Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Komedia bardzo romantyczna, czyli ,,Obiad z Bondem"

Komedia bardzo romantyczna, czyli ,,Obiad z Bondem"

 

✧・゚: *✧・゚:*    *:・゚✧*:・゚✧


    Nie ukrywam, że pomimo sporej literackiej płodności Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, nie miałam okazji, by wcześniej przeczytać którąś z jej książek. Postanowiłam to jednak zmienić i do  sięgnięcia po Obiad z Bondem tejże autorki wykorzystałam moją wewnętrzną ochotę na prostą i uroczą historię miłosną. Jednak czy było to spotkanie udane? Czy polubiłam się z książkami tak zwanej Dilerki Emocji? Nie ukrywam, że po wszechobecnych zachwytach spodziewałam się książki bardzo dobrej, a ostatecznie dostałam... cóż, historię faktycznie swego rodzaju przyjemną, aczkolwiek jednocześnie irytującą i irracjonalną. Aż dziwi mnie, że łudziłam się na coś nieco innego. Czegoś mniej wywołującego u mnie poczucie zażenowania zachowaniem głównej bohaterki.

    Fabuła do skomplikowanych nie należy - jak to w komediach romantycznych bywa - dlatego nie będę się nad nią zbytnio nachylać. Eliza jest znaną z poprzedniej części przyjaciółką Natalii. Teraz jednak ona staje się główną bohaterką i to wokół niej odbywa się większa część fabuły. W radzeniu sobie z problemami pomaga Jacek Granicki, mężczyzna z jej przeszłości, a zarazem przystojny i pełen uroku policjant. Czy namiętność kłębiąca się między bohaterami w końcu wybuchnie? A w dodatku kto tak naprawdę stoi za włamaniami do mieszkania Elizy? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie w Obiedzie z Bondem (nawet jeśli pierwsze należy do tych - kto by pomyślał - retorycznych).
    Nie ukrywam, że już od samego początku coś mi w całej historii nie chciało zgrzytać. Doskonale wiedziałam, że komedie romantyczne nie zawsze są górnolotne, jednak liczyłam na historię choć trochę i szczerze zabawną. Moją jedyną reakcją na infantylność głównej bohaterki było przewracanie oczami i próby przeżycia lekkiego zażenowania. Szczególnie pod koniec, gdzie irracjonalność wręcz osiągnęła swoje apogeum. Mimo wszystko, jako plus mogę uznać wątek romantyczny. Faktycznie okazał się on dość uroczy i naturalny, dlatego kibicowałam (nawet jeśli działającym mi na nerwy) bohaterom. Nie przypadł mi do gustu wątek gangsterski, ponieważ to była jedna z ostatnich rzeczy, jakich się w tego typu historii spodziewałam (rozumiem, że główny bohater jest policjantem, ale żeby również był z tymi klimatami powiązany? Nie przemawia to do mnie). Zdecydowanie bardziej wolałabym, gdyby była to wyłącznie przyjemna, sympatyczna komedia romantyczna z lekkim wątkiem kryminalnym. Ale cóż, najwidoczniej nie da się obecnie stworzyć romansu, który byłby kompletnie oderwany od mafii, gangów i innych szeroko pojętych szajek. A szkoda. 

    Język był bardzo prosty, przez co książkę czyta się błyskawicznie i zadziwiająco przyjemnie. Akcja jest wartka, fabuła nie należy do szczególnie skomplikowanych, a bohaterów da się na swój sposób polubić. Jest to prosta historia, która idealnie sprawdzi się jako sposób na relaks po ciężkim dniu. Polecam fanom uroczych i nieskomplikowanych komedii romantycznych. Osobom szukającym czegoś nieco bardziej ambitnego... no niekoniecznie. 

Wydawnictwo: Burda Książki
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska
Ilość stron: 264
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera (tego wydania): 14.01.2021


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Burda Książki
O uczuciu pokonującym traumę (przynajmniej w teorii), czyli ,,Wdech"

O uczuciu pokonującym traumę (przynajmniej w teorii), czyli ,,Wdech"




        Na książki osób związanych z Wattpadem zawsze patrzyłam z pewną zazdrością. Niegdyś sama pragnęłam, by moje wypociny i średniej jakości fanfiki z gier i Harry'ego Pottera zostały zauważone, docenione i być może nawet po jakimś czasie wydane... Ale nawet na początku mojej (dość krótkiej zresztą) przygody z pisaniem, dostrzegłam, że na tej pełnej przeróżnych opowieści stronie, zdecydowana większość publikowanych tekstów do wysokojakościowych nie należy. Dlatego właśnie postanowiłam więcej tej strony nie zaśmiecać i zajęłam się czymś zupełnie innym (również niepotrzebnie zaśmiecającym Internet). Mimo wszystko, zawsze byłam ciekawa, czy książki autorów znanych z Wattpada są aż tak dobre, by je wydawać. A że ciekawość to pierwszy stopień do piekła... Po lekturze Wdechu dowiedziałam się wszystkiego, co chciałam wiedzieć. Więcej sprawdzać nie będę.

        Lena zmaga się z ogromnym problemem. W dniu siedemnastych urodzin została zaatakowana przez nieznanego napastnika, przez co obecnie nie potrafi zaufać obcym i nieznajomym mężczyznom. Jakby tego było mało, nawiedzają ją też koszmary, które jedynie utrudniają jej normalne funkcjonowanie. W radzeniu sobie z problemami pomaga jej chłopak, Paweł, a także bliskie przyjaciółki. Stabilna i (teoretycznie) spokojna codzienność zmienia się, gdy pewnego dnia w życiu Leny pojawia się przystojny i tajemniczy Adam, który od razu wpada jej w oko i niespodziewanie zaczyna na nią wpadać... Młoda studentka ma przez to mętlik w głowie i nie wie, jak ma się zachować. Powoli dostrzega, że tak naprawdę nie jest w swoim obecnym związku szczęśliwa, a Paweł ma wiele wad. Czy Lena będzie w stanie zostawić swojego ukochanego dla nowo poznanego, niezbyt grzecznego, jednak na pewno potrafiącego się nią zająć mężczyzny? A może pozostanie wierna swojemu chłopakowi i powstrzyma nadciągającą coraz bliżej lawinę niefortunnych wydarzeń? Jedno jest pewne - Adam swoją obecnością niewątpliwie namiesza w obecnym, dość ułożonym życiu dziewczyny...

       Książka jest nijaka. Po prostu. Mam co do niej bardzo, bardzo mieszane uczucia i nie potrafię dostrzec wszystkich zalet, które wymieniają w swoich opiniach inni czytelnicy. Po opisie oczekiwałam książki skupiającej się w większym stopniu na psychice głównej bohaterki i jej walce z ciężką przeszłością, a ostatecznie dostałam romans z typowym trójkątem miłosnym oraz delikatnym zabarwieniem erotycznym (co nieszczególnie mi się w tym wszystkim podobało). Ten sam opis zwiastował również, że tajemniczy Adam będzie prawnikiem, a po przeczytaniu całej książki w ogóle nie odczułam, że tak było. Czyżbym czytała inną książkę, a ten prawnik mi się jedynie przyśnił? Tego nie potrafię zrozumieć.

Styl autorki niewątpliwie jest przyjemny, jednak w moim odczuciu było w nim zbyt wiele potocyzmów, co spowodowało, że nie wszystkie fragmenty dobrze mi się czytało. A już zwłaszcza te, gdzie przyjaciółki były razem. Ich potyczki słowne były po prostu dziecinne i czasami nie potrafiłam się zmusić, by brnąć dalej. A szkoda, bo był ogromny potencjał na coś ciekawszego. Zwłaszcza, że Kamila Mikołajczyk ma talent do tworzenia lekkich, przyjemnych do czytania historii.

       Bohaterowie byli niesamowicie irytujący i większą sympatią nie obdarzyłam żadnego z nich. Lena zadziwiała mnie swoimi dziwnymi wyborami i fochami (a także traumą, która pojawiała się i znikała w przypadkowych momentach, zależnie od potrzeb fabuły), Paweł to seksoholik, którego jedyną cechą charakteru jest miłość do siłowni oraz swojej dziewczyny, a Adam był najzwyczajniej w świecie nijaki, choć na pewno w całym zestawie postaci był najciekawiej skonstruowany i zaplanowany. Niestety jego relacja z Leną też była wyjątkowo nieangażująca i trudno było poczuć jakąkolwiek głębszą chemię. A przecież na tym opiera się całokształt historii?

      Krótko mówiąc, raczej nie sięgnę po następne części trylogii. Wdech pokazał, czego mogę się po trylogii spodziewać i niekoniecznie mnie ta wizja zachęca. Jest to książka z dobrym pomysłem, jednak o wiele gorszym wykonaniem. Autorka ma lekki styl, dzięki czemu historię czyta się dość przyjemnie, jednak co to za radość z zagłębiania się w lekturę, skoro bohaterowie są denerwujący, a fabuła niezbyt wciągająca? Jeśli jednak ktoś lubi niewymagające historie miłosne, Wdech może się okazać bardzo dobrym wyborem. Ja nie odradzam, jednak też szczególnie nie polecam.

Wydawnictwo: Editio
Autor: Kamila Mikołajczyk
Ilość stron: 280
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 06.05.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Editio
Seks, alkohol i niesmak, czyli ,,365 dni"

Seks, alkohol i niesmak, czyli ,,365 dni"


     Już jakiś czas temu odkryłam u siebie nietypową przypadłość. Bardzo, bardzo rzadko pozostawiam niedokończone przez siebie książki. Jestem człowiekiem upartym i zdecydowanie wolę dać słabą ocenę, a następnie z oddechem ulgi odłożyć książkę na półkę, aniżeli poddać się tuż przed końcem. Zasady tej nie porzucam nawet wtedy, gdy czytam wybitnie złe i głupie tytuły, przy których większość najwytrwalszych czytelników zdąży już wymięknąć. Masochizm? Podejrzewam, że tak. I ani trochę się tego nie wstydzę, ponieważ robię to dlatego, byście wy nie musieli się męczyć. Taka już ze mnie altruistka.
Dobrze pamiętam, że moją erotyczną inicjacją było z wciśnięte mi do rąk siłą Pięćdziesiąt twarzy Greya, a potem... cóż, na szczęście długo nic. Do momentu, aż odezwała się ta sama osoba, która mnie do tego pełnego namiętnych scen świata wprowadziła i pożyczyła kolejną książkę. Tym razem autorstwa Blanki Lipińskiej. Nie czytam erotyków, gdyż to najzwyczajniej w świecie nie mój gatunek. Mimo wszystko, 365 dni chodziło za mną już długo i nie potrafiłam się mu oprzeć. Przecież niedługo wychodzi tak bardzo oczekiwany przez wszystkich film, a książka, przynajmniej teoretycznie, ukazuje zupełnie nowe spojrzenie na temat seksu, który pokazywany miał być bez żadnego tabu i skrępowania. Blanka Lipińska to współczesny wieszcz, zapytacie? Czy faktycznie jest to historia, która w odpowiedni sposób uwalnia i przedstawia kobiecą seksualność? Cóż, otóż nie tym razem. Choć wspomniany wcześniej Grey pozostawił w mojej nastoletniej psychice wiele śladów, drugi raz był zdecydowanie gorszy. W trakcie lektury 365 dni oddałabym wszystko, by choć na chwilę powrócić do perypetii Chistiana i Any. 

FABUŁA:

      Laura Biel, jej chłopak Martin oraz przyjaciele wyjeżdżają na wakacje na Sycylię, by świętować dwudzieste dziewiąte urodziny głównej bohaterki. Jak jednak łatwo przewidzieć, nic nie idzie zgodnie z planem. Zwłaszcza, że Laury poszukuje niejaki don Massimo Toricelli - głowa sycylijskiej rodziny mafijnej, który w krytycznym dla siebie momencie, gdy był już jedną nogą w grobie, dostrzegł w swoich snach pewną kobietę. Obiecuje sobie samemu, że za wszelką cenę ją odnajdzie i sprowadzi do siebie. Feralnego wieczoru Włoch porywa dziewczynę i daje jej  (kto by przewidział) tytułowe 365 dni, by go pokochała i się do niego przekonała. Ot, tak prezentuje się cała fabuła książki. Jest bardzo prosta i nie dzieje się w niej zbyt wiele dodatkowych rzeczy. Wszystko kręci się raczej wokół tego, jak to Laura nie potrafi zdecydować się w to, co na siebie ubrać, a Massimo zajmuje się swoimi szemranymi interesami. W pewnym momencie bohaterowie zwiedzają przeróżne miejsca we Włoszech i jest to wręcz idealny moment, by pochwalić się znajomością atrakcji i najciekawszych miejsce tegoż kraju, jednak tego w 365 dni czytelnik niestety nie uraczy. Laura idzie nurkować? Cudownie! Jest to przedstawione w dwóch zdaniach, by znalazło się więcej miejsca na łóżkowe perypetie z Czarnym! (to nie jest rasistowskie określenie, Massimo najzwyczajniej w świecie ubrany był w dzień porwania na czarno). Wycieczka do Rzymu? Oczekujecie zwiedzania miasta? Nic bardziej mylnego! Przecież każdy dobrze wie, że tam jest Koloseum i to powinno wam wystarczyć. Bo po co się rozdrabniać? O wątkach mafijnych nie będę nic wspominać, bo jednak tymi tematami niezbyt się interesowałam, lecz już na pierwszy rzut oka widać, że nie są one za bardzo rozbudowane i pojawiają się jedynie po to, by Laura i Massimo wyszli na chwilę z łóżka, odetchnęli świeżym powietrzem oraz rozprostowali nogi. No, a także wpakowali się w kolejne tarapaty, bo jednak musi się coś dziać. A najlepsze po seksie są oczywiście wybuchy, pościgi i strzelaniny w barze, bo po dramatycznym wydarzeniu może przytulić się do swojego kochanka, pocałować go, ponieść się emocjom... i wrócić do punktu wyjścia.

BOHATEROWIE:

     Płytcy, wulgarni, obleśni i odpychający. Dawno nie czytałam książki, w której miałam dość tak wielu bohaterów jednocześnie. Wszyscy działają irracjonalnie, zupełnie jakby nie potrafili przewidzieć jakichkolwiek konsekwencji swoich czynów. Nie przejmują się także podstawowymi zasadami logiki i zachowują się jak rozpieszczone dzieci.  Już nawet nie chce mi się rozdrabniać w postacie drugoplanowe, bo wszystkie z nich były równie denerwujące i odpychające. A już zwłaszcza najlepsza przyjaciółka Laury, Olga, która znana jest wyłącznie z tego, że lubi spędzać upojne noce z mężczyznami, a także ubiera się jak prostytutka (hej, czyli zupełnie tak samo jak Laura, gdy chce zdenerwować swojego porywacza! Co za wspaniała znajomość, mogą pożyczać sobie ubrania!).
Massimo Toricelli myśli tylko jednym i tylko o jednym, a jego hipokryzja już dawno przekracza wszystkie możliwe granice absurdu. To rycerz na białym koniu, który porywa kobietę, więzi ją, jednak cały czas podkreśla, że nie zrobi niczego wbrew jej woli. Szkoda tylko, że już na kolejnej stronie zaczyna się do niej dobierać, bo nie potrafi się powstrzymać. Wymarzony kochanek, racja? Jak przykro, że Czarny jest również kłamcą, który łamie dość powszechne schematy i tym razem to on postanawia zatrzymać przy sobie swoją kobietę, robiąc jej dziecko. Zdarza się i tak.
Nie myślcie jednak, że będę tutaj bronić Laury Biel, co to to nie! Naprawdę, ona i ten jakże seksowny Włoch to wręcz idealna para, która idealnie do siebie pasuje. Są na równie niskim poziomie.  Protagonistka to nimfomanka, która sama bardzo chętnie pierwsza swojemu oprawcy do łóżka. I to nawet nie miało być przedstawienie syndromu sztokholmskiego, Laura cały czas jest ukazywana jako zdrowa psychicznie i działająca w stu procentach świadomie kobieta. Bohaterka ma w tej sytuacji dość błahe problemy: martwi się tym, by na śniadanie wypić szampana, a także rozmyśla, jaką sukienkę przyniesie jej dzisiaj brat Massima, wspaniały projektant, którego jedyną cechą jest to, że lubi modę i wszyscy uważają go za geja (choć nie ukrywam, że chyba jedynie Domenico nie działał mi w tej historii na nerwy). Ah, takie życie to marzenie! Gdyby tylko przymknąć oko na gwałty, groźby, porwanie i pojawiająca się w przypadkowych momentach choroba serca...

SCENY SEKSU (KULTURA GWAŁTU)

      Naprawdę, inaczej tego nie potrafię nazwać. Blanka Lipińska w wulgarny sposób pokazała gwałt jako coś pozytywnego i  uważanego za podniecające. Laurze jedynie na początku przeszkadza to, co się dzieje, a potem na dobre o tym zapomina i nieustannie oddaje się swojemu oprawcy. Raz, bo chce tego on, drugi raz, bo ona przecież również ma swoje potrzeby, a za trzecim najzwyczajniej w świecie chce mu podziękować za nowe buty Chanel... Przeraża mnie, że książce ani razu nie pojawia się fragment, w którym zachowanie Włocha byłoby traktowane jako negatywne. Czy 365 dni naprawdę zostało napisane przez kobietę dla innych kobiet? Bo mnie osobiście chęć zostania porwaną przez kogokolwiek nie wygląda mi na zachęcający scenariusz. Laura dalej byłaby tak chętna na stosunek z porywaczem, gdyby Massimo okazał się być starym zboczeńcem? To by dopiero była interesująca historia! Choć może to ja się nie znam i po prostu marudzę...
      Już pomijając szkodliwość tego tworu, styl autorki jest bardzo prosty i nie trzeba skupiać zbyt wiele uwagi, bo fabuła kręci się wokół jednego: powtarzających się cały czas wulgarnych scen przedstawiających stosunek dwójki głównych bohaterów. Tak, wiem, że to erotyk i nie spodziewałam się niczego więcej, jednak każdy kolejny fragment to praktycznie kalka poprzedniego... Czyżby autorka robiła ze swoich czytelników osoby, które nie mają żadnych  większych wymagań? To już zdecydowanie lepiej jest poszukać sobie fanfika na Wattpadzie. Poziom będzie podobny, a może nawet i wyższy. 

       Wiecie co? Przyznam się bez bicia, że wolę Pięćdziesiąt twarzy Greya, choć są to dwie zupełnie różne historie, które łączy jedynie erotyczna otoczka i opinia najgorszych książek. Laura i Massimo są dla mnie postaciami obleśnymi i zadziwiająco głupimi, dlatego też nie mam zamiaru mieć z nimi więcej do czynienia. Choć może ciekawość kiedyś popchnie mnie do tego, by sięgnąć kiedyś po kolejne części trylogii... Ale to w swoim czasie. Na ten moment muszę się wykurować z tego, co spotkało mnie na Sycylii. A była to zdecydowanie ostra jazda bez trzymanki. Z ogromną ulgą mogę wystawić najniższą notę i odetchnąć, że mam to już za sobą. 365 dni jest nudne, paskudne, infantylnie napisane, a także odpychające. Sięgacie na własną odpowiedzialność. 

Wydawnictwo: Edipresse
Autor: Blanka Lipinśka
Ilość stron: 472
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 04.07.2018
Pierwszy krok w dorosłość, czyli ,,Zawsze i na zawsze"

Pierwszy krok w dorosłość, czyli ,,Zawsze i na zawsze"


      Do wszystkich chłopców, których kochałam wspominam jako niesamowicie uroczą oraz przyjemną wakacyjną lekturę, która towarzyszyła mi podczas ostatnich dni lata. Lara Jean Covey okazała być się szalenie sympatyczną dziewczyną, której miłosne rozterki i przygody śledziłam z niemałym zainteresowaniem, dlatego ucieszyłam się, widząc, że jej historia nie kończy się na jednej części. W końcu nadszedł jednak czas na pożegnanie i ostatnią książkę opowiadającą o losach ekscentrycznej nastolatki i jej obiekcie westchnień pochodzącym z zupełnie innego świata. W Zawsze i na zawsze również nie brakuje wielu emocji i uważam, że swoim poziomem w niektórych momentach dorównuje dwóm poprzednim częściom (które zresztą wspominam bardzo ciepło). Nawet jeśli po drugim tomie pozornie nie zostało nic więcej do opowiedzenia... Wspaniale było powrócić do znanych mi już bohaterów i przekonać się, co czekało na nich wszystkich tym razem. A było tego, mimo wszystko, dość sporo.

    Lara Jean i Peter Kavinsky przeżywają właśnie swój ostatni rok w liceum i muszą przez to zmierzyć się z wieloma poważnymi dylematami. Wybór studiów, plany na przyszłość, kwestie związane z sensownością relacji na odległość oraz te dotyczące trwałości pierwszych związków. Nie wszystko okazuje się tak proste, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać... Czyżby Margot miała rację i dłuższa rozłąka faktycznie niszczy miłość między ludźmi? Uczucie Lary Jean i Petera dopiero się odbudowało, a już tak szybko  zostaje wystawione na następną próbę. Tym razem nastolatkowie muszą wymyślić rozwiązanie, które pozwoli być im najzwyczajniej w świecie szczęśliwymi, niezależnie od okoliczności. Pojawia się także wątek ponownego ożenku ojca oraz powrotu kogoś, kto w życiu Kavinskiego jest osobą niezwykle ważną. A jak pozostałe siostry Song? Kitty wciąż dokazuje i rozbawia swym ciętym językiem, a Margot układa na nowo swoje życie miłosne, starając się zapomnieć o Joshu. 
   Trzeci tom skupia się w głównej mierze na postaciach drugoplanowych, zrzucając z pierwszego miejsca problemy dotyczące sfery emocjonalnej dwójki głównych bohaterów. Był to zabieg ciekawy, lecz na dłuższą metę odrobinę męczący. Dobrze, że autorka postanowiła w jakikolwiek sposób zakończyć niektóre z zaczętych wątków, jednak nie każdy z nich wydawał mi się być na tyle interesujący, by ciągnąć go przez sporą część powieści. Dostrzec można również to, że Jenny Han starała się ostatni raz uszczęśliwić fanów i w dobrym stylu zakończyć swoją (no i w sumie również naszą) przygodę z uniwersum. Nie zmienia to jednak faktu, że finał wątku Petera i Lary Jean pozostaje w dużym stopniu otwarty i każdy może dopowiedzieć sobie to, co tylko chce. Wiele spraw między dwójką młodych ludzi nie zostało dokończonych, a ich przyszłość tak naprawdę nie została przed czytelnikiem dokładniej odsłonięta. Ja osobiście bardzo lubię takie zakończenia - pozwalają one każdemu snuć spekulacje o tym, co mogło spotkać każdego z bohaterów i zostawiają fanom spore pole do popisu w kwestii przeróżnych teorii.

Rodziny się kurczą lub powiększają. Jedyne, co można tak naprawdę zrobić, to cieszyć się tym, cieszyć się sobą nawzajem tak długo, jak się siebie ma.

      Tak się również pozytywnie złożyło, że żadna z  postaci nie działała mi w tej części szczególnie na nerwy. W poprzednich tomach nie potrafiłam znieść humorków Petera Kavinskiego i jego ciągłych kłótni z Larą Jaean, jednak tym razem wcale nie było z nim aż tak źle. Chłopak był po prostu... troszkę dojrzalszy (co nie zmienia faktu, że i tak zdarzały się krótkie momenty, gdy miałam go serdecznie dość i nie rozumiałam, co takiego Covey w nim w ogóle dostrzega). Również główna bohaterka przeszła niewielką przemianę w zachowaniu, dzięki czemu zaczęła w końcu sama decydować o sobie i swojej przyszłości. Bardzo cieszę się, że ostatni tom  pozwolił poznać bohaterów z zupełnie innej strony.

   Zawsze i na zawsze to niesamowicie ciepła, pełna nawiązań do popkultury książka, która powinna przypaść do gustu wszystkim fanom historii o nastoletnich zauroczeniach oraz codziennych szkolnych problemach. Choć ostatnia część utrzymana jest raczej w słodko-gorzkim klimacie, okazała się być ona bardzo dobrym zwieńczeniem serii o licealnych perypetiach nietypowej, nieśmiałej dziewczyny i szkolnego gwiazdora, za którym wszyscy się oglądają. Jest napisana bardzo lekkim piórem, co powoduje, że można przeczytać ją w praktycznie jeden wieczór i jest idealną odskocznią od nieco cięższych tytułów. Mimo wszystko, osobiście nie żałuję ani chwili spędzonej z bohaterami wykreowanymi przez Jenny Han. Dla każdego fana przygód Lary Jean jest to pozycja obowiązkowa. 

Wydawnictwo: Kobiece (Young)
Autor: Jenny Han
Ilość stron: 376
Cena okładkowa: 36,90 zł
Premiera: 13.11.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

a także do zdobycia na stronie czytampierwszy.pl
Wybory, które potrafią zmienić życie, czyli ,,Nadzieja"

Wybory, które potrafią zmienić życie, czyli ,,Nadzieja"


    Każdej książki Katarzyny Michalak jestem bardzo ciekawa, jednak doświadczenie z tą autorką pokazało mi, żeby nie oczekiwać zbyt wiele, bo inaczej mogę się porządnie zawieść. Są tytuły, które potrafią przypaść mi do gustu (chociażby trylogia autorska), jednak pojawiają się również te trochę gorsze. Prawdę mówiąc, dla mnie Nadzieja znajduje się gdzieś pomiędzy. Choć nawet mi się  na swój sposób spodobała, to i tak miała ona trochę słabsze momenty. A szkoda, bo w tej historii dostrzec można spory potencjał na coś naprawdę dobrego!

    Lilianna to młoda i piękna, jednak jąkająca się dziewczyna, która w dzieciństwie zaprzyjaźnia się z Aleksiejem, którym, ze względu na jego pochodzenie, gardzą praktycznie wszyscy rówieśnicy. Ich dzieciństwo nie należy do najłatwiejszych, dorośli potrafią jedynie ranić, a uczucie łączące dwójkę młodych ludzi musi zostać wystawione na ogromną próbę. Jak się jednak okazuje, choć minęło wiele lat, a oboje ogromnie się zmienili, ono wciąż pozostaje takie same. Czy Liliannie i Aleksiejowi mimo wszystko uda się pokonać wszystkie przeciwności losu i w końcu ze sobą być? Czy jest jeszcze dla nich jakaś nadzieja? Jak wiadomo, życie potrafi być o wiele bardziej przewrotne, niż może się z początku wydawać... 
     Nie będę ukrywać, że denerwowały mnie praktycznie wszystkie postacie, a zwłaszcza główna bohaterka. Starałam się zrozumieć jej postępowanie, no ale jednak niekoniecznie mi to wychodziło. Irytowało mnie jej zachowanie względem Aleksieja, a także podejście do wielu spraw. Czy ona naprawdę musiała go aż tak ranić? Czy musiała być aż tak tragiczną postacią? Choć, prawdę mówiąc, jej wybranek serca też nie jest bez winy i miał swój udział w tej przedziwnej relacji... Po jakimś czasie miałam najzwyczajniej w świecie serdecznie dość ciągłego schodzenia i rozchodzenia się tych tragicznych kochanków, a ciągłe humorki Lilianny coraz bardziej działały mi na nerwy.   
  Pomimo niezbyt przypadających do gustu i na dłuższą metę denerwujących bohaterów, książkę, przez jej prosty styl, czyta się niezwykle szybko, a także nawet mi się ona spodobała. Autorka starała się poruszyć trudne tematy, jakimi są chociażby samookaleczenie, dyskryminacja, czy też przemoc domowa. Pomimo wątpliwej jakości całokształtu, podziwiam Katarzynę Michalak za próby dotarcia do czytelnika i przedstawienia mu tak kontrowersyjnych treści.

Wracałeś za każdym razem. Ja ciebie raniłam, zdradzałam, zawodziłam, ty odchodziłeś, leczyłeś rany na ciele i na duchu, wybaczałeś – za każdym razem mi wybaczałeś – by wracać.

    Książka, w porównaniu z innymi tytułami autorki, jest dość ciężka i przygnębiająca. Najbardziej zaskoczyło mnie jej pełne emocji i poruszające zakończenie, które wyglądało inaczej, niż się spodziewałam. Jakby nie było, bardzo ciekawym doświadczeniem było spojrzenie na twórczość Katarzyny Michalak z zupełnie innej strony. Starała się ona zachować powagę, a także pokazać w swojej książce poważne problemy, z którymi borykają się osoby na co dzień nas otaczające, na które nawet nie zwracamy uwagi.

    Reasumując, Nadzieja to historia ciekawa i momentami dająca do myślenia. Pomimo jej wad, warto samemu po nią sięgnąć i sprawdzić, czy opowieść o Liliannie i Aleksieju nas poruszy, a także czy zrozumiemy ich problemy i postępowanie. Choć momentami się przy tym tytule męczyłam, będę wspominać go raczej pozytywnie. Nie jest to być może książka idealna, ale na lekką, wakacyjną lekturę jest jak znalazł. Bywa przygnębiająca i smutna, lecz mimo wszystko znaleźć można w niej morał o tym, że nie warto tracić nadziei, gdyż ona może zostać jedynym, co nam w ciężkiej sytuacji pozostało.

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 17.07.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu
Ostateczna konfrontacja z losem, czyli ,,Marzycielka" [PRZEDPREMIEROWO]

Ostateczna konfrontacja z losem, czyli ,,Marzycielka" [PRZEDPREMIEROWO]



     Do twórczości Katarzyny Michalak mam naprawdę ogromny sentyment. Choć moja przygoda z jej historiami zaczęła się już jakiś czas temu, zawsze z zainteresowaniem śledzę każdą nowość wychodzącą spod jej pióra. Jest to osoba wywołująca w środowisku czytelniczym niemało kontrowersji, a także zbierająca od recenzentów zupełnie skrajne opinie. Mnie, nie ukrywam, zawsze niesamowicie ciekawiła ta postać. Specyficzny styl, powtarzające się w jej powieściach motywy... Dlaczego to wszystko tak wygląda? Dlaczego Katarzyna Michalak nagle wyjechała do Australii, a także nie spotyka się ze swoimi fanami? Choć fabuła książki nie jest w stu procentach oparta na faktach, całą moją ciekawość zaspokoiła trzecia, ostatnia już część nie-autobiograficznej trylogii autorskiej. Nie mogłam doczekać się, aż poznam zakończenie przygód Weroniki (choć może lepiej Ewy?) i Wiktora, a także dowiem się czegoś nowego na temat mojej ulubionej autorki. 

    Po dramatycznych wydarzeniach z nocy kończącej Zagubioną, Ewa trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie cały czas musi walczyć o powrót do zdrowia i normalności. Od upadku ratują ją jedynie jej własna wyobraźnia i możliwość spisywania wspaniałych, emocjonujących opowieści, a także pomoc wspaniałych przyjaciółek z oddziału. Ewa coraz bardziej zaczyna zastanawiać się także nad tym, by jakoś wykorzystać swój talent pisarski oraz miłość do zwierząt. W międzyczasie z całych sił stara się być wierna swojej pierwszej i jedynej prawdziwej miłości, nawet jeśli niejednokrotnie bywa to dość trudne...
   W tej części skupiono się w głównej mierze na okolicznościach powstania wielu powieści Ewy-pisarki oraz jej radzeniu się z zupełnie nowym życiem. Marzycielka to gratka dla fanów Katarzyny Michalak i jej twórczości, gdyż pojawiają się w niej tytuły, które już są nam znane. Na kartach powieści spotkać można się ponownie z chociażby Grą o Ferrin, Poczekajką, czy też Rokiem w Poziomce i Wiśniowym Dworkiem. Czytelnik poznaje okoliczności ich powstania i jest świadkiem dramatycznych wydarzeń, które pchają autorkę do tego, by je tworzyć. Choć dokładna ilość autobiograficznych wątków pozostaje tajemnicą, prawdziwi fani bez problemu odnajdą te podstawowe. Podczas lektury czułam się, jakbym zaglądała do wnętrza autorki, a także zaczęłam inaczej postrzegać jej powieści. Pomimo kontrowersji, które ta autorka wzbudza, można przez chwilę zrozumieć jej cierpienie, a także ciągłe poszukiwanie bezpieczeństwa i miłości. Było to spotkanie niezwykle intymne, widać również, że Katarzyna Michalak tą swoją spowiedzią rozciągniętą w trylogię, zamyka pewien ciężki etap w swoim życiu.

Wielką sztuką jest zawsze dostawać to, czego chcesz, ale jeszcze większą - nie sięgać po to, czego dostać nie możesz.

   Im nowsza książka, tym lepiej mi się ją czyta. Autorka z każdym nowym tytułem stara się poprawić swój warsztat, a także tworzyć ambitniejsze książki. Choć trylogia autorska to wciąż nie są książki najwyższych lotów, mnie bardzo przypadły do gustu. Katarzyna Michalak nie boi się poruszać tematów związanych z gwałtem, przemocą, stratą i poświęceniem, a także stara się przybliżyć czytelnikowi swoją trudną przeszłość. Niestety muszę przyznać, że mimo wszystko Marzycielka wydawała mi się być najgorszą z całej trójki. Tak się złożyło, że pod względem fabularnym o wiele bardziej poruszyły mnie Pisarka i Zagubiona, lecz i tak nie uważam, by było to złe zakończenie trylogii. Po prostu patrzyłam na nią trochę inaczej i wywoływała we mnie zupełnie inne emocje.

   Reasumując, jako ogromna fanka Katarzyny Michalak, zdecydowanie polecam. Historia Ewy i Wiktora chwyta za serce, a ich tragizm porusza pod każdym względem, tego nie będę ukrywać. Zaś jako czytelniczka, która już pozbyła się swojego sentymentu do autorki, uważam Marzycielkę za dobrą, pełną zwrotów akcji powieść obyczajową, po którą zdecydowanie warto sięgnąć. Choć niektóre sytuacje wydawały mi się odrobinę naciągnięte (jakby nie było, to nie jest autobiografia), będę wspominać ją pozytywnie.

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 14.08.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu
Dwa różne światy, czyli ,,Dziewczyna od trawnika"

Dwa różne światy, czyli ,,Dziewczyna od trawnika"


    Poprzedniej książki Doroty Pasek nie czytałam, dlatego nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Dziewczyna od trawnika zaciekawiła mnie swoim opisem, bardzo lubię bowiem takie ogrodnicze opowieści pełne kwiatów i przeróżnych roślin. Oczekiwałam uroczej, lekkiej książki o miłości dwójki osób z, przynajmniej pozornie, innych światów, a dostałam... cóż, coś odrobinę innego. Coś, czego osobiście się nie spodziewałam. Nie jest to jednak książka zła, większość moich, zresztą niewielkich, oczekiwań spełniła.

   Marysia Tamulska pracuje jako ogrodnik w ,,Rezydencji Różowej", gdzie, prawdę mówiąc, zajmuje się jedynie koszeniem trawnika. Pewnego dnia na werandzie domu dostrzega niejakiego Adama Antoniego Kochańskiego, przystojnego biznesmena, prezesa firmy meblarskiej, a zarazem nowego właściciela owej rezydencji. Już od pierwszych chwil dochodzi między tą dwójką do niewielkiej sprzeczki, po której i tak nie zamierzają tracić kontaktu. Adam postanawia zatrudnić Marysię, a już po jakimś czasie oboje dostrzegają, że zaczyna łączyć ich o wiele więcej... Wkrótce okazuje się również, że każde z nich ma za sobą ogromny bagaż emocjonalny i nie są tymi osobami, za które się na samym początku podawały.
 Bardzo podobał mi się początek książki i wczesne relacje bohaterów. Te ich zaczepki i wzajemne docinki naprawdę miały swój urok i rozwijało wśród nich bardzo ciekawą chemię, którą aż chciało się śledzić. Wszystko zaczęło się niestety jednak stopniowo psuć... Im dalej w historii, tym bardziej zaczynało mnie to denerwować. Osobiście wolę, gdy wątek romantyczny rozwija się spokojnie i powoli, a bohaterowie nie myślą wyłącznie o tym, jak bardzo siebie pożądają i jak długo z tym uczuciem nie wytrzymają. Co to to nie, erotyki to zdecydowanie nie moja bajka. Dziewczyna od trawnika na szczęście nim nie jest, jednak nie zmienia to faktu, że pojawiały się (choć na szczęście w małej ilości) sceny, które mnie troszkę zdziwiły. Były to przesadne, pełne dziwacznych określeń (wieżyczka? naprawdę?) i dłużące się sceny seksu. Ekspertką w tej kwestii nie jestem, lecz najzwyczajniej w świecie się ich tutaj nie spodziewałam i dla mnie równie dobrze mogłoby ich nie być. Albo nie aż tak intensywne i lepiej napisane.
 Autorka w drugiej części książki zaczęła także skupiać się bardziej na problemach dwójki bohaterów, zamieniając ich relację w wyżalanie się sobie nawzajem. Nie uważam, że to było złe, ponieważ Dorota Pasek naprawdę poruszyła wiele istotnych i ważnych tematów, jednak po prostu po pewnym czasie zaczęło mnie to nudzić. No bo przecież ile można czytać o tym, jak bardzo Marysia ma przed wszystkim obawy i nie ma pojęcia, co ze sobą zrobić? Czasem odczuwałam przerost formy nad treścią.


Nigdy nie wolno robić wszystkiego. Trzeba sobie stawiać granice i nie przekraczać tych raz już postawionych, choćby nie wiadomo co się działo. Bo tylko człowiek z zasadami jest coś wart. Człowiek bez zasad szybko przestaje być człowiekiem. I koniec.

    Bardzo podobał mi się swojski klimat i poszukiwanie spokoju wśród uroków natury. Zawsze do gustu przypada mi, gdy bohaterowie spędzają swój wolny czas na łące, nad jeziorem, czy też po prostu w ogrodzie. Piękna natura i bohaterka uwielbiająca zajmowanie się ogrodem to coś, co zdecydowanie jest atutem książki i przeważyło na tym, że po nią w ogóle sięgnęłam.
Styl autorki był bardzo lekki, więc książkę czytało się bardzo szybko. Choć, nie ukrywam, z początku niezbyt do mnie przemówił, to po jakimś czasie się do niego przyzwyczaiłam i nawet mi się spodobał. Momentami wydawał się jednak odrobinę ubogi...


  Dziewczyna od Trawnika to dość lekka książka, idealna na gorące, letnie dni spędzone we własnym ogrodzie z akompaniamentem śpiewu ptaków w tle. Jest to historia o godzeniu się z przeszłością i poszukiwaniu prawdziwej miłości. Bardzo polubiłam głównych bohaterów, choć pod koniec ich problemy stawały się męczące i nużące. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo kilku wad, całokształt mi się spodobał. Warto jest poznać przeszłość Marysi i Adama, ponieważ tacy ludzie bardzo często są wśród nas, a my nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy...


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Dorota Pasek
Ilość stron: 384
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 16.07.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Poszukiwanie własnego szczęścia, czyli ,,Siedmiu mężów Evelyn Hugo"

Poszukiwanie własnego szczęścia, czyli ,,Siedmiu mężów Evelyn Hugo"


    Sięgając po tę książkę, nie byłam pewna tego, czy w ogóle przypadnie mi do gustu. Podchodziłam do niej z pewnym sceptycyzmem, głównie przez zauważony przeze mnie wcześniej spory szum medialny, który się wokół tej powieści wytworzył. Z ciekawości postanowiłam zobaczyć, czy jest to historia tak dobra, jak wszyscy mówią. Nigdy nie spodziewałam się, że ktoś, kto tak bardzo nie interesuje się życiem hollywoodzkich gwiazd jak ja, niezwykle wciągnie się w perypetie i dość kontrowersyjne życie Evelyn Hugo, a także będzie chciał poznać tajemnicę jej siedmiu małżeństw.

    Monique Grant, młoda dziennikarka, pewnego dnia dostaje szansę, by przeprowadzić wywiad z Evelyn Hugo, żywą legendą, niezwykle znaną i cenioną byłą gwiazdą Hollywood. Nic nie jest jednak tak proste, jak się wydaje, a w tej umowie znajduje się pewien haczyk. Aktorka chce, by Monique poznała historię jej całego życia, a następnie napisała biografię, którą będzie mogła wydać dopiero po jej śmierci. Dziewczyna, a także jej współpracownicy, nie potrafią zrozumieć, dlaczego akurat ona została wybrana do tego zadania i co taka gwiazda w niej widzi. Jak się później okazuje, obie kobiety łączy więcej, niż może się  na początku wydawać.
  Nie sądziłam, że życie fikcyjnej gwiazdy Hollywood może być aż tak intrygujące. Evelyn Hugo to postać, która pokazuje, że od przeszłości nie da się uciec i najzwyczajniej w świecie trzeba nauczyć się z nią żyć i sprawić, by wszystkie dawne błędy stały się czymś, co nas kształtuje. Każde z jej małżeństw było inne, w każdym uczyła się o sobie i świecie ją otaczającym czegoś nowego. Brnęła do przodu, stawiała sobie ambitne cele i nie przejmowała się opinią innych ludzi. Jej historia inspiruje do poszukiwania siebie i odkrywania, kim naprawdę jesteśmy i czego  tak naprawdę od życia oczekujemy. Choć dość często była to kobieta bezduszna, troszcząca się głównie o swoje dobro, można było dostrzec w niej zwykłego człowieka, który chce przetrwać w niekorzystnym dla niego środowisku. Jest to postać z krwi i kości, bardzo ciekawa i z ogromnym bagażem emocjonalnym. Podobało mi się przedstawienie tak silnej postaci kobiecej, która stara się walczyć o najważniejsze dla niej wartości. Po pewnym czasie nawet czytelnik nieświadomie zaczyna jej kibicować.
  Od razu w oczy rzuciło mi się poruszenie tematu LGBT, a także pokazanie problemów, z jakimi osoby z tego środowiska musiały się wtedy borykać. Nie spodziewałam się w tej książce takiego wątku, jednak pozwolił on spojrzeć na bohaterów zupełnie inaczej. Przeraża mnie także to, że wiele z tych spraw jest w naszym społeczeństwie wciąż aktualne, a ludzie nie mają praw do kochania drugiego człowieka bez strachu o to, że ktoś ich na tym przyłapie. Bardzo cieszę się, że ten temat został przez autorkę poruszony.

Kiedy dostajesz możliwość zmiany swojego życia, bądź na nią gotowa. Świat niczego nie daje, musisz sama po to sięgnąć.

    Siedmiu mężów Evelyn Hugo to książka, która wywołuje wiele przeróżnych emocji. Pochłania się ją praktycznie w całości i nie odkłada, dopóki nie pozna się, bardzo poruszającego zresztą, zakończenia. Historia jednej z najpopularniejszych gwiazd srebrnego ekranu jest tak prawdopodobna, że aż można się zdziwić, iż nie wydarzyła się naprawdę! Sama z chęcią obejrzałabym jakiś film, w którym grała tytułowa bohaterka! Książka świetnie oddaje również klimat tamtych czasów. Romanse i skandale wywoływane jedynie na potrzeby rozgłosu są tam bowiem na porządku dziennym! Przecież Evelyn nie jest jedyną gwiazdą, która stara się zdobyć uznanie i walczy o Oscary, racja?

    Reasumując, Siedmiu mężów Evelyn Hugo jest historią o podnoszeniu się nawet po największej porażce, sile przyjaźni i poszukiwaniu swojej prawdziwej tożsamości, a klimat lat 50 i 60 jedynie dodaje jej jeszcze więcej uroku. Główna bohaterka jest napisana fenomenalnie, a każde z jej małżeństw jest niezwykle ciekawym wątkiem, który śledzi się z ogromnym zainteresowaniem. Jest to pozycja obowiązkowa dla fanów między innymi Marylin Monroe czy też Audrey Hepburn, choć osoby nie interesujące się ich życiorysami także znajdą tutaj coś dla siebie. Zdecydowanie polecam każdemu.

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Autor: Taylor Jenkins Reid
Ilość stron: 536
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 05.06.2019

Świat pełen mężczyzn, czyli ,,Nowa Ewa. Początek"

Świat pełen mężczyzn, czyli ,,Nowa Ewa. Początek"


    Młodzieżowe serie science-fiction bardzo często potrafią mnie zaskoczyć. Nie ukrywam, że poznawanie kolejnych, coraz to bardziej szalonych wizji dystopicznej przyszłości sprawia mi ogromną przyjemność (nieważne, jak dziwnie to zabrzmi). Choć najczęściej nie są to powieści wybitne i skomplikowane, potrafią pokazać prawdopodobne i przerażające scenariusze dotyczące naszej przyszłości, a także niejednokrotnie zmuszają do refleksji na temat tego, dokąd zmierzamy. Gdy tylko zobaczyłam opis pierwszej części trylogii Nowa Ewa, ani przez chwilę się nie zastanawiałam, czy po nią sięgnąć. Zaintrygowała mnie jej niekonwencjonalność i nietypowy pomysł na fabułę. Cóż... ostatecznie była to przygoda dość specyficzna, lecz na swój sposób wciągająca. 
    
   Nowa Ewa. Początek opowiada o świecie, gdzie od pięćdziesięciu lat nie urodziła się żadna dziewczyna. Pewnego razu pojawia się jednak nadzieja na odbudowanie ludzkości, są to narodziny Ewy - pierwszej od dawna kobiety. Jej matka zginęła przy porodzie, a ojca uznaje się za chorego psychicznie, dlatego już od urodzenia przygotowywana jest do tego, co ją w przyszłości czeka. Na jej barkach spoczywają bowiem losy całego świata. Gdy tylko Ewa skończy szesnaście lat, musi wybrać jednego z trzech mężczyzn, z którym będzie musiała odbudować cywilizację. Choć pozornie pogodziła się ze swoim losem, wszystko zmienia się, gdy tylko poznaje Brama, chłopaka, który wie o niej więcej, niż może się komukolwiek wydawać.
 Pomysł na fabułę jest naprawdę dobry i byłam ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądać w praktyce. Nie ukrywam, że wyobrażałam sobie niektóre kwestie trochę inaczej, jednak wykonanie i tak mnie usatysfakcjonowało. Zdarzały się momenty, gdzie wydawało mi się, że już to wszystko gdzieś widziałam (najprawdopodobniej w Igrzyskach Śmierci, do których została ta książka porównana), jednak młodzieżowe science-fiction często wywołuje u mnie takie odczucia. Najbardziej podobała mi się pierwsza część książki, ta opisująca przeszłość głównych bohaterów i strukturę świata, w jakim przyszło im żyć. Najciekawsze wydawały mi się rozdziały z perspektywy Brama, który okazał się być dla mnie trochę bardziej rozbudowaną i ciekawszą postacią. O dziwo, ponieważ z początku sądziłam, że Ewa, będąca ostatnią nadzieją dla świata, zostanie stworzona i napisana w lepszy sposób.

,,Jesteś kochana. Należysz wyłącznie do siebie. Nie do mnie, nie do nich. Zapamiętaj to." Chciałabym wiedzieć, jak sprawić, by właśnie tak było, bo w tej chwili czuję się wyłącznie jak ich własność. 

   Sam wątek romantyczny też nie wydawał mi się zbytnio interesujący. Wszystko działo się niezwykle szybko i nie chce mi się wierzyć, by tak wyglądało pierwsze zauroczenie nastolatków. Zwłaszcza, że przez tyle lat nie znali się osobiście, a na oczy widzieli się jedynie raz! Rozumiem, że takie sytuacje się zdarzają, jednak do mnie o wiele bardziej przemawiają spokojne, urocze wątki romantyczne, w których ta cała ,,miłość od pierwszego wejrzenia" jest wprowadzona dyskretnie, a nie aż tak nachalnie i nagle. Mimo wszystko, podobało mi się, że Nowa Ewa pokazuje, jak ważna dla człowieka jest wolność i swoboda wyboru. Jest to bowiem książka o poszukiwaniu własnego szczęścia i walce z ograniczeniami, nawet w najgorszych sytuacjach.

  Reasumując, Nowa Ewa. Początek nie jest książką złą, choć najlepszą też jej nie nazwę. Fabuła naprawdę mnie zaciekawiła i wydała się być interesująca, jednak niezbyt polubiłam się z bohaterami i dość ważnym wątkiem romantycznym. Momentami bywało odrobinę nijako, jednak nie sądzę, by była aż tak okropna. Prawdę mówiąc, całokształt przypadł do gustu i sądzę, że sięgnę po kolejne części trylogii. Ciekawi mnie, jak zakończą się losy Ewy i Brama w tej jakże trudnej dla nich sytuacji. Polecam dla fanów młodzieżowych dystopii.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Giovanna i Tom Fletcher
Ilość stron: 496
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Oszukać przeznaczenie, czyli ,,Połączyły ich gwiazdy"

Oszukać przeznaczenie, czyli ,,Połączyły ich gwiazdy"


    Swój wywód zacznę od tego, iż ja - Byk w słońcu, Ryby w księżycu i Rak w ascendencie, lubująca się w romantycznych i uroczych historiach (choć staram się do tego nie przyznawać) - w horoskopy nie wierzę, jednak od czasu do czasu lubię poczytać charakterystykę osób spod danego (najlepiej mojego) znaku zodiaku. Te przepowiadające przyszłość, które można najczęściej znaleźć w gazetach, mnie akurat nie przekonują i podchodzę do nich z ogromnym dystansem. Od zawsze fascynowały mnie jednak sprawy związane z astrologią i gwiazdami. Dlatego też, gdy tylko przeczytałam opis Połączyły ich gwiazdy, wiedziałam, że będzie to idealna książka dla mnie. Ciepła i zabawna historia o uczuciu dwójki przyjaciół z dzieciństwa? W to mi graj!

   Justine pracuje w redakcji magazynu ,,Star", a jej spokojne, monotonne życie diametralnie się zmienia, gdy po ponad dwunastu latach spotyka swojego, akurat przebranego za rybę, przyjaciela, a zarazem dawną, lecz wciąż aktualną sympatię. Okazuje się, że Nick jest ogromnym fanem horoskopów, których autorem jest niejaki Leo Thornbury, również pracujący w ,,Star", i potrafi układać swoje życie jedynie na ich podstawie. Sceptyczną Justine niezwykle zadziwia podejście chłopaka, dlatego postanawia trochę pomóc swojemu przeznaczeniu i wziąć sprawy w swoje ręce. Jako, iż na swoim stanowisku ma możliwość edycji tego, co wysyła jej faksem tajemniczy Leo, postanawia w każdym nowym numerze zmienić przepowiednie dla Wodnika. Jak się później okazuje, ta z pozoru niewinna ingerencja wpływa nie tylko na życie jednej, ważnej dla niej osoby, lecz wielu Wodników, którzy na ,,Star" się  w różnych okresach swojego życia natknęli...
 Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że w książce pojawi się aż tyle wątków i postaci pobocznych. Wszystko zapowiadało to, że fabuła opierać się będzie jedynie na relacji Justine i Nicka, a tu pod koniec każdego z fragmentów pojawiali się bohaterowie, na których, w mniejszym lub większym stopniu, wpłynął zmieniony horoskop. Nie sądziłam też, że aż tyle osób będzie brało każde słowo z magazynu na poważnie, a także będzie się aż tak interesowało astronomią! Oczekiwałam, że te wszystkie sprawy zostaną przedstawione raczej z przymrużeniem oka, a dostałam sytuacje, w których przepowiednie w stu procentach się sprawdzały i faktycznie decydowały o losach ludzi. Nie ukrywam jednak, że był to dość ciekawy i nietypowy zabieg, który pozwolił spojrzeć na ludzi wierzących w horoskopy z zupełnie innej strony, bo w życiu prywatnym raczej nikogo takiego nie znam. Niezwykle spodobał mi się efekt motyla i szalone, pełne niecodziennych zbiegów okoliczności zakończenie. Działo się wiele i nie było miejsca na nudę! Bardzo lubię takie nietypowe rozwiązania.

 Nick Jordan nie wiedział, jak działa muzyka. Wiedział tylko, że działa, Wiedział, że nie chodzi jedynie o słowa ani o melodię. I nie o drobną kobietę z wielką, szaloną fryzurą i słodko-gorzkim głosem, i nie tylko o lśniącą czarną gitarę ozdobioną masą perłową. Wiedział, że od wszystkich tych rzeczy - i czegoś jeszcze - w sercu wzbierają mu się uczucia, które bolą w najlepszy z możliwych sposobów.

   Ale oprócz horoskopów, chodzi tutaj w głównej mierze o wątek romantyczny między Justine i Nickiem. Jest on naprawdę ciekawy i uroczy, dlatego już po pierwszych stronach wciągnęłam się w perypetie głównych bohaterów i byłam ciekawa, jak potoczy się ich droga do poznania własnych uczuć. Spodobał mi się również temat związany z aktorstwem i miłością Nicka do twórczości Szekspira. Nawet, jeśli osobiście niekoniecznie za nim przepadam i uważam, że było go momentami zdecydowanie za dużo (czy ludzie naprawdę sami z siebie uczą się większości jego dzieł na pamięć?). A może ta moja niechęć jest spowodowana tym, że Szekspir również był Bykiem? Dowiedziałam się tego przypadkiem, właśnie przez tę książkę! Dzięki niej można poznać dość wiele ciekawostek i stereotypów na temat osób spod różnych znaków zodiaku, a wszystko utrzymane jest w niezbyt poważnej otoczce. Naprawdę zabawne były chociażby nieudolne próby rozszyfrowania znaku Justine przez jej szefa!

    Połączyły ich gwiazdy to historia nie z tej ziemi. Każdy, kto choć trochę interesuje się astronomią, koniecznie powinien po nią sięgnąć. No, a zwłaszcza osoby, na życie których horoskopy faktycznie mają wpływ. Bohaterowie są momentami niezwykle naiwni, jednak każdy z nich jest jest napisany w ciekawy sposób. Zakończenie może wydać się naciągane i absurdalne, lecz mnie akurat bardzo się spodobało. Choć jest to komedia romantyczna osadzona w astrologicznym klimacie, to tak naprawdę dostrzec można w niej opowieść o podążaniu za głosem serca i poszukiwaniem tego, co w głębi nas ukryte. Polecam dla romantyków, którzy chodzą z głową w chmurach i wierzą, że od prawdziwego przeznaczenia nie można uciec.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Minnie Darke
Ilość stron: 416
Cena okładkowa: 36,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Pokonać przeszłość, czyli ,,Na przekór"

Pokonać przeszłość, czyli ,,Na przekór"


     Od czasu do czasu staram się dawać szansę polskim autorom, sięgając po mniej znane książki. Choć fanką literatury młodzieżowej nigdy za bardzo nie byłam, postanowiłam się przełamać i (głównie z ciekawości) przeczytać Na przekór Agaty Polte. Jest to książka dość krótka, dlatego udało mi się ją skończyć w praktycznie jeden dzień. Ale czy to źle? Wręcz przeciwnie! Choć jest niezwykle lekka i pozornie naiwna, porusza bardzo poważne tematy. Jest to odbiegająca od schematów historia o pokonywaniu demonów przeszłości i poszukiwaniu szczęścia oraz akceptacji wśród najbliższych. 

   Laura to młoda dziewczyna, która przygotowuje się do matury i niedługo kończy swoją edukację w liceum. Pomimo swojego młodego wieku, jej bagaż emocjonalny jest już dość spory. W dzieciństwie odszedł jej ojciec, a po kilku latach matka postanowiła wyjechać do Anglii (podobno w celach zarobkowych) i już po nią nie wrócić. Na szczęście nie została sama. Przygarnęła ją jej kochana babcia, a codzienność umilają pies Loki, którego Laura w dzieciństwie uratowała, a także leniwy i wredny kot Ninja. W wolnym czasie dorabia sobie w klinice weterynaryjnej lub po prostu pomaga bezdomnym zwierzętom w schronisku jako wolontariusz. Pewnego, jesiennego dnia poznaje Filipa, chłopaka, który jest w stanie przewrócić jej życie do góry nogami... Zwłaszcza, że ich relacja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, a dziewczyna marzy jedynie o spokoju i dogodnym życiu dla siebie i swojej, już nie tak młodej zresztą, babci. Jak jego obecność wpłynie na życie nastolatki?
Prawdę mówiąc, nie byłam pewna, co mnie w tej książce spotka. Zapowiadała się być ona kolejną banalną historią o miłości nastolatków i ich codziennych problemach, jednak dość pozytywnie się zaskoczyłam. Okazało się, że problemy sercowe Laury nie były głównym tematem poruszanym przez Agatę Polte. Autorka skupiła się raczej na przeszłości głównej bohaterki i próbach pogodzenia się z rzeczywistością, w jakiej przyszło jej żyć.
Bardzo podobała mi się relacja Laury z jej babcią. Fragmenty, w których dziewczyna się nią opiekowała były niezwykle rozczulające i miło mi się je czytało. Cieszyłam się, że w życiu nastolatki znalazła się choć jedna osoba, która przygarnęła ją pod swój dach i pozwoliła spojrzeć na życie z zupełnie innej, pozytywnej strony. Przez chwilę można było dostrzec w Laurze normalną nastolatkę, której przeszłość nie była, przynajmniej na pierwszy rzuć oka, aż tak beznadziejna.

Pokazała, że by sprawić komuś ból, nie trzeba trzymać w ręce ostrza. I że nie potrzeba mroków, w których może się coś ukryć, o nie. Bo prawdziwy ból można było zadać za dnia, w blask słońca. I nie było to zadrapanie pazurami potwora, ugryzienie jakiejś bestii czy inne bzdury - ale zwykłe kłamstwo, obłuda i zawiedzione zaufanie.

   Niestety, książka wydawała mi się być w niektórych momentach odrobinę zbyt przewidywalna i naiwna. Udało mi się przewidzieć kilka sytuacji, a było to spowodowane zapewne, nie oszukujmy się, niezbyt skomplikowaną fabułą. Na szczęście nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, przecież nie spodziewałam się nie wiadomo czego po książce dla młodzieży. Chyba mój brak większych oczekiwań spowodował też to, że na Na przekór spoglądam dość pozytywnie i w pewnym stopniu historia mi się przez tą swoją prostotę podobała.

    Na przekór to książka naprawdę ciekawa i inna, niż może się na początku wydawać. Jest krótka i czyta się ją bardzo szybko, jednak porusza ważne tematy dotyczące walki z przeszłością i poszukiwaniem rozwiązania nawet podczas najgorszego kryzysu. Może nam się wydać, że nie ma już nadziei, jednak należy pamiętać o tym, że z każdej sytuacji da się wyjść i nawet po największej burzy w końcu wychodzi słońce. Polecam jako książkę do zrelaksowania się, warto dać jej szansę.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Agata Polte
Ilość stron: 296
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"






     Swego czasu przeczytałam pierwszą część nie-autobiografii autorstwa Katarzyny Michalak, Pisarkęi po jej skończeniu wręcz nie mogłam doczekać się kolejnych części Trylogii autorskiej. Niezwykle wciągnęłam się w historię skrzywdzonych przez życie Weroniki i Wiktora i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się ich losy. Gdy tylko druga część trafiła w moje ręce, od razu zabrałam się za czytanie, ciekawa tego, co tym razem mnie czeka. A nie ukrywam, w Zagubionej działo się naprawdę dużo. Z książki na książkę, Katarzyna Michalak coraz bardziej mnie zadziwia, a ja poznaję autorkę z zupełnie innej strony.

    W kontynuacji ponownie śledzimy losy Ewy Kotowskiej, autorki, która tworzy swoją najnowszą, nie-autobiograficzną powieść. Zupełnie jak w poprzedniej części, książka podzielona jest na rozdziały pokazujące momenty ze współczesnego życia pisarki, a także te, pokazujące treść jej książki, gdzie główną bohaterką jest niejaka Weronika Nocyk. Dziewczyna wciąż zmaga się z ogromnymi życiowymi problemami, jednak teraz do jej zmartwień dołącza kilku interesujących (a także zainteresowanych nią) mężczyzn, którzy są w stanie diametralnie zmienić jej życie... Nie brakuje również chłopaka z poprawczaka, Wiktora,  czyli dawnej i największej miłości Weroniki. Czy dziewczyna będzie potrafiła wybaczyć mu po tym wszystkim, co się w ich relacji wydarzyło? Ma przecież przy sobie swojego serdecznego przyjaciela - mentora-weterynarza, a na studiach poznaje specyficznego lekarza z bogatej rodziny. Który z nich okaże się być dla niej najlepszy? Takie dylematy co rusz pojawiają się w głowie dziewczyny, stawiając ją przed trudnym wyborem, od której może zależeć jej najbliższa przyszłość. No i jak tu wybrać spośród osób, które chcą dla ciebie (chyba) jak najlepiej?
   Cała książka prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, jednak niejednokrotnie pojawiają się komentarze autorki do danej sytuacji, co dodaje całej książce osobistego wydźwięku. Uważam to za niezwykle ciekawy zabieg, który pozwala wczuć się w to, co musiała przejść bohaterka i bliżej poznać jej opinię po tylu latach. Momentami było mi jej naprawdę szkoda i aż strach pomyśleć, że coś z tego wszystkiego mogło wydarzyć się w życiu prywatnym Katarzyny Michalak. Przerażające! Naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy chcą dla innych jak najgorzej, posuwając się do takich okropieństw, jakie pojawiły się względem Weroniki w Zagubionej.


Jeśli chcesz skomplikować sobie życie, możesz skoczyć na nieco za długiej bungee albo ruszyć zimą na Mount Everest w adidaskach. Możesz także kochać dwóch mężczyzn, z których żadnego kochać się nie da.

    Gwałt, zastraszanie, brutalność, przemoc fizyczna i psychiczna to coś, co w najnowszej książce Katarzyny Michalak występuje niestety dość często. Autorka stara się pokazać czytelnikowi najciemniejsze odcienie świata i pokazać człowieka, który jest już praktycznie na dnie i nie ma niczego, co może go przed tym okrucieństwem uratować. Mimo wszystko, zawsze jest jeszcze jakaś nadzieja na lepsze jutro. Zawsze przecież wschodzi słońce, a nowy dzień jest w stanie wszystko zmienić... Właśnie za takie wartości uwielbiam książki Katarzyny Michalak. Jej książki dają nadzieję i cieszę się, że poruszyła właśnie taki temat. Na pewno podniesie to na duchu osoby, które mają z czymś takim do czynienia i poznały cierpienie Weroniki na własnej skórze.
   Muszę przyznać, że z książki na książkę coraz lepiej czyta mi się utwory tej autorki. Co rusz pozytywnie mnie zaskakiwała i wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Koniecznie chciałam wiedzieć, jak ta cała historia się zakończy... Cóż, prawdę mówiąc, zakończenie było dość nietypowe i pozostawiło mnie z ogromem pytań. Z niecierpliwością będę oczekiwać Marzycielki i mam nadzieję, że ostatnia część trylogii mnie nie zawiedzie.

    Zagubiona to pozycja obowiązkowa dla fanów literatury Katarzyny Michalak. Pozwala ona poznać autorkę od zupełnie innej strony i pokazuje okrucieństwo niektórych ludzi. Czyta się ją bardzo szybko, a perypetie bohaterów niezwykle wciągają. Po raz kolejny sprawdza się określenie, iż jest to książka nieodkładalna! Soczysty cliffhanger na samym końcu zmusza do oczekiwania na rozwiązanie wątku Weroniki Nocyk  i Wiktora Helerta, które ma, na szczęście, nadejść dość prędko. Polecam ludziom, którzy chcą odnaleźć w swoim życiu trochę pocieszenia, jednak mam szczerą nadzieję, że Marzycielka przyniesie nam o wiele szczęśliwsze zakończenie... W końcu każdy z nas na takie zasługuje.
 

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 304
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 16.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu

Ciężkie zmagania z przeszłością, czyli ,,Pisarka"

Ciężkie zmagania z przeszłością, czyli ,,Pisarka"



    Twórczość Katarzyny Michalak obecna jest w moim życiu już od jakiegoś czasu. Jak można dość łatwo zgadnąć, obok okrągłej, czterdziestej książki nie mogłam przejść obojętnie! Nie byłabym po prostu sobą, gdybym od razu po nią nie sięgnęła!
  Niezmiernie zaciekawiło mnie, że w Pisarce pojawiają się wątki autobiograficzne, lecz mimo wszystko nie jest to książka opowiadająca wyłącznie o przeszłości autorki. Chyba nie ma sensu, by zastanawiać się, co jest prawdą, a co fikcją... Trzeba po prostu zagłębić się w fabułę. Jest to powieść trudna, przepełniona ludzkimi problemami, słabościami, a także  gonitwą za swoimi marzeniami. To wszystko czyni najnowszą książkę autorki wyjątkową.

    Historia zainteresowała mnie już od pierwszych stron, a samą książkę przeczytałam bardzo, bardzo szybko (i przez to strasznie ubolewam nad tym, że nie jest dłuższa!). Wszystko zaczyna się, gdy Ewa, pisarka, dostaje zadanie, by napisać autobiografię. Brzmi niezbyt zachęcająco i dość nudno? Nic bardziej mylnego! Autorka nie jest jednak aż tak otwartą osobą i postanawia, że swoją historię opowie na przykładzie fikcyjnych bohaterów. To właśnie wtedy Pisarka diametralnie się zmienia. Poznajemy Weronikę - dziewczynkę z domu, w którym ,,nie stosuje się przemocy", choć i tak na jej kolankach co rusz pojawiają się okropne krwiaki. Drugim bohaterem jest Wiktor - syn alkoholika i sadysty znęcającego się nad nim i jego matką. Ta dwójka młodych ludzi odnajduje jednak w tym wszystkim wspólny język i wspiera siebie nawzajem podczas każdej nieprzyjemnej sytuacji w ich domach. Przyznam, że wątek ich dzieciństwa był jednym z wielu, które czytałam z zapartym tchem. Katarzyna Michalak świetnie przedstawiła konfrontację dziecka z brutalnym, niesprawiedliwym światem, gdzie nic nie jest wyłącznie czarno-białe.
  Bardzo podobał m się również wątek Stefanii, babci głównej bohaterki. Jest to naprawdę  sympatyczna i wrażliwa na cierpienie innych osoba, która całym sercem troszczy się o dobro swojej jedynej wnuczki. Książka stała się o wiele cieplejsza, gdy Weronika przebywała na wsi. Autorka świetnie przedstawiła proste, swojskie życie, gdzie ciężką pracę wynagradza piękno natury i niepowtarzalny, wiejski klimat. Do gustu przypadł mi również pamiętnik Stefanii, w którym kobieta opisywała wszystkie swoje przeokropne przeżycia. To dodało temu tytułowi naprawdę wiele realizmu. Nie będę nic zdradzać, to po prostu trzeba samemu przeczytać i przeżyć!
  To wszystko nie zmienia faktu, że pozostałe fragmenty były równie dobre, oraz tak samo chwytały za serce i grały na emocjach czytelnika! Pisarka z początku może wydawać się prostą historią, jednak skrywa ona o wiele więcej sekretów, niż na pierwszy rzut oka widać.

Nie możemy obrażać się na los, że dla jednych jest łaskawy, dla nas zaś parszywy. Takie wylosowaliśmy karty. Nasza w tym głowa, by mimo wszystko wygrać nimi życie...
   Książka ta różni się od innych dzieł autorki, to widać na pierwszy rzut oka. Czuć w niej o wiele inną energię i klimat. Być może nie zadziwiła mnie ona brutalnością w takim stopniu, jak chociażby (również przeze mnie recenzowany) Ścigany, jednak i tak można w niej odnaleźć walkę z przeciwnościami losu i niesprawiedliwością świata. Do gustu przypadły mi również dopiski przy niektórych rozdziałach, które są czymś na styl komentarza autorki do danej sytuacji. Dodało to tytułowi osobisty ton i  spowodowało, że zaczęłam patrzeć na niektóre fragmenty zupełnie inaczej. Zaczęłam współczuć autorce tego wszystkiego, co musiała przeżyć... Niejeden na pewno by się załamał.
   Widać w tej książce emocje. Każdy może teraz jedynie spekulować, ile z tych wydarzeń zdarzyło się naprawdę, lecz czy to ma w ogóle sens? Może lepiej nie zgadywać i po prostu cieszyć się z lektury? Zwłaszcza, że autorka sama wspomina, by się nad tym nie zastanawiać! Trzeba to uszanować.
 Pisarkę czyta się naprawdę szybko i można ją pochłonąć praktycznie w jeden dzień! Gdy się już ją zacznie, nie można jej odłożyć, dopóki się nie skończy! Wydarzenia dzieją się dość szybko, nie ma czasu, by się podczas lektury nudzić! Jedynie nie podobało mi się zakończenie... Ale by zrozumieć mój ból, trzeba samemu przeczytać ten tytuł!

   Katarzyna Michalak stworzyła historię o sile ducha i podnoszeniu się z kolan nawet podczas najgorszej życiowej sytuacji. Podziwiam, że postanowiła zmierzyć się z trudną przeszłością, by pokazać nam, że nigdy nie można się poddawać i trzeba walczyć do końca. Z niecierpliwością czekam również na zapowiedzianą jeszcze przed premierą kontynuację - Zagubioną. Historia Weroniki i Wiktora bardzo mnie wciągnęła i nie mogę się doczekać, co czeka na mnie w kolejnej części! Pisarkę polecam każdemu, kto lubi twórczość Katarzyny Michalak, a także tym, którzy swoją historię z tą autorką dopiero zamierzają zacząć. Pozwoli to im spojrzeć na nią zupełnie inaczej...


Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 30.01.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu




W pogoni za zabójcą prezydenta, czyli ,,Ścigany"

W pogoni za zabójcą prezydenta, czyli ,,Ścigany"


Książki Katarzyny Michalak mają w sobie coś niespotykanego. Choć przeczytałam już kilka, wciąż chcę więcej. Nawet nie potrafię wyjaśnić, co mnie do nich aż tak przyciąga, jednak mam co do tego różne teorie... To zapewne wina fabuły i bohaterów! Przyzwyczajona do wiejskich klimatów i bohaterek-marzycielek zdziwiłam się, gdy dostrzegłam, że Ścigany jest z zupełnie innej bajki. Tym razem Katarzyna Michalak przeszła samą siebie i stworzyła historię pełną namiętności i brutalności.

   Książka opowiada o Danusi, która ma dość swojego życia i postanawia popełnić samobójstwo. W noc, która miała być jej ostatnią, poznaje Huberta Karlinga, którego poszukuje cała Polska. Okazuje się, że mężczyzna jest do niedoszłej samobójczyni bardzo podobny, a także wplątał się w ogromne tarapaty i potrzebuje pomocy właśnie od niej. Ranny i oskarżony o zabójstwo prezydenta ucieka przez bezludną część Bieszczad, modląc się, że ludzie jakimś cudem uwierzą w jego niewinność. Obydwoje mają trudną przeszłość, do której nie chcą wracać, jednak nie daje ona tak łatwo nie da za wygraną. Będą niejednokrotnie zmuszeni również do podjęcia bardzo drastycznych i niemoralnych środków, by tylko zapewnić sobie bezpieczeństwo. Jak na pierwszy rzut oka widać, nie jest to książka dla grzecznych dziewczynek...
  Fabuła jest interesująca, dzieje się bardzo dużo, dlatego ani razu się przy tym tytule nie nudziłam! Motyw ciągłego niepokoju i pościgu nadawał powieści mrocznego klimatu, a także pozwalał lepiej poznać bohaterów, którzy w trudnej sytuacji byli zmuszeni do zaufania sobie nawzajem. Słyszałam wiele głosów, że Ścigany jest bardzo podobny do Mistrza, jednak moim zdaniem obie książki łączy jedynie autorka i przedstawiona w nich brutalność. Drugiego tytułu nie potrafiłam skończyć, ponieważ to zupełnie nie są moje klimaty. Ściganego jednakże przeczytałam bardzo szybko. Wydał mi się po prostu o wiele dojrzalszy i ciekawszy.


- Wstawaj! Tylko powoli! - warknął do skulonej pod drzewem kobiety, celując z potężnego glocka między jej szeroko otwarte oczy. Ona zaś... zamiast poderwać się na równe nogi z rękami w górze i błagać o litość... roześmiała się.


    Polubiłam bohaterów. Prawie że wszystkie protagonistki z książek Katarzyny Michalak są albo marzycielkami, które ciągle chodzą z głową w chmurach, albo stanowczą bizneswoman. Danusia się wyróżniała. Była twardo stąpającą po ziemi i silną babką z trudną przeszłością. Wiele kobiet będzie mogło się z nią najzwyczajniej w świecie utożsamić. Podobała mi się jej powoli rozwijająca i delikatna, momentami wręcz subtelna, relacja z Hubertem. Nic nie działo się za szybko, no i bardzo mnie to cieszyło. Niestety pod koniec książki wszystko zaczęło się psuć...
  Najgorszym aspektem Ściganego jest jego końcówka. W ciągu kilku stron autorka chciała stworzyć spektakularne i pełne akcji zakończenie, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie było pisane na kolanie. Największe niedopowiedzenie jest na ostatniej stronie... całą sytuację można interpretować na milion różnych sposobów, a kontynuacji już raczej nie zobaczymy! No ale cóż, pozostaje tylko czekać na jakieś nawiązania do Ściganego w innych tytułach autorki. Mam nadzieję, że jakieś się pojawią! Bardzo chciałabym poznać dalsze losy Huberta i Danki...
   Okładka  również bardzo się wyróżnia. Wpadła mi w oko i nie mogłam się na nią napatrzeć, gdyż bardzo lubię fotografie i grafiki tego typu. Jest minimalistyczna i ładna, od razu widać, że nie jest to typowa obyczajówka, do których przyzwyczaiła swoich czytelników Katarzyna Michalak.

   Uważam Ściganego za książkę dobrą. Można przy niej spędzić przyjemne chwile. Każdy fan autorki powinien być zachwycony nowym tytułem! Jest pełen akcji, zwrotów akcji i ciekawych bohaterów. Pokazuje brutalność i uczy, że każdą życiową trudność można pokonać. Wystarczy silna wola i odrobina chęci...


Wydawnictwo: Między słowami
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 05.09.2018

Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger