego, dobrego science-fiction o maszynach przejmujących kontrolę nad światem oraz ludziach z nimi walczących. Miłośnicy antyutopii również powinni odnaleźć w Pianoli coś dla siebie – zwłaszcza, że jest to historia z każdym rokiem zyskująca na swojej aktualności. Kto wie, w jaki sposób będziemy ją odczytywać już za jakiś czas? Zaś wszystkim innym polecam rozpoczęcie swojej Vonnegutowskiej przygody od innych, pozwalających o wiele lepiej poznać ich autora, tytułów. A naprawdę jest z czego wybierać.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Wacław Niepokólczycki
Ilość stron: 528
Cena okładkowa: 54 zł
Premiera (tego wydania): 15.06.2021


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Żywot prawdziwego artysty, czyli ,,Sinobrody"

Żywot prawdziwego artysty, czyli ,,Sinobrody"

 



✧・゚: *✧・゚:*    *:・゚✧*:・゚✧


    Po Vonneguta sięgam w ciemno - niejednokrotnie o tym wspominałam. Tak dla zasady. Pokochałam go od pierwszej książki i to namiętne uczucie wciąż nie zgasło. No, a mam także szczerą nadzieję, że prędko nie zgaśnie, bo dobrą książkę zawsze miło jest przeczytać. Z Vonnegutem często nadaję na podobnych falach, co w Sinobrodym również dostrzegłam. Ten autor  jeszcze mnie nigdy nie zawiódł i zawsze jestem zauroczona jego ironią i absurdalnym humorem. Jednak czy tym razem historia szczerze mnie zaintrygowała, czy może był to wyłącznie kolejny średniak, którego mimo wszystko pokochałam przez styl i sympatię do autora, tak jak to było w przypadku Galapagos
Cóż... nie ukrywam, że byłam ciekawa, co też Robo Karabekian trzyma w swoim schowku na kartofle. I to tak naprawdę. 

    Książka jest autobiografią (chociaż o wiele bardziej pasuje tutaj określenie "dziennikiem") amerykańskiego malarza (ormiańskiego pochodzenia), oraz jednookiego weterana drugiej wojny, światowej - Robo Karabekiana. Pewnego razu postanawia jednak raz na zawsze zakończyć karierę artysty na rzecz kolekcjonowania dzieł sztuki. Niespodziewanie wprowadza się do niego pewna wścibska wdowa - Circle Berman - pisarka wydająca pod pseudonimem kontrowersyjne książki, a także pragnąca odkryć sekret skrywany w schowku byłego malarza. W tym celu namawia go do napisania swojej biografii. Czy uda jej się dzięki temu osiągnąć postawiony przez siebie cel? Czy odnajdzie sposób, by Robo Karabekian w pełni się przed nią otworzył? A to już akurat kompletnie inna historia... Bo Vonnegut bardzo lubi mieszać. Dlatego też wszystko dzieje się bardzo niechronologicznie, a przez to poznanie głównego bohatera może okazać się nieco bardziej zagmatwane, niż się to na początku wydaje. 
    Książka zaintrygowała mnie już od pierwszych stron, chociaż dopiero później zaczęłam dostrzegać jej prawdziwe przesłanie oraz wszystkie warte zapamiętania sentencje. Bo jest to tak naprawdę historia drwiąca ze sztuki tworzonej wyłącznie dla zarobku, a także (jak to już u Vonneguta bywa) odsłaniająca i cynicznie komentująca ludzką naturę. Pojawiają się również wątki antywojenne oraz feministyczne. Całość jest dzięki temu bardzo aktualna i uniwersalna. A diagnoza społeczeństwa jest  - jak to zawsze u tego autora - trafna. Nawet jeśli ocena sama w sobie niewątpliwie należy do pesymistycznych. 

Kto zasługuje na większe politowanie: pisarz spętany i zakneblowany przez policję czy ten, który, ciesząc się całkowitą wolnością, nie ma nic więcej do powiedzenia?
    Chyba nigdy nie przestanę się zachwycać lekkim i dosadnym językiem Vonneguta. Nie jest to być może styl szczególnie poetycki i kwiecisty, jednak dzięki temu historia wydaje się bardzo swojska i prosta w odbiorze. Autor w prosty sposób przekazuje nieco głębsze przemyślenia oraz niejednokrotnie zmusza do refleksji na temat otaczającego nas świata. Nie tworzy skomplikowanych metafor, nawet jeśli czasem używa nieco trudniejszego (bo abstrakcyjnego) języka.
    Robo Karabekian uzyskał u mnie miano niejakiego "Vonnegutowskiego gaduły", opowiadającego historię swojego życia w sposób dość specyficzny, jednak niewątpliwie intrygujący. Bo u autora pojawiają się motywy stałe i obecne w praktycznie każdej książce. Jednak czy to źle? Oczywiście, że nie. Bo dzięki temu można w pewien sposób poznać tak szaloną personę, jaką jest Kurt Vonnegut.

    Ja Sinobrodego polecam każdemu - nawet osobom, które swoją przygodę z twórczością tego autora mają dopiero przed sobą. Bo choć jest to świat dość zwariowany, w tej książce na pewno można się bez jego znajomości idealnie odnaleźć. Zwłaszcza, że jest to historia uniwersalna i bardzo aktualna. Zdecydowanie warto bliżej poznać Robo Karabekiana i jego życiorys - można się z niego wiele nauczyć.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Michał Kłobukowski
Ilość stron: 392
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 20.10.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Opowieść o wielkich mózgach, czyli ,,Galapagos"

Opowieść o wielkich mózgach, czyli ,,Galapagos"


     ✧・゚: *✧・゚:*    *:・゚✧*:・゚✧
  
      Choć Galapagos być może nie jest szczególnie rozpoznawalną książką Vonneguta, mnie to jak zwykle w żaden sposób nie powstrzymało przed sięgnięciem po nią. Autor ten już od dawna jest moim niewątpliwym faworytem i (przynajmniej do tej pory) każda jego powieść zawsze wywołuje u mnie uśmiech i poprawia humor, nawet jeśli porusza ciężką tematykę. Jednak czy tym razem było podobnie? Czy podróż na pokładzie statku "Bahia de Darwin" wspominać będę równie ciepło, co inne przygody przeżyte z bohaterami innych  książek Vonneguta? Podejrzewam, że tak. Galapagos być może nie zachwyciło mnie w ten sam sposób, co chociażby Syreny z Tytana lub Matka noc, aczkolwiek i tak uważam ją za naprawdę wartościową.  Co jednak niestety niekoniecznie wypaliło?

Było tak:
Czytelnik wybiera się wraz z duchem syna znanego autora powieści science-fiction w szaloną,  trwającą aż milion lat podróż. Narratorem i naszym przewodnikiem jest Leon Trout, który zmarł podczas budowy statku wycieczkowego "Bahia de Darwin". Jest świadkiem naprawdę wielu szalonych wydarzeń, a także dokonuje obserwacji na temat ewolucji i zachowań człowieka. Bohaterów książki jest naprawdę wielu, jednak łączy ich jedno - są uczestnikami "Przyrodniczej Wyprawy Stulecia", która raz na zawsze odmieni ich życie. Statek wycieczkowy, na którym udali się na wyspy z archipelagu Galapagos stał się zupełnie nową Arką, a oni wszyscy Adamami i Ewami, od których zależeć będzie przyszłość całego gatunku. Tajemniczy wirus bezpłodności zaatakował ludzkość i tylko tej nietypowej grupie osób z zupełnie rożnych światów udało się go uniknąć. Jak więc potoczy się ich niesamowita, dosyć długa przygoda?
      Nie ma co ukrywać, że nie jest to książka najprostsza i najprzyjemniejsza w odbiorze, nawet jeśli Vonnegut ponownie chwali się lekkością swojego pióra oraz niezbyt skomplikowanym stylem. Nie zmienia to jednak faktu, iż bohaterów jest wielu, a wydarzenia nie są poukładane chronologicznie, przez co niejednokrotnie można się we wszystkim pogubić. Mimo wszystko, nie jest to coś nowego w twórczości Vonneguta. Każdy jego fan powinien doskonale wiedzieć o tym, iż ten autor uwielbia bawić się treścią oraz słowem, a mieszanie w głowie czytelnika nie jest dla niego czymś nowym. Galapagos nie jest jednak książką, od której warto zaczynać swoją przygodę z dziełami tegoż amerykańskiego pisarza. Chociaż po pewnym czasie zaczyna robić się przejrzysta i łatwiejsza w odbiorze, można się przez te wszystkie dziwactwa zrazić. Szczególnie, że jest ich dosyć sporo...


- Chłopcze - powiedział ojciec - pochodzisz z długiej linii stanowczych, zaradnych mikroskopijnych kijanek, z których każda wygrała swój wyścig.


      Głównym tematem książki jest jednak ironiczne przedstawienie teorii głoszonych przez Karola Darwina, a także rozważania co do teorii ewolucji. Vonnegut podchodzi do ludzkiego gatunku dość krytycznie i przedstawia wszystkie mankamenty naszych wielkich mózgów. Fakt, iż jest to opowiastka z elementami science-fiction pozwala na naprawdę wiele swobody i kreatywnego wykorzystania miejsca i czasu akcji. Co jakiś czas pojawiają się ciekawe cytaty wybitnych ludzi, które są opowiadane przez znajdującego się na statku robota. Jest to naprawdę ciekawe urozmaicenie i dodaje całej historii wiele uroku.
 Ludzie z retrospekcji na retrospekcję coraz bardziej się zmieniają, a opowieść przedstawia kruchość i niedoskonałość ludzkiej egzystencji. Ukazuje absurdy oraz wpływ niektórych wydarzeń na naszą codzienność. Wszystko jest utrzymane w (jak to już u tego autora bywa) słodko-gorzkim klimacie, jednocześnie bawiącym, a także zmuszającym do refleksji i przemyśleń nad tym, co dzieje się w naszym codziennym życiu. Zwłaszcza, że po ponad trzydziestu latach powieść ani trochę się nie zestarzała...

   Galapagos jest historią niewątpliwie intrygującą, aczkolwiek niestety nieco cięższą od poprzednich książek Kurta Vonneguta. Gdy już się jednak uda przywyknąć do ogromu bohaterów oraz nieco poplątanej chronologii, historia jest naprawdę poruszająca oraz dająca do myślenia. Polecam tę książkę mimo wszystko osobom, które miały z twórczością autora do czynienia. Jest to historia nieco zawiła, dlatego też wiele osób może się zniechęcić do innych tytułów Vonneguta.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Dariusz Józefowicz
Ilość stron: 400
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 14.07.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Życie w poczuciu winy, czyli ,,Rysio Snajper"

Życie w poczuciu winy, czyli ,,Rysio Snajper"


      Chyba nie muszę kolejny raz wspominać o mojej miłości do twórczości Kurta Vonneguta. Po jego powieści sięgam nawet w ciemno i zawsze zachwycona jestem lekkością stylu oraz dość nietypową tematyką wszystkich historii. Uwielbiam również wyłapywać nawiązania do innych jego pozycji i coraz bardziej zagłębiać się w tym nietypowym, poruszającym przeróżne tematy uniwersum. Jednak czy Rysio Snajper to historia, która faktycznie skradła moje czytelnicze serce? Już we wstępie mogę zapewnić, że moja podróż po zwariowanym świecie Vonneguta nie dobiegła jeszcze końca i nie mogę się doczekać następnych reedycji przygotowywanych przez Zysk i S-ka. Przecież to klasa sama w sobie. Tutaj w sumie mogłabym zakończyć swoją opinię, no ale jednak tak nie wypada...

    Życie dwunastoletniego Rudy'ego Waltza mieszkającego w Midland City (znanym być może niektórym ze Śniadania mistrzów) ulega diametralnej zmianie, gdy podczas zabawy bronią przypadkiem zabija ciężarną kobietę strzałem między oczy. To też właśnie w tamtym momencie młody chłopak staje się podwójnym mordercą i zyskuje swój pseudonim - Rysio Snajper. Rudy po zrozumieniu, co tak naprawdę się wydarzyło, musi nieustannie radzić sobie z wyrzutami sumienia i coraz większą obojętnością co do otaczającego go świata. Z biegiem (dość ciężkich dla niego) lat staje się  poszukującym spokoju i ucieczki od przeszłości, a także starającym się odpokutować swą winę aseksualistą, który czuje się niezrozumiany nawet przez najbliższe dla niego osoby. Jak będzie przebiegać jego podróż po zakątkach własnej i pełnej paradoksów duszy? Czy Rudy'emu uda się odnaleźć tak bardzo upragniony spokój i przebaczenie za dawne grzechy?
    Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy podczas lektury to zadziwiająco niewiele znanego mi z wcześniejszych książek Vonneguta humoru. Rysio Snajper okazał się być tak naprawdę słodko-gorzką historią o zbrodni i karze, w której uśmiech wywoływany jest raczej przez absurdalność życia głównego bohatera i jego nietypowej rodziny. Klimat stał się przez to nieco ciężki i nostalgiczny, jednak wciąż pełen Vonnegutowskiej ironii i czarnego humoru. A w tym wszystkim nie brakuje też chwili na przemyślenia dotyczące życia...

Do jeszcze nienarodzonych, do wszystkich niewinnych wiązek jednorodnej nicości: strzeżcie się życia.

       Nie jest to książka trudna w odbiorze. Styl jak zwykle jest niesamowicie lekki i przyjemny, choć swoją prostotą potrafi dotrzeć do człowieka i zmusić do autorefleksji. Vonnegut to mistrz subtelności i pod płaszczykiem żarcików oraz ironii przekazuje czytelnikowi prawdę o otaczającym świecie i ludzkiej naturze. Bo Rysio Snajper to tak naprawdę dramat o zabijającej od środka samotności i pragnieniu zmian. Lata mijają, a książki Vonneguta pozostają w takim samym stopniu poruszające i dające do myślenia... choć z pozoru głównie dla społeczeństwa znającego amerykańskie realia. Mimo wszystko, na pewno każdy z nas wyciągnie z jego książek coś dla siebie.

    Zbrodnia i kara Dostojewskiego nie przypadła mi do gustu, choć jest to książka niewątpliwie intrygująca i równie (choć podejrzewam, że nawet i bardziej) poruszająca. Wydaje mi się, że gdyby Dostojewski dodał swej powieści trochę więcej ironii i dystansu do poruszanego tematu, powstałaby historia po wieloma względami przypominająca Vonnegutowską. Może przez to przynajmniej lepiej omawiałoby mi się ją na lekcjach języka polskiego? A to już wyłącznie gdybanie... A już tak na poważnie - Rysio Snajper to świetna satyra przedstawiająca niedoskonałość i kruchość ludzkiej egzystencji. Zdecydowanie polecam, tak jak całą twórczość autora.


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Marek Fedyszak
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 24.03.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O polityce z przymrużeniem oka, czyli ,,Recydywista"

O polityce z przymrużeniem oka, czyli ,,Recydywista"


       Moje zainteresowanie twórczością Kurta Vonneguta ani na chwilę nie słabnie. Jestem ciekawa jego książek i chętnie sięgam po każdą kolejną pozycję. Jak na ten moment jeszcze ani razu się na nim poważnie nie zawiodłam i mam nadzieję, że ta dobra passa potrwa jak najdłużej. Co prawda z początku obawiałam się, że Recydywista dobije mnie swoją niezbyt zrozumiałą tematyką (bowiem o polityce Stanów Zjednoczonych i aferze Watergate wiem tyle, co nic), jednak ostatecznie okazało się, że nie było się czego bać. Kurt Vonnegut ponownie pokazał, że jego nietypowy i pełny ironii styl hipnotyzuje oraz niejednokrotnie daje do myślenia. Choć historia co prawda skupia się na pewnym motywie z historii Ameryki, całokształt okazuje się być  dość uniwersalny. Czym więc autor Rzeźni numer pięć zaskoczył czytelnika tym razem?

        Głównym bohaterem książki jest Walter F. Starbuck, ambitny, pewny siebie, jednak odrobinę za bardzo dający sobą manipulować biurokrata polskiego pochodzenia. Ukończył on Harvard i zaczął pracę w administracji w Białym Domu za czasów Nixona. Za udział w aferze Watergate trafia do więzienia i postanawia po wyjściu z niego opowiedzieć historię całego swojego (mniej lub bardziej) udanego życia. I w sumie to głównie na tym skupia się fabuła książki - na postaci Starbucka oraz osobach go w tamtych chwilach otaczających. 
    Prolog do mnie nie przemówił. Sama nie wiem dlaczego, jednak męczyłam się z nim niemiłosiernie i już zaczęłam się bać, że nie uda mi się przebrnąć przez całość. Realia amerykańskiej polityki nie są dla mnie codziennością, przez co ciężko było mi przywyknąć do niezbyt łatwego w odbiorze klimatu. Na szczęście pierwszy rozdział już od razu okazał się być jakby wyrwany z zupełnie innej książki, dlatego resztę Recydywisty czyta się niezwykle płynnie i dobrze. Pomimo moich trudności z odczytaniem większości szczegółowych nawiązań, książka jest pełna wydarzeń, które zaintrygują nawet największego laika. Jest ona dość prosta w obiorze, choć kryje w sobie o wiele głębsze przesłanie i przemyślenia. To poważna historia poruszająca tematy kapitalizmu, wiary, warstw społecznych oraz biurokracji. A wszystko w krzywym zwierciadle i z nutą ironii.

Jakież to tkliwe wspomnienia łączyłem z Sarą? Długie rozmowy o ludzkim cierpieniu i o tym, jak mu ulżyć - a potem, dla odprężenia, szczeniackie wygłupy. Oboje gromadziliśmy dowcipy. Oboje gromadziliśmy dowcipy na chwilę odprężenia. Jak maniacy, godzinami gadaliśmy przez telefon. Rozmowy te były najprzyjemniejszymi ze znanych mi narkotyków. Wyzbyliśmy się powłok cielesnych - jak swobodnie szybujące dusze z planety Vicuna. Ilekroć zapadła długa cisza, któreś z nas przerywało ją dowcipem.

       Humor Vonneguta to dla mnie zdecydowany plus jego powieści. Jest on dziwaczny, absurdalny, momentami wręcz wulgarny, jednak zawsze trafiający w punkt. Tym razem skupiał się on głównie na polityce, jednak i tak niejednokrotnie podczas lektury uśmiechałam się pod nosem. Autor nie boi się poruszania nawet najcięższych i najbardziej kontrowersyjnych tematów, dlatego właśnie tak bardzo jego historie przypadają mi do gustu i za każdym intrygują. Swojej przygody z jego książkami nie mam zamiaru jeszcze kończyć, nawet jeśli teraz trafiłam na książkę niezbyt dla mnie zrozumiałą i z początku odpychającą swą tematyką. 

    Recydywisty nie uważam za książkę wybitną. Może gdybym interesowała się poruszanymi przez Vonneguta tematami, to spojrzałabym na całokształt zupełnie inaczej... Niestety na ten moment była to mnie wyłącznie historia o człowieku wmieszanym w ciężką i dość trudną biurokratyczno-polityczną rzeczywistość. Czytałam w swoim życiu o wiele lepsze książki Kurta Vonneguta. Nie jest ona jednak na tyle zła, bym nie mogła jej polecić. Dla każdego interesującego się polityką i historią Stanów Zjednoczonych czytelnika będzie to lektura na pewno bardzo wartościowa i zrozumiała. Dla każdego innego może okazać się nieco przytłaczająca, jednak mimo wszystko niezwykle wciągająca i w swych rozważaniach aktualna.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Tłumaczenie: Jolanta Kozak
Ilość stron: 376
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 04.02.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O życiu w kłamstwie, czyli ,,Matka noc"

O życiu w kłamstwie, czyli ,,Matka noc"

   
      Kurt Vonnegut w tegoroczne wakacje niewątpliwie skradł moje czytelnicze serce. Nie był to jednak związek krótkotrwały i jednorazowy, który z biegiem czasu pozostawił wyłącznie przyjemne wspomnienia. Zaczęłam interesować się autorem oraz jego życiorysem, a po jego książki sięgam teraz z przeróżnymi oczekiwaniami i niemałą ciekawością. Jest to pisarz, który do tej pory za każdym razem poruszał mnie swoją prostotą, lekkim stylem i ciętym językiem, dzięki którym jego dzieła wręcz połykałam w całości już po pierwszym sięgnięciu. Zysk i S-ka na nowo wydaje utwory tegoż amerykańskiego pisarza, dlatego mogą one cieszyć czytelnika również swoimi minimalistycznymi i wpadającymi w oko okładkami, które idealnie oddają treść każdej z książek. Nawiązująca swym tytułem do Fausta Goethego Matka noc to moje kolejne, trzecie już spotkanie z twórczością Vonneguta i od razu przyznam się, że będę brnąć w tą znajomość dalej.

     Howard W. Campbell jr. to człowiek, który skrywa w sobie ogrom przeróżnych osobowości. Choć urodził się w Ameryce, uważany jest przez zdecydowaną większość za zawziętego i bezwzględnego nazistę zajmującego się radiową propagandą. Mimo wszystko, w swoich płomiennych przemówieniach ukrywa zakodowane wiadomości skierowane do Amerykanów. Sam osobiście widzi w sobie apolitycznego bezpaństwowca, dla którego ważne są jedynie podstawowe życiowe wartości i jego dwuosobowe państwo. Kim jednak Campbell tak naprawdę jest? Historię swojego całego życia opowiada już jako pisarz, gdy znajduje się w więzieniu i ma być za swoje wojenne poczynania i występki osądzany przed izraelskim wymiarem sprawiedliwości. Jednak gdy tylko dociera do niego, że jego życie może po tym wszystkim trwać dalej, jako rozwiązanie sytuacji widzi wyłącznie samobójczą śmierć. Ale czy jest może dla niego inne wyjście?
    Kurt Vonnegut kolejny raz zachwycił mnie swym podejściem do życia oraz czarnym, dość gorzkim i pełnym absurdów humorem. W powieści ani na moment nie zabrakło satyry i prześmiewczego podejścia do poważnych tematów. Nie ukrywam, że z początku ciężko było mi wejść w klimat powieści (głównie dlatego, iż bardzo rzadko sięgam po książki osadzone fabularnie w czasach wojen światowych), jednak już po kilku pierwszych rozdziałach niesamowicie wciągnęłam się w historię i perypetie  nietypowego protagonisty. Sam Campbell należy do postaci dość intrygujących i zapadających w pamięć, a jego walka z całym światem niejednokrotnie potrafi wzruszyć i pokazać prawdziwą ludzką naturę. Nawet jeśli jest to przedstawione w raczej krzywym zwierciadle, a sama historia nie należy do szczególnie rozwiniętych, jeśli chodzi o ogólną psychikę bohaterów.  

Jesteśmy tym, kogo udajemy, i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy.

     Mnie historia bardzo wzruszyła, nawet jeśli swoim stylem należała do stosunkowo dość suchych i momentami wręcz drewnianych. Miała ona aczkolwiek dzięki temu swój niepowtarzalny i specyficzny urok, a całokształt ponownie pokazał mi, że Kurt Vonnegut to autor dziwaczny, lecz jedyny w swoim rodzaju. Poruszył temat bardzo trudny, jednak zrobił to z taką gracją oraz charakterystyczną dla siebie manierą, że nie potrafiłam się od Matki noc oderwać, a moje serce ponownie skradło wiele motywów oraz irracjonalnych wydarzeń i bohaterów. Za minus uważam tylko to, że była to przygoda tak krótka. Zdążyłam polubić się ze specyficznym, czasem wręcz apatycznym głównym bohaterem i zżyć się z jego podróżą przez całe, dość moralnie wątpliwe życie.

   Reasumując, Vonnegut ponownie pokazał, że jest autorem wybitnym, potrafiącym przekazać wiele ważnych wartości w prostej i pełnej niecodziennych absurdów historii. Matka noc ma niepowtarzalny klimat, a fabuła i postać Howarda W. Campbell jr. powodują, że nie można się od niej oderwać. Jest to wzruszająca opowieść o osobie, która powoli zaczęła tracić wszystko, co kochała, a także niejednokrotnie działającej wbrew sobie, choć starającej się zarazem wszystko na swój sposób zrozumieć. Zdecydowanie polecam każdemu, kto twórczość Vonneguta zna i lubi, a także tym, którzy mają ją dopiero przed sobą. To naprawdę intrygująca słodko-gorzka satyra na wojnę i otaczający nas świat.

   Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Ilość stron: 272
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 03.12.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Międzyplanetarna podroż, czyli ,,Syreny z Tytana"

Międzyplanetarna podroż, czyli ,,Syreny z Tytana"


     Kurt Vonnegut jest autorem, po którego książki chciałam sięgnąć już od dłuższego czasu. Cóż, nie ukrywajmy, komu z nas nigdy nie obiło się o uszy nazwisko twórcy słynnej Rzeźni numer pięć? Osobiście słyszałam wiele pozytywnych opinii o jego dziełach, dlatego też dostając możliwość sięgnięcia po Syreny z Tytana, nie wahałam się ani przez moment. No i jak wypadło to moje pierwsze spotkanie? Wydaje mi się, że się zakochałam. Styl i specyficzny humor Vonneguta mnie zauroczyły, a po tym wszystkim z przeogromną chęcią zapoznam się z innymi jego dziełami. Smuci mnie jednak fakt, że do tego spotkania doszło dopiero teraz. A to zdecydowanie o wiele za późno! 

   Winston Niles Rumfoord wyruszył wraz ze swoim psem Kazakiem w szaloną kosmiczną podróż. Dwójka podróżników niefortunnie trafiła w sam środek infundybuły chronosynklastycznej, zamieniając się tym samym w czystą energię i materializując się dopiero podczas zetknięcia z inną planetą. Co pięćdziesiąt dziewięć dni materializuje się w swoim domu na Ziemi, przez co wzbudza u innych ludzi niemałe zainteresowanie. Żona Rumfoorda, Beatrycze, nie pozwala nikomu uczestniczyć w owym wydarzeniu, a same relacje małżonków ulegają diametralnej zmianie, gdy okazuje się, że Winstron potrafi przepowiadać przyszłość i wie wszystko o tym, co było i będzie. Podczas swych szalonych podróży poznaje Salo, z którym tworzy na Marsie państwo i armię, składającą się z porwanych Ziemian. Zjawia się również Malachi Constant, najbogatszy człowiek w Ameryce, który ma w tej sytuacji odegrać jedną ze znaczących ról. Ze wszystkich sił stara się uniknąć przepowiedni Rumfoorda, jednak najwidoczniej przeznaczenia nie można oszukać...
   To książka pełna absurdów i czarnego humoru. Kurt Vonnegut jest zdecydowanie mistrzem szalonego, a zarazem niezwykle ambitnego, pełnego ukrytych znaczeń science-fiction. Gdy już czytelnik zaczyna sięgać głębiej, dostrzega ukryte piękno jego twórczości i, zresztą dość pesymistyczny, przekaz. Choć na pierwszy rzut oka Syreny z Tytana wydają się być nietypową i dziwaczną książką fantastycznonaukową (którą zresztą i tak mimo wszystko są), to po jakimś czasie zauważa się  jej prawdziwe przesłanie oraz poruszone przez autora tematy dotyczące natury ludzkiej i sensu naszej egzystencji. Cóż, historia ta co prawda niejednokrotnie wywołała na mojej twarzy uśmiech, lecz niedługo potem zauważyłam, że jest to raczej śmiech przez łzy. Pomimo, że powieść utrzymana jest w konwencji czarnego humoru i absurdu, dostrzec można w przygodach głównego bohatera dramat o upadku człowieka i jego porażce w walce z czekającym go losem. Trzeba po prostu pogodzić się z naszym przeznaczeniem i unikać niepotrzebnej walki z wiatrakami. Przecież każdy z nas ma na tym świecie jakieś przeznaczenie i po coś został na tym świecie stworzony stworzony...

Życie jest zabawne, kiedy się tylko przestać nad nim zastanawiać

    Syreny z Tytana to historia specyficzna i niezwykle zagmatwana, idealnie pokazująca naturę i olbrzymią wyobraźnię Vonneguta. Nie przeszkadza to jednak w jej odbiorze. Ba, wręcz przeciwnie! Czytelnik nie może się doczekać kolejnych szalonych pomysłów, na które wpadł autor. Śledziłam losy bohaterów z niemałym zainteresowaniem i byłam ciekawa ich następnych przygód. Postacie są różnorodne i niezwykle specyficzne, a każdy bardzo się od siebie różni. Tworzy to mieszankę wybuchową, w której i tak znajdzie się moment na odetchnięcie i refleksję (zwłaszcza zakończenie, które niezwykle mnie wzruszyło).

   Reasumując, Syreny z Tytana wciąż nie tracą na swojej aktualności i po tylu latach wciąż potrafią poruszyć i zaskoczyć. To książka pełna niesamowitych zwrotów akcji i absurdów, w której tak naprawdę skrywa się prawda o ludziach i ich prawdziwej naturze. Nie brakuje tu też rozważań na temat sensu naszego istnienia i ingerencji boskiej w codzienne życie, jednak te zagadnienia zostały przedstawione w sposób prosty i przystępny dla każdego. Nawet tego, kto ze science-fiction nie ma na co dzień w ogóle do czynienia. Naprawdę warto sięgnąć po twórczość Kurta Vonneguta, nawet w ciemno. Zawodu na pewno nie będzie, gdyż u tego autora wszystko stoi na mistrzowskim poziomie!

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Ilość stron: 384
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 09.07.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger