Spisek w księżycowym mieście, czyli ,,Artemis"

Spisek w księżycowym mieście, czyli ,,Artemis"


Wydawnictwo: Akurat
Autor: Andy Weir

Po Artemis sięgnęłam głównie ze względu na fenomenalnego Marsjanina, który na nowo obudził we mnie chęci do czytania. Miałam nadzieję, że następna książka Andy'ego Weira będzie na równie wysokim poziomie pod względem fabuły i humoru, niestety jednak skończyło się na lekkim rozczarowaniu. i niedosycie. Ale nie oszukujmy się, przy tak wielkim sukcesie poprzedniego tytułu to było nieuniknione.

Czytelnik zostaje przeniesiony do Artemis, niewielkiego księżycowego miasta, w którym dobrze żyje się jedynie turystom i milionerom. Miasto podzielone jest na pięć baniek, a w każdej z nich mieszkają osoby z różnych warstw społecznych. Jedną z biedniejszych dzielnic zamieszkuje Jasmine Bashara - główna bohaterka.  Dziewczyna, choć niezwykle sprytna i inteligentna, ma pracę, której nienawidzi, a także sporo długów do spłacenia. Pewnego razu dostaje od lokalnego biznesmena propozycję szybkiego i łatwego (choć, jak łatwo zgadnąć, nielegalnego) sposobu na zarobek. Jedyne, co musi zrobić, to pomóc w planie osłabienia konkurencyjnej firmy. Jazz bez większego namysłu postanawia się zgodzić. Nie wiedziała jednak, że może to ponieść za sobą aż tak wielkie konsekwencje, które zagrożą całemu miastu. 

Piąta nad ranem jest dla mnie w dużym stopniu pojęciem abstrakcyjnym. Wiem, że istnieje, ale rzadko miewam z nią osobiście do czynienia.

Bohaterowie byli w porządku. Niektórzy trochę za bardzo stereotypowi lub po prostu zbyt płytcy, lecz i tak ich polubiłam. Najbardziej jednak podobała mi się postać Martina Svobody, pochodzącego z Ukrainy szalonego naukowca. Uważam go za jedną z niewielu wyróżniających się i posiadających jakikolwiek charakter postaci. W dodatku uważam, że on i Jazz mogliby być świetną parą.

 Trochę brakowało mi humoru z Marsjanina, dzięki któremu tak bardzo polubiłam klimat tamtej powieści. Andy Weir starał się go w jakiś sposób przywrócić przywrócić, ale i tak wyszło mu to dość średnio. Jazz w niektórych momentach zachowywała się, jakby ni stąd, ni zowąd, dostała trochę charakteru Marka Watneya. Nie była postacią złą, lecz nie miała "tego czegoś", czym autor obdarzył bohatera poprzedniej książki. Na szczęście w Artemis nie brakowało tego, w czym Andy Weir jest najlepszy,  czyli w dodawaniu opisów skomplikowanych reakcji chemicznych oraz wszelkiego rodzaju spraw związanych z techniką. To niby utrudnia czytanie, jednak dodaje tym samym historii swego rodzaju klimat.

   Artemis nie jest książką złą, lecz nie jest to również sukces na miarę Marsjanina. Ale nie będę oszukiwać, mnie osobiście bardzo się podobała i niezwykle się w nią wciągnęłam. Jest to książka dla osób lubiących science-fiction połączone z czymś lekkim. 
Współczesny Santiago, czyli ,,Gwiazdozbiór Psa"

Współczesny Santiago, czyli ,,Gwiazdozbiór Psa"



Wydawnictwo: Insignis
Autor: Peter Heller

 Bardzo lubię czytać powieści postapokaliptyczne. Są być może momentami przerażające, jednak mają w sobie coś, od czego nie potrafię się oderwać. To właśnie ten dziwny urok spowodował, że sięgnęłam po Gwiazdozbiór psa, który zadziwił mnie swoją prostotą i dość ciężkim, filozoficznym klimatem. Różni się od innych książek postapokaliptycznych, z jakimi się spotkałam, bowiem jest to bardziej wewnętrzny monolog protagonisty, aniżeli zapierająca dech w piersiach historia o przetrwaniu.

    Hig przeżył epidemię grypy, która unicestwiła praktycznie całą ludzką populację i teraz musi mieszkać na opuszczonym lotnisku ze swoim psem i sąsiadem. W takich warunkach stara się zapomnieć o stracie ukochanej żony i dotychczasowego życia, a co jakiś czas wybiera się swoją niedużą Cessną do lasu, gdzie łowi ryby lub poluje. Wszystko zmienia się, gdy w swoim samolocie słyszy sygnał radiowy niewiadomego pochodzenia. Postanawia zostawić wszystko i ruszyć w stronę, z której nadawany jest ten komunikat. Nie traci nadziei, wie, że znajdzie tam coś, co pozwoli mu choć na chwilę zapomnieć o tragedii, która go dotknęła.


Byłem muszlą. Pustą. Przyłóż mnie do ucha, a usłyszysz daleki szum wymarłego oceanu.

 Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to styl, jakim napisana jest ta książka. Dość niechlujny zapis dialogów, a także brak znaków interpunkcyjnych w niektórych miejscach powodował, że czytanie mogło być na początku męczące. Na szczęście po jakimś czasie do tego przywykłam i zrozumiałam, że tak naprawdę taki sposób wypowiedzi dodaje tej historii wiele klimatu. Nie zmienia to jednak faktu, że taki styl jest dość problematyczny i często wprowadza w błąd. Niejednokrotnie trzeba zwyczajnie domyślić się, czy bohater coś wypowiedział, czy też pomyślał.
W książce nie uraczymy się również zapierającymi dech w piersiach akcjami i przygodami. Jest to bardziej walka, jaką główny bohater toczy ze samym sobą. Egzystencjalne przemyślenia i nostalgiczne myśli są więc w tym tytule na porządku dziennym. Z początku Gwiazdozbiór psa mnie nudził, lecz po kilku rozdziałach zupełnie zmieniłam zdanie, a ten początkowy wewnętrzny monolog uznałam za coś, co miało przybliżyć czytelnikowi sytuację, w jakiej znajduje się Hig. Wyszło to autorowi całkiem nieźle, choć przez chwilę miałam ochotę odłożyć ten tytuł na półkę. Jednak ostatecznie  postanowiłam ją skończyć. I wiecie co? Nie żałuję.

Przez moment książka ta przypominała mi coś na styl Starego człowieka i morze Ernesta Hemingwaya. Główni bohaterowie byli do siebie w pewnym stopniu podobni. Oboje chcieli spełnić swoje marzenia, oboje wyruszyli w podróż, z której nie wiedzieli, czy wrócą. Oba tytuły opowiadały o walce ze swoimi słabościami i samotnością. Uważam, że Higa można spokojnie nazwać współczesnym Santiago. Jedyne, co go od niego różniło to to, że nie miał łodzi, a Cessnę.

 Gwiazdozbiór psa uważam za książkę bardzo dobrą, lecz nie wybitną. Jej główną wadą jest styl, jakim została napisana i nudnawy, ciągnący się w nieskończoność początek. Cała reszta wypada dość dobrze, choć niektóre momenty niestety potrafią zanudzić. Jednak, gdy już się przez nie przebrnie, na czytelnika czeka ciekawa i na swój sposób intrygująca przygoda. Tytuł ten trochę różni się od typowych książek z gatunku posapokaliptycznych, jednak nie uważam tego za wadę. Ba, dzięki temu wciąga jeszcze bardziej!

Lektury z gimnazjum pasujące do praktycznie każdej pracy pisemnej

Lektury z gimnazjum pasujące do praktycznie każdej pracy pisemnej



Lektury szkolne zna każdy, lecz niestety nie każdy je czyta. Najgorzej jest, gdy w temacie pracy pisemnej pojawia się w swojej pracy odnieś się do poznanych lektur szkolnych. A wtedy w głowie pojawia się pustka. Nie zawsze, ale stres często powoduje, że nawet najłatwiejsze zadania wydają się być trudne. Co zrobić w takiej sytuacji? Przecież na lekcjach omawiane było tyle książek... Najlepiej wybrać tę, której treść i bohaterowie mogą zostać ,,podciągnięci" pod praktycznie każdy temat. i motyw. O ich fabule nie będę się rozpisywać, ponieważ w internecie jest już wystarczająco dużo ich streszczeń. Post ten ma na celu przypomnienie o tych książkach. 


Antoine de Saint-Exupery - Mały Książę

O Małym Księciu każdy choć raz w życiu słyszał. Jest to opowiastka o chłopcu, który odwiedza inne planety, na których spotyka różne osoby. Książka na pozór dziecinna, lecz pełna życiowych prawd i cytatów, które spotkać można na co drugiej internetowej stronie z obrazkami. Miłość, przyjaźń, dorastanie, przygoda, samotność... A to jedynie kilka przykładowych motywów, do których pasuje!


Aleksander Kamiński - Kamienie na Szaniec

Kolejny klasyk, tym razem jednak dojrzalszy. Trud życia i codzienność podczas II wojny światowej ukazane z perspektywy Zośki, Rudego i Alka, trójki przyjaciół. Podobnie jak Mały Książę, porusza tematy ze sfery miłości, przyjaźni, czy też dorastania. Kamienie na Szaniec będą pasowały do tematów związanych z wojną, śmiercią, poświęceniem oraz wiernością i odwagą, a bohaterowie przez swoją różnorodność są wręcz idealni do charakterystyk. 


Ernest Hemingway - Stary człowiek i morze

 Opowiadanie, za które Hemingway dostał Nagrodę Nobla. Fabuła jest prosta, Santiago, tytułowy stary człowiek, wypływa na morze, by złowić rybę. I w sumie głównie o tym opowiada książka. Jest to jednak dzieło, w którym zawarto wiele mądrości życiowych. Stary człowiek i morze jest więc idealny do tematów związanych z wolą walki, siłą i dążeniem do celu. Choć krótka, można o niej bardzo dużo napisać.

Henryk Sienkiewicz - Krzyżacy

Jak już kiedyś pisałam jest to bardzo dobra książka historyczna. Ale spójrzmy na nią pod nieco innym, bowiem polonistycznym kątem. Wielu barwnych bohaterów i ciekawa fabuła powodują, że tytuł ten idealnie pasuje do rozprawek, czy też charakterystyk. Honor, męstwo, patriotyzm, poświęcenie, miłość ojcowska... U każdej postaci znaleźć można cechę, która pasować będzie do tematu. Zbyszko jest postacią dość uniwersalną, dlatego używanie go w pracach pisemnych to raczej bezpieczny i sprawdzony zabieg. 

Arkady Fiedler - Dywizjon 303

Znowu II wojna, jednak tym razem w trochę innej odsłonie. Przyjaźń, odwaga i patriotyzm ukazane jako kilka opowiadań o polskich lotnikach walczących podczas Bitwy o Anglię. Sama książka pasuje raczej do tematów stricte wojennych, jednak bohaterów można użyć w różnych rozprawkach. W charakterystyce również, ale z tym ostrożnie, gdyż w lekturze raczej nie ma zbytnio dokładnych opisów postaci.

Najważniejsze jest, by sie nie stresować. Co ma być to będzie, a zamartwianie się tylko pogorszy sprawę. Głowa do góry! Jest przecież tak wiele lektur szkolnych, o których można napisać!
A co wy sadzicie o stosowaniu jednego bohatera lub książki do każdej pracy pisemnej? 
O pięknie każdego z nas, czyli ,,Cudowny chłopak".

O pięknie każdego z nas, czyli ,,Cudowny chłopak".


Wydawnictwo: Albatros
Autor: R.J Palacio

Cudowny chłopak to książka, o której dowiedziałam się dopiero jakiś czas po premierze filmu. Szczerze mówiąc, dopiero wtedy zaczęto o niej mówić. Jest ona skierowana głównie do osób młodszych, jednak sądzę, że powinien po nią sięgnąć każdy, niezależnie od wieku. Przecież na naukę tolerancji nigdy nie jest za późno, racja?
    Jeden wadliwy gen spowodował, że August bardzo różni się od swoich rówieśników. Po wielu operacjach, jego twarz jest zdeformowana. Z początku chłopak niekoniecznie przejmował się spojrzeniami i nieprzyjemnymi komentarzami ze strony innych, ponieważ i tak większość czasu spędzał w domu, wraz ze swoimi kochającymi rodzicami. Wszystko zmieniło się, gdy w końcu nadszedł czas pójścia do szkoły. Dopiero wtedy chłopak dostrzega, że dla niektórych wygląd odgrywa bardzo dużą rolę, a także nie wszyscy będą do niego przyjaźnie nastawieni. August już pierwszego dnia roku szkolnego staje się ofiarą ostracyzmu rówieśników.

Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat. 
   Cudowny chłopak przedstawia historię oczami nie tylko Augusta, lecz także jego siostry i osób chodzących z nim do szkoły. Narracja prowadzona jest w dość ciekawy sposób, który pozwala poznać, co tak naprawdę myślą i czują inni bohaterowie. Wygląd chłopaka wpływa nie tylko na niego samego, jednak dotyka też Vię, jego starszą siostrę, która musi pogodzić się z faktem, że jest bardzo często uważana przez rodziców za mniej ważną.
Przy tej książce nie można się nudzić! Jest ona być może napisana językiem bardzo prostym, wręcz dziecinnym, ale o to właśnie chodzi - ta książka ma trafiać nawet do dzieci w wieku, a może i nawet młodszych od Auggiego. Książka może wydawać się dość długa, jednak jest to nic bardziej mylnego. Akcja jest dość wartka, a rozdziały nie należą do zbyt długich, dlatego książkę można skończyć dość szybko. Momentami jednak potrafi być trochę nijaka i płytka... Ale to głównie ze względu na niektóre dialogi.
Bardzo lubię, gdy coś wywołuje u mnie emocje. Ta książka to takich rzeczy należy. Potrafi być naprawdę zabawna, a kilka, króciutkich zresztą, rozdziałów później potrafi stać się dramatem. Istny emocjonalny rollercoaster!
    R.J Palacio pokazała, jak wygląda codzienność człowieka chorego, dzięki czemu czytelnik poznać  może drugą stronę medalu. Warto wziąć pod uwagę, że nawet nieprzyjemne spojrzenie może zranić osobę zupełnie nam obcą. Nawet taką drobnostką można popsuć komuś humor. Tytuł ten pokazuje, że warto być tolerancyjnym i przyjaźnie nastawionym do innych. Szkoda tylko, że najpierw ktoś musi stworzyć taką książkę, by niektórzy to zrozumieli.
Cudowny chłopak  jest to pozycja obowiązkowa dla praktycznie każdego. Jest lekka, przyjemna i wzruszająca. Potrafi również niezwykle skutecznie nauczyć tolerancji. 
Piosenki disco polo pasujące do postaci z książek

Piosenki disco polo pasujące do postaci z książek


  Wielokrotnie spotykałam się z playlistami tworzonymi z myślą o naszych ulubionych postaciach. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że znajdują się w nich piosenki pasujące swoim tekstem, bądź klimatem do danego bohatera. Pewnego jednak razu zadałam sobie pytanie - dlaczego w takich playlistach nie używa się piosenek z gatunku disco polo? Jest to spowodowane zapewne tym, że, nie oszukujmy się, gatunek ten nie należy do najambitniejszych, a utwory w wielu przypadkach praktycznie niczym się od siebie nie różnią.
  A gdyby tak wyjść na przekór przyzwyczajeniom i znaleźć piosenki disco polo pasujące do kilku postaci z książek? Postanowiłam, że ze znanych przez siebie utworów wybiorę te, które osobiście kojarzą mi się w jakimś stopniu z bohaterami literackimi.


Skaner - American Boy // Mark Watney


Piosenka skojarzyła mi się z protagonistą ,,Marsjanina" głównie przez to, że Mark Watney był Amerykaninem, a także przez słowa opisujące to, że autora od jego ukochanej dzielą tysiące mil. Pojawia się tam również, że jest daleko, oj daleko, a każdy, kto czytał ,,Marsjanina", powinien wiedzieć, że główny bohater znajduje się na Marsie. A to daleko, na pewno za morzem i za rzeką. Wszystko pasowałoby wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że Mark nie miał ukochanej.


DJ DISCO & MC POLO - Ty jesteś ruda // Ginny Weasley


To jest tak absurdalne i przewidywalne, że chyba nie potrzebuje opisu. Przez chwilę miałam ochotę dać do tej piosenki Rona Weasleya jednak postanowiłam, że nie będę przesadzała i dam kogoś, kto przynajmniej będzie do tej piosenki choć trochę pasował.

Akcent - Przez twe oczy zielone // Harry Potter


Kolejna postać z ,,Harry'ego Pottera", lecz tym razem chodzi o protagonistę. Nie mam pojęcia, dlaczego, jednak ta piosenka kojarzy mi się właśnie z nim. Podejrzewam, że chodzi po prostu o kolor jego oczu. Kto wie, może Zenek jest zakochany w Harrym Potterze i śpiewa to właśnie do niego? Żarty na bok. Snape uważał, że chłopak ma oczy po matce, dlatego można tę piosenkę Akcentu zinterpretować również jako utwór, który młody Severus śpiewał do Lily Evans.

Akcent - Pragnienie miłości // Jaskier


Znowu Akcent, jednak trochę zmieniamy klimat. Jaskier to kochliwy bard, którego zna każdy fan ,,Wiedźmina". Miałam niemały dylemat podczas wyboru piosenki dla tej postaci, ponieważ w disco polo jest ogrom piosenek o tematyce miłości. Ostatecznie jednak postanowiłam wybrać Pragnienie miłości, ponieważ nawet tekst brzmi, jakby napisał go Jaskier, oczarowany jedną ze swoich nowych kochanek (lub pod wpływem alkoholu).

Boys - Wolność // Geralt z Rivii


Piosenka, która jest wręcz kultowa. Z protagonistą wspomnianego wcześniej ,,Wiedźmina" skojarzyła mi się głównie ze względu na to, że tekst opowiada o kobiecie, której syna zabierają do poprawczaka. Geralta również zabrano jego rodzicom, lecz nie do poprawczaka, a do Kaer Morhen. Gdyby trochę zmienić tekst, piosenka świetnie opisywałaby dzieciństwo białowłosego. 


Osobiście lubię od czasu do czasu słuchać disco polo. Piosenki wpadają w ucho, a same teksty nie zmuszają do ogromnych refleksji. Czasami trzeba się po prostu trochę zrelaksować przy czymś takim. 
A czy wy znacie jakieś piosenki disco polo pasujące do waszych ulubionych bohaterów z książek? 
Druga szansa od losu, czyli „Koe no katachi"

Druga szansa od losu, czyli „Koe no katachi"




Twórca: Kyoto Animation
Reżyseria: Naoko Yamada
Długość: 130 minut
Rok premiery: 2016


O dziwo nigdy nie byłam fanką anime. Jakoś niezbyt podobał mi się ten konkretny gatunek seriali i filmów. Zdarzają się jednak wyjątki, które pozytywnie wpływają na mój odbiór japońskich animacji. Do takich wyjątków należy właśnie Kae no katachi, znane w Polsce jako Kształt twojego głosu. Był to również pierwszy pełnometrażowy film anime, jaki udało mi się obejrzeć. Żałuję, że dowiedziałam się o nim tak późno.
   Fabuła opowiada o Shouya Ishidzie, do którego klasy dołącza głucha, Nishimiya Shoko. Chłopak zaczyna się z niej śmiać i dręczyć, co kończy się tym, że dziewczyna zmienia szkołę. Przez zachowanie Ishidy jego przyjaciele przestają go lubić, a także sam staje się ofiarą żartów. Walcząc przez lata z uczuciem niezrozumienia i nieufnością, chłopak postanawia w ostateczności popełnić samobójstwo. Obiecał sobie jednak, że przed samym aktem przeprosi swoją dawną ofiarę. Gdy dochodzi do spotkania, jego życie diametralnie się zmienia.
   Anime jest dramatem, a co za tym idzie, wywołuje wiele emocji. Większość sytuacji zmusza widza do wzruszeń, na szczęście jednak jest dużo momentów, które pozwalają trochę odpocząć - nie jest to bowiem historia skupiająca się jedynie na smutku, lecz przedstawienie życia codziennego Ishidy. Najbardziej komiczna była postać Tomohiro Nagatsuki, jednego z uczniów. Jego obecność również była również jednym z czynników wpływających na charakter i zachowanie głównego bohatera.


    
     Strona audiowizualna stoi na bardzo wysokim poziomie. Piękna grafika powoduje, że całość jest wręcz ucztą dla oczu. Przepiękne są zwłaszcza ujęcia natury. Kwiaty na łące, którymi powoli porusza wiatr, pływające w rzece ryby... każde z nich było na swój sposób magiczne. Pod względem muzyki jest trochę gorzej. Niestety jedynymi utworami ze ścieżki dźwiękowej, jakie zapamiętałam są piosenka zespołu The Who, która wita nas na samym początku, a także utwór, który pojawia się przed napisami końcowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że muzyka zawsze pasuje do sytuacji i działa korzystnie na odbiór wielu scen. Dzięki niej można wzruszyć się jeszcze bardziej.
    Pozytywnym aspektem filmu są również unikalni i interesujący bohaterowie. Choć, nie oszukujmy się, ci główni byli o wiele ciekawsi i bardziej wyraziści od drugoplanowych. Ishida podczas swojej wewnętrznej przemiany poznaje wiele osób, a także zaczyna zwracać uwagę na otaczających go dawnych znajomych. W pamięć najbardziej zapadła mi Nishimiya, zapewne dlatego, że nie zasłużyła na to, co sprawił jej w młodości Ishida i było mi jej po prostu żal, jednak w późniejszym etapie filmu polubiłam również jej prześladowcę. Obydwoje byli w takim samym stopniu ciekawi. Krótko mówiąc, każdy bohater jest  dobrze napisany i interesujący, a także posiada swój unikalny charakter i cechy.


 

    Anime porusza bardzo ważny temat, jakim jest tolerancja dla osób niepełnosprawnych. W prosty i zrozumiały sposób pokazuje, że każdy zasługuje na jednakowe traktowanie i szacunek. Niezwykle wciągająca fabuła, realistyczni i zapadający w pamięć bohaterowie, a także wspaniała grafika powodują, że oglądanie Kae no katachi jest ogromną przyjemnością. Podczas seansu w mojej głowie pojawiało się wiele myśli, a sama animacja wywołała u mnie sporo przeróżnych emocji. Na szczęście znaczna część smutniejszych momentów nie została pokazana w sposób przedramatyzowany, dzięki czemu wszystko wyglądało na coś, co mogłoby przytrafić się każdemu z nas. Jest to cudowna opowieść, która pokazuje również, że każdy zasługuje na drugą szansę, ponieważ nigdy nie jest wiadome, w jaki sposób dana osoba może ją wykorzystać.
    Sądzę, że pomimo kilku wad, które ta produkcja posiada, jest to animacja, którą powinien obejrzeć każdy fan tego typu filmów. Można z niego wyciągnąć wiele lekcji, a także przeżyć niesamowitą i wzruszającą historię. Swoją prostotą niejednokrotnie zmusza do refleksji nad życiem i codziennością, która nie zawsze bywa kolorowa i prosta. Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tym tytułem.
,,Wszechświat w twojej dłoni", czyli zadziwiająca podróż po wszechświecie

,,Wszechświat w twojej dłoni", czyli zadziwiająca podróż po wszechświecie


Wydawnictwo: Otwarte
Autor: Christophe Galfard

Na pewno niejeden z nas, spoglądając w rozgwieżdżone niebo, zastanawiał się, w jaki sposób funkcjonuje świat. Tajemnice wszechświata od wieków intrygują uczonych, którzy od zawsze starali się go zbadać. Jednak nie każdy jest naukowcem potrafiącym zrozumieć najbardziej zawiłe i skomplikowane informacje dotyczące kosmosu. Lecz co zrobić, gdy ktoś zielony w sprawach fizyki teoretycznej chce poznać nasz świat z nieco bardziej naukowej strony? Z pomocą przychodzi Christophe Galfard. Autor zabiera czytelnika w niesamowitą i zapierającą dech w piesiach podróż, w której naszym jedynym zadaniem jest używanie wyobraźni.
   Dzięki stworzeniu abstrakcyjnych, a momentami wręcz komicznych sytuacji i postaci wszystko staje się prostsze i mniej skomplikowane, a zdobywanie wiedzy staje się dla czytelnika ogromną zabawą. Gdy zauważy również, że z większością tych skomplikowanych zagadnień ma codziennie do czynienia, zacznie inaczej patrzeć na niektóre rzeczy. To zabawne, że człowiek przez zdecydowaną większość swojego życia nie zwraca uwagi na sprawy, dzięki którym w ogóle istnieje.


Wszystkie ciężkie atomy, z jakich składa się Ziemia, wszystkie atomy potrzebne do życia, wszystkie z jakich zbudowane jest nasze ciało, powstały kiedyś we wnętrzu gwiazdy. Wciągasz je do płuc, kiedy oddychasz. Gdy dotykasz swojej albo czyjejś skóry, dotykasz gwiezdnego pyłu.

    Autor przekazuje nam wiedzę nie tylko na temat zjawisk i zasad panujących w naszej przyrodzie, lecz poznajemy również wybitne postacie, które swoimi teoriami i badaniami zapisały się na kartach historii. Newton, Einstein, Skłodowska-Curie, Hawking... kto nigdy nie słyszał któregoś z tych nazwisk? A to jedynie kilka osób występujących w książce. Christophe Galfard przybliża nam ich życie, a także pokazuje, dlaczego w dzisiejszych czasach są tak bardzo przez nas znane.
    Dość prędko można zauważyć, że pojawia się również wiele informacji, które omawia się na lekcjach fizyki. Zagadnienia są jednak o wiele bardziej rozbudowane. O dziwo Wszechświat w twojej dłoni powinien spodobać się również osobom, które za tym przedmiotem niezbyt przepadają. Jest napisana w sposób przystępny i zrozumiały (w mniejszym lub większym stopniu) nawet dla osoby, która nigdy z fizyką i astronomią nigdy nie miała wiele wspólnego. Autor pokazuje, że nauka może być świetną zabawą, wystarczy jedynie stworzyć ciekawą i niezbyt skomplikowaną historię, a także odrobina wyobraźni.
   Jak to się stało, że Christophe Galfard, uczeń Stephena Hawkinga, stworzył cudowną książkę, która potrafi przenieść czytelnika w najodleglejsze zakątki wszechświata jedynie dzięki kreatywności czytelnika? Tego najwidoczniej nie można opisać przy pomocy żadnej dziedziny nauki. Istny kosmos!
Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, rozkoszuje się  pięknem kosmosu, a także chciałby dowiedzieć się, w jaki sposób to wszystko jest stworzone. Dzięki temu tytułowi każdy może choć przez chwilę poczuć się, jakby to właśnie w jego dłoniach był cały wszechświat.
Przygoda pełna disco i samotności, czyli ,,Marsjanin"

Przygoda pełna disco i samotności, czyli ,,Marsjanin"



Wydawnictwo: Akurat
Autor: Andy Weir



Tytuł, który zawiera w sobie więcej nauki, aniżeli fantastyki. Fakt, że ta historia może się naprawdę wydarzyć, momentami budzi niepokój. Jednak dzięki temu wciąga jeszcze bardziej. Szczerze, większości z tego "naukowego bełkotu" w ogóle nie zrozumiałam. Ale to nic, nie pracuję przecież w NASA.
    Marsjanin to książka, która przypomniała mi o mojej miłości do wszechświata i podróży kosmicznych. Chwilami przypomina bardziej poradnik przetrwania na Marsie, głównie ze względu na wiele wszelakich opisów reakcji chemicznych, botaniki, matematyki, a także techniki. Powiecie, że to nudne? O dziwo wcale takie nie jest! Dodaje to opowieści wiele realizmu, co jest zdecydowanie wielkim plusem.
   Poczucie humoru, a także cięty język głównego bohatera powoduje, że czytelnik nie zwraca uwagi na dzielące go od niego miliony kilometrów. Po prostu staje się częścią tej epickiej i zapierającej dech w piesiach przygody, w której nie ma miejsca na nudę.


Może na­pi­szę opi­nię klien­ta. „Za­bra­łem go na powierzch­nię Mar­sa i prze­stał dzia­łać. 0/10.

   Fabuła tego tytułu wydaje się niezbyt skomplikowana i dość prosta. Mark Watney, jeden z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie, zostaje uznany przez swoją załogę za martwego, gdy podczas ogromnej burzy piaskowej stracono z nim kontakt. Gdy się budzi, zauważa, że został sam. Reszta zdążyła opuścić Czerwoną Planetę. Mark zaczyna heroiczną walkę o przetrwanie na Marsie, musi również znaleźć sposób, dzięki któremu przekaże NASA, że żyje.
  Główny bohater jest zdecydowanie jednym z lepszych aspektów książki. Jego humorystyczne komentarze, charyzma, a także charakter powodowały, że ani na chwilę nie mogłam oderwać się od tego tytułu! Chciałam jak najszybciej wiedzieć, jak z poradzi sobie z kolejnymi problemami, które pojawiały się na jego drodze. Stał się moim ulubieńcem już po pierwszym rozdziale. Tego człowieka można określić mianem kosmicznego Robinsona Crusoe, ewentualnie MacGyverem. (Naprawdę. On nawet ze zwykłej taśmy klejącej potrafi zrobić wszystko!)


Zacząłem dzień od herbaty nic. Herbata nic jest bardzo łatwa w zaparzaniu. Najpierw nalej trochę gorącej wody, potem dodaj nic.

   Pozytywnie zaskoczyły mnie również momenty, w których narracja zmieniała się w trzecioosobową, (bowiem Marsjanin jest to de facto dziennik prowadzony przez Marka) a konwersacje prowadzone były w siedzibie NASA. Pozwoliły one pokazać, jak naukowcy "główkowali" nad sposobami sprowadzenia astronauty na Ziemię.
     Marsjanin jest to debiut pisarski Andy'ego Weira. Uważam, że na tak dobry start trzeba zasłużyć. Temu autorowi się udało. Książka szybko zdobyła popularność, a niedługo po jej premierze, w kinach można było obejrzeć adaptację nakręconą przez Ridleya Scotta.


   Krótko mówiąc, uważam Marsjanina za książkę bardzo dobrą, wręcz nieziemską. Pełno humoru, nawiązań do popkultury, a także walki o przetrwanie, która pokazuje człowiekowi, że z każdej sytuacji można jakoś wybrnąć. Jest to tytuł obowiązkowy dla każdego fana klimatów fantastyki naukowej, lub po prostu kogoś, kto chce przeżyć emocjonującą przygodę na nieznanej planecie. Mark Watney będzie do tego świetnym towarzyszem.
W pogoni za straconym honorem, czyli ,,Ostrze Zdrajcy"

W pogoni za straconym honorem, czyli ,,Ostrze Zdrajcy"

 Wydawnictwo: Insignis 
Autor: Sebastien de Castell


Po ,,Ostrze Zdrajcy" nie miałam zamiaru osobiście sięgać. Sądziłam, że na samym podziwianiu pięknej okładki moja przygoda z tym tytułem się skończy. Ha, w jak wielkim błędzie byłam!
Książka opowiada o Falcio val Mondzie i jego towarzyszach, którzy po śmierci króla szukali pracy po tym, jak Wielkie Płaszcze rozwiązano, a bohaterowie zostają strażą przyboczną pewnego szlachcica. Jednak to nie koniec! Szlachcic umiera, a trójka ,,poszukiwaczy sprawiedliwości"  zostaje wrobiona w jego morderstwo. Jakby problemów było mało, dochodzi do tego wszystkiego spisek koronacyjny, który może ostatecznie zniszczyć reputację Wielkich Płaszczy. Cała ta sytuacja wplątuje ich w serię epickich i zapierających dech w piersiach przygód.

''Wszyscy byli bezpieczni w swoim wymyślonym świecie Wielkich Płaszczy, honoru i szermierki, ale oto pojawiam się ja, brzydka prawda."

Jest to naprawdę dobra powieść awanturnicza osadzona w klimatach fantasy. Z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawsza, co powoduje, że czytelnik chce jak najszybciej poznać zakończenie. Chociaż moim zdaniem lepiej się aż tak nie rozpędzać, jeszcze nie wyszły kolejne części.
Ogromnym plusem jest to, że w książce prowadzona jest narracja pierwszoosobowa, która pozwala czytelnikowi  jeszcze bliżej poznać pierwszego kantora Wielkich Płaszczy, osobę z niezwykle ciętym językiem oraz wielkiego marzyciela - Falcio val Monda. Postać ta stała się moim ulubieńcem już na samym początku książki, uwielbiam jego poczucie humoru i upartość, z jaką dąży do celu. Pomimo tego, że on i jego przyjaciele, Kest i Brasti, posiadają wiele podobnych cech, to właśnie Falcio stał się moim ulubieńcem. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że to sprawa jego poczucia humoru, które od razu mi się spodobało.

''(...) - Podczas gdy ty wolałbyś, żeby walczył aż do śmierci?

- Mówisz, że zawsze jest nadzieja. Cóż, zawsze jest nadzieja, póki walczysz.
Król uśmiechnął się.
- Nie, Falcio. Po prostu zawsze jest ktoś jeszcze do zabicia."

Świat stworzony przez pana de Castella jest świetnie przemyślany i dopracowany, a postacie charyzmatyczne i różnorodne. Nigdy w życiu bym nie powiedziała, że czyjś debiut może być na aż tak wysokim poziomie! Słyszałam wiele opinii, że tytuł ten jest bardzo podobny do Trzech Muszkieterów.  Przyznaję się bez bicia, nie czytałam tej książki, dlatego nie mam zamiaru szukać podobieństw. (Chociaż nie będę oszukiwać, moje pierwszej skojarzenie było właśnie związane z książką Aleksandra Dumasa.)
Mogę się przyczepić jedynie do okładki. Jest bardzo ładna, kojarzy mi się z serią gier Dragon Age, lecz jest niezbyt poprawna z treścią książki. Przypuszczam, że miał być na niej Falcio. Co w związku z tym? Falcio walczył rapierem, postać zaś trzyma miecz. Wiem, że to już czepialstwo, jednak to trochę razi mnie w oczy.
Cała seria liczy cztery tomy, jednak na polski została przetłumaczona dopiero pierwsza część. Mam nadzieję, że dalsze części będą na równie wysokim poziomie, co Ostrze Zdrajcy. Insignis, nie zawiedźcie mnie i jak najszybciej tłumaczcie kolejne części!
Jeżeli szukaliście jakiegoś przyjemnego, pełnego akcji fantasy, to właśnie je znaleźliście! Książka wciąga i nie wypuszcza, dopóki się jej nie skończy. Napisana jest niezbyt trudnym językiem, co pozwala pochłonąć ją w całości praktycznie za jednym razem. Tempo jest szybkie, sceny walk dynamiczne, a fabuła świetnie przemyślana. Czego chcieć więcej? To pozycja obowiązkowa dla każdego fana klimatów fantasy!


Miłość w świecie podzielonym na frakcje, czyli ,,Niezgodna"

Miłość w świecie podzielonym na frakcje, czyli ,,Niezgodna"

Wydawnictwo: Amber
Autor: Veronica Roth


Po Niezgodną sięgnęłam głównie ze względu na to, że widziałam ją jakiś czas temu w dość przystępnej cenie, a także słyszałam kilka zachęcających opinii na jej temat.
 Czy czas spędzony z tą książką uważam za zmarnowany? Wydaje mi się, że raczej nie.
Świat podzielony jest na pięć frakcji. Książka opowiada historię Beatrice, dziewczyny pochodzącej z tak zwanego Altruizmu, frakcji, w której najważniejszą cechą jest bezinteresowność i chęć niesienia pomocy innym. Każdy szesnastolatek musi przystąpić do testu predyspozycji, podczas którego dowiaduje się, do jakiej frakcji tak naprawdę pasuje. Osoba będąca połączeniem przynajmniej dwóch dostaje miano Niezgodnej. Jak łatwo przewidzieć, Niezgodną zostaje Beatrice, która podczas ceremonii wyboru postanawia przenieść się do frakcji Nieustraszonych, tych odważnych. Tam zaczyna zupełnie nowe życie, zostawiając w tyle swoją przeszłość. Od tego czasu znana jest już jako Tris. Dziewczyna nie ma również pojęcia, że we frakcji tej pozna miłość swojego życia.

Jestem Niezgodna. I nie można mnie kontrolować.
Moim zdaniem wątek romantyczny był trochę nużący i jakby wepchany na siłę. To wszystko działo się tak szybko, że nie potrafiłam uwierzyć, że taka relacja powstała w przeciągu dosłownie dwóch-trzech
  Wątek romantyczny nie był jedyną rzeczą, która drażniła mnie w tej książce, bowiem nie lubiłam także głównej bohaterki. Była naiwna i nigdy nie potrafiła pojąć, czym są konsekwencje. Zachowywała się wręcz jak rozwydrzone dziecko, które na siłę chciało innym coś udowodnić.
  Plusem tej książki były postacie drugoplanowe. Szczerze mówiąc, praktycznie każdy (z wyjątkiem Tris) był napisany w dość ciekawy sposób. Bardzo polubiłam Cztery, chociaż pod koniec zaczął mnie irytować swoim przesadnym ukazywaniem uczuć. To właśnie postacie poboczne wprowadzały do książki coś ciekawego. Sądzę, że gdyby książka została napisana w narracji trzecioosobowej, zyskałaby u mnie wyższą ocenę. Dlaczego? Ponieważ miałam serdecznie dość wiecznych rozterek głównej bohaterki.    Recenzja jest krótka, tak jak krótka była moja przygoda z tą historią. Skończyłam ją około cztery dni. Nie jest to być może wynik powalający, lecz jak na czytadło wzięte na zieloną szkołę to chyba nieźle, racja?
Niezgodna nie jest książką wybitną, lecz nawet mi się podobała. Jest to typowa książka młodzieżowa, a więc nie należy do przesadnie trudnych (ba, nawet mogę ją uznać za łatwą), jednak łatwo się przy niej odprężyć. No chyba, że Tris zacznie wkurzać was tak, jak mnie, wtedy każdy z jej humorków będzie męczarnią.
 Chcąc nie chcąc, książkę polecam fanom takich opowieści. Jest to książka młodzieżowa, wiec skomplikowanych sytuacji nie można się tutaj spodziewać. Nie zmienia to jednak faktu, że polecam ją każdemu, kto lubi takie klimaty.
Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger