Piosenki disco polo pasujące do postaci z książek

Piosenki disco polo pasujące do postaci z książek


  Wielokrotnie spotykałam się z playlistami tworzonymi z myślą o naszych ulubionych postaciach. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli powiem, że znajdują się w nich piosenki pasujące swoim tekstem, bądź klimatem do danego bohatera. Pewnego jednak razu zadałam sobie pytanie - dlaczego w takich playlistach nie używa się piosenek z gatunku disco polo? Jest to spowodowane zapewne tym, że, nie oszukujmy się, gatunek ten nie należy do najambitniejszych, a utwory w wielu przypadkach praktycznie niczym się od siebie nie różnią.
  A gdyby tak wyjść na przekór przyzwyczajeniom i znaleźć piosenki disco polo pasujące do kilku postaci z książek? Postanowiłam, że ze znanych przez siebie utworów wybiorę te, które osobiście kojarzą mi się w jakimś stopniu z bohaterami literackimi.


Skaner - American Boy // Mark Watney


Piosenka skojarzyła mi się z protagonistą ,,Marsjanina" głównie przez to, że Mark Watney był Amerykaninem, a także przez słowa opisujące to, że autora od jego ukochanej dzielą tysiące mil. Pojawia się tam również, że jest daleko, oj daleko, a każdy, kto czytał ,,Marsjanina", powinien wiedzieć, że główny bohater znajduje się na Marsie. A to daleko, na pewno za morzem i za rzeką. Wszystko pasowałoby wręcz idealnie, gdyby nie fakt, że Mark nie miał ukochanej.


DJ DISCO & MC POLO - Ty jesteś ruda // Ginny Weasley


To jest tak absurdalne i przewidywalne, że chyba nie potrzebuje opisu. Przez chwilę miałam ochotę dać do tej piosenki Rona Weasleya jednak postanowiłam, że nie będę przesadzała i dam kogoś, kto przynajmniej będzie do tej piosenki choć trochę pasował.

Akcent - Przez twe oczy zielone // Harry Potter


Kolejna postać z ,,Harry'ego Pottera", lecz tym razem chodzi o protagonistę. Nie mam pojęcia, dlaczego, jednak ta piosenka kojarzy mi się właśnie z nim. Podejrzewam, że chodzi po prostu o kolor jego oczu. Kto wie, może Zenek jest zakochany w Harrym Potterze i śpiewa to właśnie do niego? Żarty na bok. Snape uważał, że chłopak ma oczy po matce, dlatego można tę piosenkę Akcentu zinterpretować również jako utwór, który młody Severus śpiewał do Lily Evans.

Akcent - Pragnienie miłości // Jaskier


Znowu Akcent, jednak trochę zmieniamy klimat. Jaskier to kochliwy bard, którego zna każdy fan ,,Wiedźmina". Miałam niemały dylemat podczas wyboru piosenki dla tej postaci, ponieważ w disco polo jest ogrom piosenek o tematyce miłości. Ostatecznie jednak postanowiłam wybrać Pragnienie miłości, ponieważ nawet tekst brzmi, jakby napisał go Jaskier, oczarowany jedną ze swoich nowych kochanek (lub pod wpływem alkoholu).

Boys - Wolność // Geralt z Rivii


Piosenka, która jest wręcz kultowa. Z protagonistą wspomnianego wcześniej ,,Wiedźmina" skojarzyła mi się głównie ze względu na to, że tekst opowiada o kobiecie, której syna zabierają do poprawczaka. Geralta również zabrano jego rodzicom, lecz nie do poprawczaka, a do Kaer Morhen. Gdyby trochę zmienić tekst, piosenka świetnie opisywałaby dzieciństwo białowłosego. 


Osobiście lubię od czasu do czasu słuchać disco polo. Piosenki wpadają w ucho, a same teksty nie zmuszają do ogromnych refleksji. Czasami trzeba się po prostu trochę zrelaksować przy czymś takim. 
A czy wy znacie jakieś piosenki disco polo pasujące do waszych ulubionych bohaterów z książek? 
Druga szansa od losu, czyli „Koe no katachi"

Druga szansa od losu, czyli „Koe no katachi"




Twórca: Kyoto Animation
Reżyseria: Naoko Yamada
Długość: 130 minut
Rok premiery: 2016


O dziwo nigdy nie byłam fanką anime. Jakoś niezbyt podobał mi się ten konkretny gatunek seriali i filmów. Zdarzają się jednak wyjątki, które pozytywnie wpływają na mój odbiór japońskich animacji. Do takich wyjątków należy właśnie Kae no katachi, znane w Polsce jako Kształt twojego głosu. Był to również pierwszy pełnometrażowy film anime, jaki udało mi się obejrzeć. Żałuję, że dowiedziałam się o nim tak późno.
   Fabuła opowiada o Shouya Ishidzie, do którego klasy dołącza głucha, Nishimiya Shoko. Chłopak zaczyna się z niej śmiać i dręczyć, co kończy się tym, że dziewczyna zmienia szkołę. Przez zachowanie Ishidy jego przyjaciele przestają go lubić, a także sam staje się ofiarą żartów. Walcząc przez lata z uczuciem niezrozumienia i nieufnością, chłopak postanawia w ostateczności popełnić samobójstwo. Obiecał sobie jednak, że przed samym aktem przeprosi swoją dawną ofiarę. Gdy dochodzi do spotkania, jego życie diametralnie się zmienia.
   Anime jest dramatem, a co za tym idzie, wywołuje wiele emocji. Większość sytuacji zmusza widza do wzruszeń, na szczęście jednak jest dużo momentów, które pozwalają trochę odpocząć - nie jest to bowiem historia skupiająca się jedynie na smutku, lecz przedstawienie życia codziennego Ishidy. Najbardziej komiczna była postać Tomohiro Nagatsuki, jednego z uczniów. Jego obecność również była również jednym z czynników wpływających na charakter i zachowanie głównego bohatera.


    
     Strona audiowizualna stoi na bardzo wysokim poziomie. Piękna grafika powoduje, że całość jest wręcz ucztą dla oczu. Przepiękne są zwłaszcza ujęcia natury. Kwiaty na łące, którymi powoli porusza wiatr, pływające w rzece ryby... każde z nich było na swój sposób magiczne. Pod względem muzyki jest trochę gorzej. Niestety jedynymi utworami ze ścieżki dźwiękowej, jakie zapamiętałam są piosenka zespołu The Who, która wita nas na samym początku, a także utwór, który pojawia się przed napisami końcowymi. Nie zmienia to jednak faktu, że muzyka zawsze pasuje do sytuacji i działa korzystnie na odbiór wielu scen. Dzięki niej można wzruszyć się jeszcze bardziej.
    Pozytywnym aspektem filmu są również unikalni i interesujący bohaterowie. Choć, nie oszukujmy się, ci główni byli o wiele ciekawsi i bardziej wyraziści od drugoplanowych. Ishida podczas swojej wewnętrznej przemiany poznaje wiele osób, a także zaczyna zwracać uwagę na otaczających go dawnych znajomych. W pamięć najbardziej zapadła mi Nishimiya, zapewne dlatego, że nie zasłużyła na to, co sprawił jej w młodości Ishida i było mi jej po prostu żal, jednak w późniejszym etapie filmu polubiłam również jej prześladowcę. Obydwoje byli w takim samym stopniu ciekawi. Krótko mówiąc, każdy bohater jest  dobrze napisany i interesujący, a także posiada swój unikalny charakter i cechy.


 

    Anime porusza bardzo ważny temat, jakim jest tolerancja dla osób niepełnosprawnych. W prosty i zrozumiały sposób pokazuje, że każdy zasługuje na jednakowe traktowanie i szacunek. Niezwykle wciągająca fabuła, realistyczni i zapadający w pamięć bohaterowie, a także wspaniała grafika powodują, że oglądanie Kae no katachi jest ogromną przyjemnością. Podczas seansu w mojej głowie pojawiało się wiele myśli, a sama animacja wywołała u mnie sporo przeróżnych emocji. Na szczęście znaczna część smutniejszych momentów nie została pokazana w sposób przedramatyzowany, dzięki czemu wszystko wyglądało na coś, co mogłoby przytrafić się każdemu z nas. Jest to cudowna opowieść, która pokazuje również, że każdy zasługuje na drugą szansę, ponieważ nigdy nie jest wiadome, w jaki sposób dana osoba może ją wykorzystać.
    Sądzę, że pomimo kilku wad, które ta produkcja posiada, jest to animacja, którą powinien obejrzeć każdy fan tego typu filmów. Można z niego wyciągnąć wiele lekcji, a także przeżyć niesamowitą i wzruszającą historię. Swoją prostotą niejednokrotnie zmusza do refleksji nad życiem i codziennością, która nie zawsze bywa kolorowa i prosta. Nie żałuję ani jednej minuty spędzonej z tym tytułem.
,,Wszechświat w twojej dłoni", czyli zadziwiająca podróż po wszechświecie

,,Wszechświat w twojej dłoni", czyli zadziwiająca podróż po wszechświecie


Wydawnictwo: Otwarte
Autor: Christophe Galfard

Na pewno niejeden z nas, spoglądając w rozgwieżdżone niebo, zastanawiał się, w jaki sposób funkcjonuje świat. Tajemnice wszechświata od wieków intrygują uczonych, którzy od zawsze starali się go zbadać. Jednak nie każdy jest naukowcem potrafiącym zrozumieć najbardziej zawiłe i skomplikowane informacje dotyczące kosmosu. Lecz co zrobić, gdy ktoś zielony w sprawach fizyki teoretycznej chce poznać nasz świat z nieco bardziej naukowej strony? Z pomocą przychodzi Christophe Galfard. Autor zabiera czytelnika w niesamowitą i zapierającą dech w piesiach podróż, w której naszym jedynym zadaniem jest używanie wyobraźni.
   Dzięki stworzeniu abstrakcyjnych, a momentami wręcz komicznych sytuacji i postaci wszystko staje się prostsze i mniej skomplikowane, a zdobywanie wiedzy staje się dla czytelnika ogromną zabawą. Gdy zauważy również, że z większością tych skomplikowanych zagadnień ma codziennie do czynienia, zacznie inaczej patrzeć na niektóre rzeczy. To zabawne, że człowiek przez zdecydowaną większość swojego życia nie zwraca uwagi na sprawy, dzięki którym w ogóle istnieje.


Wszystkie ciężkie atomy, z jakich składa się Ziemia, wszystkie atomy potrzebne do życia, wszystkie z jakich zbudowane jest nasze ciało, powstały kiedyś we wnętrzu gwiazdy. Wciągasz je do płuc, kiedy oddychasz. Gdy dotykasz swojej albo czyjejś skóry, dotykasz gwiezdnego pyłu.

    Autor przekazuje nam wiedzę nie tylko na temat zjawisk i zasad panujących w naszej przyrodzie, lecz poznajemy również wybitne postacie, które swoimi teoriami i badaniami zapisały się na kartach historii. Newton, Einstein, Skłodowska-Curie, Hawking... kto nigdy nie słyszał któregoś z tych nazwisk? A to jedynie kilka osób występujących w książce. Christophe Galfard przybliża nam ich życie, a także pokazuje, dlaczego w dzisiejszych czasach są tak bardzo przez nas znane.
    Dość prędko można zauważyć, że pojawia się również wiele informacji, które omawia się na lekcjach fizyki. Zagadnienia są jednak o wiele bardziej rozbudowane. O dziwo Wszechświat w twojej dłoni powinien spodobać się również osobom, które za tym przedmiotem niezbyt przepadają. Jest napisana w sposób przystępny i zrozumiały (w mniejszym lub większym stopniu) nawet dla osoby, która nigdy z fizyką i astronomią nigdy nie miała wiele wspólnego. Autor pokazuje, że nauka może być świetną zabawą, wystarczy jedynie stworzyć ciekawą i niezbyt skomplikowaną historię, a także odrobina wyobraźni.
   Jak to się stało, że Christophe Galfard, uczeń Stephena Hawkinga, stworzył cudowną książkę, która potrafi przenieść czytelnika w najodleglejsze zakątki wszechświata jedynie dzięki kreatywności czytelnika? Tego najwidoczniej nie można opisać przy pomocy żadnej dziedziny nauki. Istny kosmos!
Jest to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, rozkoszuje się  pięknem kosmosu, a także chciałby dowiedzieć się, w jaki sposób to wszystko jest stworzone. Dzięki temu tytułowi każdy może choć przez chwilę poczuć się, jakby to właśnie w jego dłoniach był cały wszechświat.
Przygoda pełna disco i samotności, czyli ,,Marsjanin"

Przygoda pełna disco i samotności, czyli ,,Marsjanin"



Wydawnictwo: Akurat
Autor: Andy Weir



Tytuł, który zawiera w sobie więcej nauki, aniżeli fantastyki. Fakt, że ta historia może się naprawdę wydarzyć, momentami budzi niepokój. Jednak dzięki temu wciąga jeszcze bardziej. Szczerze, większości z tego "naukowego bełkotu" w ogóle nie zrozumiałam. Ale to nic, nie pracuję przecież w NASA.
    Marsjanin to książka, która przypomniała mi o mojej miłości do wszechświata i podróży kosmicznych. Chwilami przypomina bardziej poradnik przetrwania na Marsie, głównie ze względu na wiele wszelakich opisów reakcji chemicznych, botaniki, matematyki, a także techniki. Powiecie, że to nudne? O dziwo wcale takie nie jest! Dodaje to opowieści wiele realizmu, co jest zdecydowanie wielkim plusem.
   Poczucie humoru, a także cięty język głównego bohatera powoduje, że czytelnik nie zwraca uwagi na dzielące go od niego miliony kilometrów. Po prostu staje się częścią tej epickiej i zapierającej dech w piesiach przygody, w której nie ma miejsca na nudę.


Może na­pi­szę opi­nię klien­ta. „Za­bra­łem go na powierzch­nię Mar­sa i prze­stał dzia­łać. 0/10.

   Fabuła tego tytułu wydaje się niezbyt skomplikowana i dość prosta. Mark Watney, jeden z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie, zostaje uznany przez swoją załogę za martwego, gdy podczas ogromnej burzy piaskowej stracono z nim kontakt. Gdy się budzi, zauważa, że został sam. Reszta zdążyła opuścić Czerwoną Planetę. Mark zaczyna heroiczną walkę o przetrwanie na Marsie, musi również znaleźć sposób, dzięki któremu przekaże NASA, że żyje.
  Główny bohater jest zdecydowanie jednym z lepszych aspektów książki. Jego humorystyczne komentarze, charyzma, a także charakter powodowały, że ani na chwilę nie mogłam oderwać się od tego tytułu! Chciałam jak najszybciej wiedzieć, jak z poradzi sobie z kolejnymi problemami, które pojawiały się na jego drodze. Stał się moim ulubieńcem już po pierwszym rozdziale. Tego człowieka można określić mianem kosmicznego Robinsona Crusoe, ewentualnie MacGyverem. (Naprawdę. On nawet ze zwykłej taśmy klejącej potrafi zrobić wszystko!)


Zacząłem dzień od herbaty nic. Herbata nic jest bardzo łatwa w zaparzaniu. Najpierw nalej trochę gorącej wody, potem dodaj nic.

   Pozytywnie zaskoczyły mnie również momenty, w których narracja zmieniała się w trzecioosobową, (bowiem Marsjanin jest to de facto dziennik prowadzony przez Marka) a konwersacje prowadzone były w siedzibie NASA. Pozwoliły one pokazać, jak naukowcy "główkowali" nad sposobami sprowadzenia astronauty na Ziemię.
     Marsjanin jest to debiut pisarski Andy'ego Weira. Uważam, że na tak dobry start trzeba zasłużyć. Temu autorowi się udało. Książka szybko zdobyła popularność, a niedługo po jej premierze, w kinach można było obejrzeć adaptację nakręconą przez Ridleya Scotta.


   Krótko mówiąc, uważam Marsjanina za książkę bardzo dobrą, wręcz nieziemską. Pełno humoru, nawiązań do popkultury, a także walki o przetrwanie, która pokazuje człowiekowi, że z każdej sytuacji można jakoś wybrnąć. Jest to tytuł obowiązkowy dla każdego fana klimatów fantastyki naukowej, lub po prostu kogoś, kto chce przeżyć emocjonującą przygodę na nieznanej planecie. Mark Watney będzie do tego świetnym towarzyszem.
W pogoni za straconym honorem, czyli ,,Ostrze Zdrajcy"

W pogoni za straconym honorem, czyli ,,Ostrze Zdrajcy"

 Wydawnictwo: Insignis 
Autor: Sebastien de Castell


Po ,,Ostrze Zdrajcy" nie miałam zamiaru osobiście sięgać. Sądziłam, że na samym podziwianiu pięknej okładki moja przygoda z tym tytułem się skończy. Ha, w jak wielkim błędzie byłam!
Książka opowiada o Falcio val Mondzie i jego towarzyszach, którzy po śmierci króla szukali pracy po tym, jak Wielkie Płaszcze rozwiązano, a bohaterowie zostają strażą przyboczną pewnego szlachcica. Jednak to nie koniec! Szlachcic umiera, a trójka ,,poszukiwaczy sprawiedliwości"  zostaje wrobiona w jego morderstwo. Jakby problemów było mało, dochodzi do tego wszystkiego spisek koronacyjny, który może ostatecznie zniszczyć reputację Wielkich Płaszczy. Cała ta sytuacja wplątuje ich w serię epickich i zapierających dech w piersiach przygód.

''Wszyscy byli bezpieczni w swoim wymyślonym świecie Wielkich Płaszczy, honoru i szermierki, ale oto pojawiam się ja, brzydka prawda."

Jest to naprawdę dobra powieść awanturnicza osadzona w klimatach fantasy. Z rozdziału na rozdział robi się coraz ciekawsza, co powoduje, że czytelnik chce jak najszybciej poznać zakończenie. Chociaż moim zdaniem lepiej się aż tak nie rozpędzać, jeszcze nie wyszły kolejne części.
Ogromnym plusem jest to, że w książce prowadzona jest narracja pierwszoosobowa, która pozwala czytelnikowi  jeszcze bliżej poznać pierwszego kantora Wielkich Płaszczy, osobę z niezwykle ciętym językiem oraz wielkiego marzyciela - Falcio val Monda. Postać ta stała się moim ulubieńcem już na samym początku książki, uwielbiam jego poczucie humoru i upartość, z jaką dąży do celu. Pomimo tego, że on i jego przyjaciele, Kest i Brasti, posiadają wiele podobnych cech, to właśnie Falcio stał się moim ulubieńcem. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Podejrzewam, że to sprawa jego poczucia humoru, które od razu mi się spodobało.

''(...) - Podczas gdy ty wolałbyś, żeby walczył aż do śmierci?

- Mówisz, że zawsze jest nadzieja. Cóż, zawsze jest nadzieja, póki walczysz.
Król uśmiechnął się.
- Nie, Falcio. Po prostu zawsze jest ktoś jeszcze do zabicia."

Świat stworzony przez pana de Castella jest świetnie przemyślany i dopracowany, a postacie charyzmatyczne i różnorodne. Nigdy w życiu bym nie powiedziała, że czyjś debiut może być na aż tak wysokim poziomie! Słyszałam wiele opinii, że tytuł ten jest bardzo podobny do Trzech Muszkieterów.  Przyznaję się bez bicia, nie czytałam tej książki, dlatego nie mam zamiaru szukać podobieństw. (Chociaż nie będę oszukiwać, moje pierwszej skojarzenie było właśnie związane z książką Aleksandra Dumasa.)
Mogę się przyczepić jedynie do okładki. Jest bardzo ładna, kojarzy mi się z serią gier Dragon Age, lecz jest niezbyt poprawna z treścią książki. Przypuszczam, że miał być na niej Falcio. Co w związku z tym? Falcio walczył rapierem, postać zaś trzyma miecz. Wiem, że to już czepialstwo, jednak to trochę razi mnie w oczy.
Cała seria liczy cztery tomy, jednak na polski została przetłumaczona dopiero pierwsza część. Mam nadzieję, że dalsze części będą na równie wysokim poziomie, co Ostrze Zdrajcy. Insignis, nie zawiedźcie mnie i jak najszybciej tłumaczcie kolejne części!
Jeżeli szukaliście jakiegoś przyjemnego, pełnego akcji fantasy, to właśnie je znaleźliście! Książka wciąga i nie wypuszcza, dopóki się jej nie skończy. Napisana jest niezbyt trudnym językiem, co pozwala pochłonąć ją w całości praktycznie za jednym razem. Tempo jest szybkie, sceny walk dynamiczne, a fabuła świetnie przemyślana. Czego chcieć więcej? To pozycja obowiązkowa dla każdego fana klimatów fantasy!


Miłość w świecie podzielonym na frakcje, czyli ,,Niezgodna"

Miłość w świecie podzielonym na frakcje, czyli ,,Niezgodna"

Wydawnictwo: Amber
Autor: Veronica Roth


Po Niezgodną sięgnęłam głównie ze względu na to, że widziałam ją jakiś czas temu w dość przystępnej cenie, a także słyszałam kilka zachęcających opinii na jej temat.
 Czy czas spędzony z tą książką uważam za zmarnowany? Wydaje mi się, że raczej nie.
Świat podzielony jest na pięć frakcji. Książka opowiada historię Beatrice, dziewczyny pochodzącej z tak zwanego Altruizmu, frakcji, w której najważniejszą cechą jest bezinteresowność i chęć niesienia pomocy innym. Każdy szesnastolatek musi przystąpić do testu predyspozycji, podczas którego dowiaduje się, do jakiej frakcji tak naprawdę pasuje. Osoba będąca połączeniem przynajmniej dwóch dostaje miano Niezgodnej. Jak łatwo przewidzieć, Niezgodną zostaje Beatrice, która podczas ceremonii wyboru postanawia przenieść się do frakcji Nieustraszonych, tych odważnych. Tam zaczyna zupełnie nowe życie, zostawiając w tyle swoją przeszłość. Od tego czasu znana jest już jako Tris. Dziewczyna nie ma również pojęcia, że we frakcji tej pozna miłość swojego życia.

Jestem Niezgodna. I nie można mnie kontrolować.
Moim zdaniem wątek romantyczny był trochę nużący i jakby wepchany na siłę. To wszystko działo się tak szybko, że nie potrafiłam uwierzyć, że taka relacja powstała w przeciągu dosłownie dwóch-trzech
  Wątek romantyczny nie był jedyną rzeczą, która drażniła mnie w tej książce, bowiem nie lubiłam także głównej bohaterki. Była naiwna i nigdy nie potrafiła pojąć, czym są konsekwencje. Zachowywała się wręcz jak rozwydrzone dziecko, które na siłę chciało innym coś udowodnić.
  Plusem tej książki były postacie drugoplanowe. Szczerze mówiąc, praktycznie każdy (z wyjątkiem Tris) był napisany w dość ciekawy sposób. Bardzo polubiłam Cztery, chociaż pod koniec zaczął mnie irytować swoim przesadnym ukazywaniem uczuć. To właśnie postacie poboczne wprowadzały do książki coś ciekawego. Sądzę, że gdyby książka została napisana w narracji trzecioosobowej, zyskałaby u mnie wyższą ocenę. Dlaczego? Ponieważ miałam serdecznie dość wiecznych rozterek głównej bohaterki.    Recenzja jest krótka, tak jak krótka była moja przygoda z tą historią. Skończyłam ją około cztery dni. Nie jest to być może wynik powalający, lecz jak na czytadło wzięte na zieloną szkołę to chyba nieźle, racja?
Niezgodna nie jest książką wybitną, lecz nawet mi się podobała. Jest to typowa książka młodzieżowa, a więc nie należy do przesadnie trudnych (ba, nawet mogę ją uznać za łatwą), jednak łatwo się przy niej odprężyć. No chyba, że Tris zacznie wkurzać was tak, jak mnie, wtedy każdy z jej humorków będzie męczarnią.
 Chcąc nie chcąc, książkę polecam fanom takich opowieści. Jest to książka młodzieżowa, wiec skomplikowanych sytuacji nie można się tutaj spodziewać. Nie zmienia to jednak faktu, że polecam ją każdemu, kto lubi takie klimaty.
Uroki słodko-gorzkiej pierwszej miłości, czyli ,,Chemia naszych serc"

Uroki słodko-gorzkiej pierwszej miłości, czyli ,,Chemia naszych serc"


Wydawnictwo: Dolnośląskie
Autor: Krystal Sutherland


Nie jestem wielką fanką książek młodzieżowych. Wspominałam już o tym w recenzji „Czarnych Jezior”. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do tamtego tytułu, „Chemia naszych serc” bardzo mi się podobała. Nie polubiłam w niej tylko jednej rzeczy - wybranki serca głównego bohatera.
  Henry Page jest zwykłym nastolatkiem, który jeszcze ani razu nie był zakochany. Chłopak zajęty jest bardziej ocenami, a także próbami zostania naczelnym szkolnej gazetki i dostania się na wymarzone studia. Wszystko zmienia się, gdy poznaje Grace Town - nosząca męskie ubrania, niezbyt dbająca o wygląd oraz nazbyt zafascynowaną wszechświatem dziewczynę. Grace od razu wzbudza ciekawość swojego znajomego, który obiecał sobie, że pozna skrywaną przez nią tajemnicę. Z biegiem czasu chłopak zaczyna się zakochiwać. Co ma jednak zrobić Henry, gdy zaczyna dostrzegać w swojej pierwszej miłości femme fatale?
  Główny bohater  i jego przyjaciele zdecydowanie skradli moje serce. Henry to sypiącymi nawiązaniami do popkultury geek, który codziennie przesiaduje w swojej "piwnicy" z, zresztą równie ciekawą, dwójką przyjaciół i gra na PlayStation 4 w Grand Theft Auto 5 lub Mario Kart. Bohaterowie są zdecydowanie najlepszym aspektem książki. Każdy z nich jest unikatowy i na swój sposób interesujący (Australijczyk opowiadający przez cały czas suchary związane ze swoim kontynentem? Proszę bardzo).
Niemniej różnorodne są także postacie drugoplanowe, nawet te pojawiające się jedynie raz w całej książce. Szczerze mówiąc, nie lubiłam w tej gromadzie charakterów jedynie Grace. Na początku wydawała się być najciekawsza i najdziwniejsza ze wszystkich (do końca taka była, no ale potem zaczęło się to robić monotonne), lecz moja pozytywna opinia zaczynało zanikać z biegiem historii. Gdzieś w połowie książki zrozumiałam, że przez cały czas zwyczajnie wykorzystywała Henry'ego. Chłopak starał się zdobyć jej serce, a ona go ciągle ignorowała lub okłamywała. Niefajnie!
  ,,Chemia naszych serc" to typowa, choć momentami zaskakująca i inteligentna, młodzieżówka opowiadająca o problemach słodko-gorzkiej pierwszej miłości. Czyta się ją dość szybko, a sama opowieść powoduje momentami wiele emocji. Niejednokrotnie pojawiał się na mojej twarzy uśmiech spowodowany którymś z żartów serwowanych przez Muza (wspomnianego wcześniej Australijczyka z dość oryginalnym poczuciem humoru). Książka powodowała u mnie również uczucie niechęci do postaci, jaką jest Grace.
Po ten tytuł sięgnijcie, jeśli chcecie poznać oryginalną i pełną zaskakujących momentów historię o tym, że miłość to tylko chemia naszych serc.
Średniowieczne przygody Zbyszka, czyli ,,Krzyżacy"

Średniowieczne przygody Zbyszka, czyli ,,Krzyżacy"


Wydawnictwo: Bellona
Autor: Henryk Sienkiewicz

 Nie będę ukrywała, sięgnęłam po ten tytuł tylko dlatego, że była to moja lektura. Historia przedstawiona w książce była dość długa, a ja sama momentami nie mogłam zmusić się do czytania. Czasami było bardzo ciekawie, a czasami miałam ochotę przy niej zasnąć. Później okazało się, że dość pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się czegoś nudnego i ciągnącego się w nieskończoność, a dostałam dość wciągającą i wiarygodną powieść historyczną.
  Książka opowiada o przygodach Zbyszka z Bogdańca, młodzieńca marzącego o zostaniu rycerzem, który pewnego razu spotyka Danusię, dwórkę królowej Jadwigi. Chłopak zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia. Gdy tylko nadarzyła się do tego okazja, ratuje ją z niewielkich tarapatów, a następnie ślubuje wierność i obiecuje, że przyniesie jej pawie pióra z hełmów Krzyżaków. Staje się wtedy jej rycerzem.
 Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to ciekawi i charyzmatyczni bohaterowie. Każda postać posiadała swój unikalny charakter i ambicje. Zbyszko, Maćko, Danuśka, Jagienka, Hlawa, Jurand, Zygfryd de Löwe - każdy z nich jakoś się wyróżniał. Nawet postacie pojawiające się na dosłownie jeden rozdział miały w sobie ,,to coś". Sienkiewicz stworzył wiele bardzo wiarygodnych i interesujących postaci!

Niedziwowałbym się, choćbyś była głupia, boś od tego niewiasta, ale że rozum masz, to się dziwuję."

Bardzo podobały mi się również relacje między każdym z bohaterów. Wszystko wyglądało dzięki temu na bardzo prawdopodobnie. Aż nie chciało mi się wierzyć, że Zbyszko i jego przyjaciele są jedynie wymysłem bujnej wyobraźni autora. Ba, lecz w książce pojawiają się nie tylko postacie stworzone przez Henryka Sienkiewicza! W Krzyżakach możemy też spotkać na przykład panującego wtedy na polskim tronie Władysława Jagiełłę, czy wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego, Ulricha von Jungingena. Obecność postaci historycznych dodaje całej historii jeszcze więcej realizmu. Jest to również dość przyjemny sposób na naukę podstawowych informacji na temat Wielkiej wojny z zakonem krzyżackim. A taka wiedza przyda się nie tylko na polskim!
 Autor idealnie przedstawił też klimat tamtych czasów. Pełno archaizmów oraz opisów zwyczajów panujących w średniowieczu dodało powieści jeszcze więcej "tego czegoś". A tego, jak zauważyłam, często w dzisiejszych tytułach brakuje. Książka również dopracowana pod każdym względem. Nawet nie chcę myśleć, ile czasu zajęło Henrykowi Sienkiewiczowi zebranie tych wszystkich informacji na temat średniowiecza.
  Niejednokrotnie Krzyżacy kojarzyli mi się z opowieścią fantasy. w której brakowało jedynie czarów i magicznych stworzeń. Zapewne mam tak przez serię Wiedźmin Andrzeja Sapkowskiego. One również były osadzone w dość odległych, podobnych do Krzyżackich, czasach. Pisane były także podobnym (choć, nie oszukujmy się, nie aż tak archaicznym) językiem.
  Cóż, mogę zostać uznana za nietypowy rodzaj ucznia, ponieważ Krzyżaków uważam za bardzo dobrą książkę pod względem wiedzy historycznej, jak i ciekawej fabuły. Na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę, kto wie, może za jakiś czas zrozumiem z tej książki więcej?
  Warto jest zmęczyć ten początek, bowiem kilka rozdziałów później poznać może epicką, zapierającą dech w piersiach przygodę o młodym Zbyszku z Bogdańca!

Zmagania z chorobą, czyli ,,Czarne jeziora"

Zmagania z chorobą, czyli ,,Czarne jeziora"


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Autor: Dorota Suwalska

Co do tej książki mam dość mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiam autorkę za poruszenie tematu tak trudnego jak HIV, a z drugiej strony czułam pewne znudzenie po skończonej lekturze... Będę szczera - zachęciła mnie głównie ciekawa okładka i dość oryginalny tytuł. Książkę wypożyczyłam tak o,  bo po prostu nie miałam co czytać w czasie wolnego od szkoły. Z początku byłam dość sceptycznie nastawiona, ze względu na gatunek (hoho, kolejna młodzieżówka o nudnych problemach nastolatków, ale czadowo!) jednak z czasem zaczęłam się do niego przekonywać. Zwłaszcza, że nawet nie zdawałam sobie sprawy z tematu, który został poruszony przez autorkę.

Książka Czarne jeziora opowiada o uzdolnionej literacko Magdzie, która w prowadzonym przez siebie dzienniku opowiada o wszystkich swoich problemach. Jej sytuacja rodzinna robi się coraz bardziej napięta, a spokój odnajduje wyłącznie na spotkaniach Klubu Literackiego, które prowadzone są przez jej ulubionego pisarza - Marcina Dregera. Nie jest to jednak koniec problemów, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze skrywana przez wiele lat prawda. Jaka prawda, zapytacie? W sumie to nie jest jakaś wielka tajemnica - czytając opis znajdujący się na okładce można znaleźć informację o tym, że główna bohaterka choruje na HIV (co nie zmienia faktu, że ja sama nie czytałam tego opisu. Czy to źle? Nie wiem). O dziwo, choroba nie jest w życiu Magdy największym zmartwieniem. Owszem, często dziwiła się, dlaczego matka jest tak bardzo przewrażliwiona na punkcie jej zdrowia, lecz nigdy nie łączyła tego z czymś więcej. Dziewczyna bardziej przejmuje się pogarszającymi kontaktami z rodziną i przyjaciółką, a także nietypowymi problemami sercowymi.
  Nie będę nikogo oszukiwać, twierdząc, że dziennik potrafi być niezwykle nużący. Sama w niektórych momentach musiałam zmuszać się do czytania. Nudziłam się głównie przez to, iż Magda potrafiła opisywać niektóre sytuacje aż nazbyt dokładnie. Czasami było to ciekawe, a czasami modliłam się, by rozdział był jak najkrótszy. Na szczęście książkę udało mi się skończyć w około tydzień.
 Pomimo wszystko - tytuł jest bardzo dojrzały, a ja sama dowiedziałam się dość wielu rzeczy na temat HIV. Jest to zdecydowanie wielki plus dla pani Doroty Suwalskiej, gdyż potrafiła połączyć ciekawą powieść młodzieżową z tak trudnym, wręcz uważanym za tabu, tematem. Książka pokazuje również młodym to, że z tą chorobą można żyć i nie jest to powód do wstydu. Mam także nadzieję, że pomimo mojej, momentami, niezbyt pozytywnej opinii więcej młodych osób sięgnie po ten tytuł. Bo to nie jest książka zła, po prostu jest trudna dla osób, które nigdy nie miały styczności z tym tematem.

Moje 5 ulubionych lektur z podstawówki

Moje 5 ulubionych lektur z podstawówki



Nie oszukujmy się - mało komu chce czytać się lektury szkolne. Są jednak takie, które potrafią przyciągnąć do siebie nawet największych przeciwników książek. Zachęcić potrafią między innymi kolorowymi i ciekawymi okładkami, czy też po prostu opisem znajdującym się na nich. W tym poście mam zamiar przedstawić wam kilka tytułów, które - pomimo tego, że były obowiązkowymi lekturami szkolnymi - niemiłosiernie mnie wciągnęły. Warto również dodać, że czytałam każdą lekturę, jaką mieliśmy zadaną (no... prawie każdą).




5. Mark Twain - Przygody Tomka Sawyera, wydawnictwo IBIS.


Odkąd tylko dostałam tę książkę jako nagrodę w trzeciej klasie, sądziłam, że nigdy się za nią nie zabiorę. Wielokrotnie słyszałam pozytywne opinie o tej książce, lecz wcześniej strasznie mnie to denerwowało. Uparcie trwałam w tym, że tej książki nie przeczytam. Chcąc nie chcąc, została moją lekturą i dopiero wtedy postanowiłam wyciągnąć ją z szafki. Przygody Tomka Sawyera nie były być może uwielbiane przez moją klasę, jednak ja uważam, że jest to jedna z lepszych lektur, jakie miałam w podstawówce. Była ciekawa i zabawna (a przynajmniej tak ją zapamiętałam.) Muszę przyznać innym rację -  naprawdę warto było się przełamać i zabrać w za czytanie.

4Roman Pisarski - O psie, który jeździł koleją, wydawnictwo Sara


Pamiętam, że była to jedyna lektura, przy której naprawdę chciało mi się płakać, chociaż nie pamiętam nawet, czy naprawdę się rozpłakałam. Krótko mówiąc - zakończenie mnie strasznie zasmuciło i nigdy nie spodziewałam się, że historia bohaterskiego psa może się w taki sposób zakończyć (no ale hej, byłam jedynie dzieckiem!)
Książkę wspominam bardzo dobrze, zwłaszcza, że w tamtym czasie uwielbiałam słuchać i czytać o historiach i przygodach zwierzątek (zwłaszcza psów). Nic nie zmieni jednak tego ogromnego rozczarowania i smutku towarzyszącego mi, gdy tylko skończyłam czytać. Teraz, po tylu latach, przygody psa jeżdżącego koleją kojarzą mi się z historią psa Hachiko. Czy to źle? Ależ oczywiście, że nie! Przygoda Hachiko wzrusza w tym samym stopniu, co przygoda Lampo. Uważam także, że książkę Romana Pisarskiego warto jest przeczytać - nieważne w jakim wieku się jest. 

3. Kornel Makuszyński - Szatan z siódmej klasy, wydawnictwo Nasza Księgarnia


Będę szczera - do przeczytania książki zachęciła mnie głównie okładka, a sama opowieść nie wydawała mi się zbytnio ciekawa. Ba, na początku wręcz mnie nudziła (normalka, mam tak z prawie każdą lekturą). Poczułam wtedy lekkie rozczarowanie, gdyż po tak ciekawej i młodzieżowej okładce spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Wielką fanką kryminałów być może wtedy nie byłam, jednak w fabułę stopniowo zaczynałam się wciągać. Główny bohater od razu przypadł mi do gustu swoim sprytem, i inteligencją, a historia zaczynała się - na szczęście - rozwijać. Książka spodobała mi się (niestety dopiero pod koniec) tak bardzo, że potem nawet napisałam opowiadanie o zupełnie nowej przygodzie Adasia (ah te zadania domowe dla chętnych w szóstej klasie). Byłam jedną z nielicznych osób, które ,,Szatana" wspominają dosyć dobrze. A szkoda - historia była naprawdę ciekawa i przemyślana.

2. C.S Lewis - Lew, czarownica i stara szafa, wydawnictwo Media Rodzina


Oh, Narnia. Pamiętam swoją żałosną próbę przeczytania całego cyklu, kończąc jedynie na ,,Podróży Wędrowca do Świtu". Zachęciła mnie do tej próby właśnie ta książka - pierwsza część. Będę musiała zabrać się za Narnię jeszcze raz, bo to chyba właśnie wtedy, po skończeniu lektury, zaczęłam coraz bardziej lubić gatunek fantasy.
Postacią, która najbardziej przypadła mi do gustu był Aslan -stworzyciel całej krainy. Wydaje mi się, że Narnia to była jedna z niewielu lektur, które wciągnęły mnie od samego początku i które przeczytałam w dość krótkim czasie. Była to zdecydowanie najciekawsza książka, kojarząca mi się z podstawówką, a po kilku latach wciąż bardzo dobrze ją wspominam (i wspominać jeszcze długo będę). Jest to typ powieści, który przyciąga do siebie nie tylko fanów fantastyki, a także za każdym przeczytaniem jest równie dobry.


1. Irena Jurgielewiczowa - Ten Obcy, wydawnictwo Nasza Księgarnia

Jest to zdecydowanie moja ulubiona lektura z podstawówki. Od razu pokochałam wszystkich bohaterów (nie oszukujmy się, zwłaszcza Zenka) i historię przedstawioną w książce. Bardzo podobała mi się również przepiękna okładka, która od razu zachęciła mnie do sięgnięcia po ten tytuł. W mojej klasie było pełno osób, które przeczytały w swojej "karierze" jedynie jedną lekturę - właśnie Tego obcego (potem nawet założyliśmy fanklub Zenka, o mój Boże). Na pewno jeszcze kiedyś po nią sięgnę, głównie ze względu na moje wspomnienia i opinię na jej temat. Bardzo podobały mi się perypetie piątki przyjaciół, a także wątek romantyczny wpleciony w ich przygody. Nie była to długa książka, a czytanie nie zajęło mi być może dużo czasu, jednak ogromnym plusem jest to, że wciąga i potrafi wywołać wiele emocji (przynajmniej ja tak miałam - szczególnie przy zakończeniu). Tego obcego polecam każdemu, kto lubi proste historie, bo książka Ireny Jurgielewiczowej właśnie taka jest - lekka, przyjemna i wciągająca.

Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger