James Bond klasy B, czyli ,,Czerwony Parasol"

James Bond klasy B, czyli ,,Czerwony Parasol"

 
Nigdy nie byłam wielką fanką kryminałów i thrillerów, jednak pewnego dnia postanowiłam dać im szansę. Sięgnęłam po Czerwony Parasol z myślą, że może w końcu przekonam się do tych gatunków i przy okazji poznam jakąś ciekawą historię... No cóż, romansu w tym tytule się w ogóle nie spodziewałam.

    Siedemnastoletnia Tatiana wraca z treningu gimnastyki, jednak nie zdaje sobie sprawy, że już niedługo jej życie diametralnie się zmieni. W domu znajduje brutalnie zamordowanych rodziców i siostrę, jednak nie załamuje się i działa instynktownie. Odczytuje zaszyfrowaną wiadomość od ojca
i z domowej skrytki wyciąga ampułki i pendrive'a. Co robi potem? Ucieka z domu, nie informując nawet policji o całym zajściu. Jest zdana na siebie, jednak po jakimś czasie spotyka na swojej drodze organizację zwaną Czerwonym Parasolem. Nie ma innego wyboru, musi im zaufać.
   Czerwony Parasol z początku był książką bardzo dobrą. Wartka i ciekawa akcja wręcz nie pozwalały odłożyć książki na bok. Wszystko było świetnie do momentu pojawienia się pewnego Igora. Wtedy tempo zwolniło, a na pierwszy plan wszedł wątek romansu, który (nie ukrywam) z początku nawet przypadł mi do gustu. Po wielu, wielu stronach miałam go jednak serdecznie dość... Ciągłe Kocie i Księżniczko w końcu zaczęło drażnić. Gdzie w tym wszystkim podział się thriller, na który tak bardzo liczyłam? Na szczęście po jakimś czasie wrócił i wszystko znowu zaczęło być dobre.

"Ten ktoś ci pomoże. Musisz tylko zapamiętać dwa wyrazy: ,,czerwony parasol". Powtórz!"

 Bohaterowie byli w porządku, choć odrobinę przerysowani. Tatiana była wszechstronnie utalentowana i oczywiście umiała posługiwać się bronią, miała nieziemski refleks, skakała ze spadochronem... ah, długo by wymieniać. Często bywało też, jak dla mnie, odrobinę zbyt wulgarnie. Szczególnie na początku książki. Nic do tego nie mam jeśli jest to w jakiś sposób powiązane z fabułą lub charakterem bohatera, no ale Wiktor Mrok momentami przesadzał. No ale jeśli komuś przekleństwa nie przeszkadzają to pewnie nawet nie zwróci na to uwagi. Podobało mi się za to poczucie humoru niektórych bohaterów i ich teksty. Uwielbiam rozluźnianie atmosfery w ten sposób, dlatego była to dla mnie swego rodzaju rekompensata.
    Historia oparta jest na faktach, dlatego momentami daje do myślenia. Takie rzeczy dzieją się naprawdę i to potrafi przerazić... Autor ma u mnie duży plus za  odwagę, gdyż poruszył dość kontrowersyjny temat o służbach specjalnych i ich działaniach. Warto też wspomnieć, iż Czerwony Parasol jest debiutancką powieścią Wiktora Mroka. Szczerze mówiąc, nawet tego nie dostrzegłam. Owszem, są pewne widoczne niedociągnięcia, jednak muszę przyznać, że jak na pierwszą książkę to stoi na dosyć wysokim poziomie. A może to przez to, że jestem laikiem w tych tematach?

Reasumując, Czerwony Parasol to interesujący i trzymający w napięciu thriller, który po prostu w pewnym momencie na chwilę zgubił swój pierwotny gatunek na rzecz (dość słabego zresztą) romansu. Polecam ten tytuł fanom literatury sensacyjnej i klimatów rodem z filmów o Jamesie Bondzie, na pewno się im spodoba! A ja, kto wie, może jeszcze sięgnę po inny tytuł tego autora?


Wydanictwo: Initium
Autor: Wiktor Mrok
Ilość stron: 592
Cena okładkowa: 42,90 zł

Młody król i Mroczna Pani, czyli „World of Warcraft: Cisza przed burzą”

Młody król i Mroczna Pani, czyli „World of Warcraft: Cisza przed burzą”


Lata mijają, a World of Warcraft wciąż nie traci swojej, nie oszukujmy się, ogromnej popularności. Niedługo na rynku pojawi się Battle for Azeroth, zupełnie nowy, duży dodatek do gry. Z tej właśnie okazji pojawiła się Cisza przed burzą  książka, mająca za zadanie wypełnić lukę fabularną między dodatkami, Legionem i wspomnianym przed chwilą Battle for Azeroth. Zresztą, nie jest to pierwszy raz, gdy Blizzard w ten sposób przedstawia graczom historię Wowa. I bardzo dobrze, gdyż jest to uniwersum niezwykle ciekawe i rozbudowane. W sumie Cisza przed burzą była moim pierwszym, lecz na pewno nie ostatnim, spotkaniem z tym fantastycznym światem.

  Horda i Przymierze razem pokonały Płonący Legion, jednak wciąż nie oznacza to pokoju. Wręcz przeciwnie, rana zadana ciosem miecza Sargerasa osłabiła Azeroth. Na powierzchnię wypływa tajemnicza substancja zwana azerytem. Może ona leczyć rany i przywrócić to, co zniszczone, lecz w niewłaściwych rękach staje się wielkim zagrożeniem dla świata i śmiertelną bronią. Każdy chciałby ją posiadać, lecz nie każdy do czynienia dobra.
 Wydarzenia opisane są z perspektywy Anduina Wrynna, młodego króla Przymierza, który próbuje pogodzić się ze śmiercią ojca, a także Sylwany Bieżywiatr, wodza Hordy. Chcąc nie chcąc, ta pierwsza jakoś bardziej przypadła mi do gustu. Przeżycia władcy Wichrogrodu były też dominującym wątkiem w książce i to na tej postaci najbardziej skupiła się autorka. No cóż, niestety miłośnicy Hordy mogą poczuć się  odrobinę zaniedbani.

We wszystkim, co ci się przydarzyło, zawarty jest dar.

Historia opowiedziana jest w sposób lekki i interesujący. Wręcz nie mogłam odłożyć książki!
Christie Golden świetnie opisała intrygi Sylwany oraz politykę prowadzoną przez młodego króla. Nic dziwnego, przecież dla niej Azeroth jest drugim domem!
 Bohaterowie są prawdziwi, a ich motywacje są, w większym lub mniejszym stopniu, zrozumiałe. Starali się pogodzić ze stratą tak bliskich dla siebie osób. To właśnie strata i nadzieja grają ogromną rolę w Ciszy przed burzą. Scena, w której Anduin żegna się ze swoim starym przyjacielem... wzruszająca.
W pewnym momencie fabuły pojawili się Porzuceni, nieumarli mieszkający w Podmieście. Własnie w nich Anduin zauważa coś, co mogłoby sprowokować do pokoju między Hordą i Przymierzem, jednak wszystko zależy od Sylwany. A ona jest nieprzewidywalna i zdolna do poświęceń dla dobra swoich poddanych.
Napięcie w książce coraz bardziej rosło, by w końcu doszło do niespodziewanego i pełnego emocji finału... A reszty dowiemy się dopiero w grze!

Dla kogoś, kto nie miał wcześniej styczności z uniwersum World of Warcraft, (tak jak ja) książka może się na początku wydać trochę skomplikowana, jednak po jakimś czasie zaczyna się wszystko rozjaśniać i czytanie Ciszy przed burzą staje się przyjemnością. Jest to bowiem kawał dobrego fantasy! Polecam każdemu, zwłaszcza fanom Warcrafta. Dla nich ta lektura jest obowiązkowa.


Wydanictwo: Insignis
Autor: Christie Golden
Ilość stron: 405
Cena okładkowa: 39,99 zł
Data premiery: 18.07.2018

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Będę grał w grę... czyli ,,Droga Szamana. Etap 1: Początek"

Będę grał w grę... czyli ,,Droga Szamana. Etap 1: Początek"



Bardzo lubię gry komputerowe i książki, jednak jeszcze nigdy nie słyszałam o LitRPG. Jest to zupełnie nowy, dopiero raczkujący podgatunek sci-fi i fantasy, który do zwyczajnej narracji wprowadza elementy znane z gier komputerowych. Zważając na to, że Droga Szamana łączy moje dwie ulubione formy rozrywki, postanowiłam dać jej szansę. No cóż... było to dość ciekawe doświadczenie.

  Ludzkość została podzielona na żyjących w prawdziwym, choć o wiele biedniejszym, świecie, a także osoby zalogowane w Barlionie, pełnej potworów i przygód krainie. Gracze podłączeni są do kapsuł podtrzymujących życie, pozwalających również na przebywanie w grze całymi miesiącami, bez konieczności powrotu do szarej i przygnębiającej rzeczywistości. Brzmi kusząco? Jest druga też strona medalu. Za przestępstwa trafia się do wirtualnego więzienia, a tam już nie jest tak kolorowo. Filtry doznań są włączone, a co za tym idzie, ból i wysiłek jest odczuwany naprawdę. Więźniowie, ci szczególnie niebezpieczni, muszą przez wiele godzin harować w kopalniach, by utrzymać resztę społeczeństwa. Jednym z takich przestępców jest Dimitrij Machan, haker, a w Barlionie szaman. Chłopak musi spędzić osiem lat ciągłej pracy, grając jedną z najsłabszych postaci. Wszystko się zmienia, gdy dostrzega ukryty potencjał swojej, na pozór słabej, klasy.
  Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy podczas czytania były przeplatające się z tradycyjną narracją komunikaty zapisane w sposób typowy dla gier komputerowych, a także slang używany powszechnie wśród graczy. Z początku wydawało mi się to dziwne, lecz po pewnym czasie do tego przywykłam. W końcu przecież o to chodzi w LitRPG!

Twoja reputacja wśród strażników Kopalni ,,Pryka" wzrosła o 10 punktów. Bieżący poziom: Neutralny.
Osobom niezwiązanym z grami ta książka może wydać się nudna, trudna lub po prostu nieciekawa. Przed lekturą warto się zapoznać z podstawowymi "growymi" pojęciami. To powinno bardzo ułatwić czytanie i rozumienie Drogi Szamana. Nie zmienia to jednak faktu, że Wasilij Machanienko i tak starał się przybliżać niektóre z nich, by prędzej czy później każdy czerpał taka samą frajdę z czytania.
   Fabuła jest ciekawa, choć momentami odrobinę monotonna. Szczególnie sceny walk, które po jakimś czasie stały się dość powtarzalne i przewidywalne, choć widać było, że autor bardzo starał się to uratować. Chcąc nie chcąc, historia opowiedziana jest w sposób interesujący i łamiący wszelkie schematy. Coś czuję, że gatunek ten za jakiś czas wejdzie na stałe do popkultury! Mam nadzieję, ponieważ czyta się to szybko i bardzo dobrze. Zresztą, Droga Szamana się jeszcze nie kończy! Autor przygotował kilka części przygód szamana Machana, dlatego już niedługo powinny one ujrzeć światło dzienne również na polskim rynku.
  Reasumując, tytuł ten należy do nietuzinkowych. Ma ciekawą fabułę, należy do interesującego, dość nowego gatunku i ma wiele do zaoferowania. Droga Szamana to powiew świeżości wśród książek dla graczy, łączy Ready Player One z World of Warcraft i dodaje jeszcze wiele od siebie! Każdy gracz, szczególnie fan RPG, powinien po ten tytuł sięgnąć. Jest niekonwencjonalny, zabawny i pełen epickich, zapierających dech w piesiach przygód i stworów. Czego chcieć więcej?



Wydawnictwo: Insignis
Autor: Wasilij Machanienko
Ilość stron: 336
Cena okładkowa: 34,99zł

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Rollercoaster absurdu, czyli ,,Rok w poziomce"

Rollercoaster absurdu, czyli ,,Rok w poziomce"


Wydawnictwo:
Znak
Autor: Katarzyna Michalak

Zacznę od tego, że nawet nie wiem, co mogłabym o tej książce napisać. Z jednej strony uwielbiam ją za jej głupotę, z drugiej zaś za to nienawidzę. Ona jest tak absurdalna, że po prostu nie potrafię wziąć tego wszystkiego na poważnie.

   Ewa ma jedno marzenie - mały biały domek pod lasem, nad rzeczką. Książę z bajki i wielka, pełna dzieci i zwierząt, rodzina również by się przydali. Kobiety niestety nie stać na spełnienie swego marzenia i właśnie dlatego postanawia zwrócić się o pomoc do swoich przyjaciół. Ci niestety nie mają zamiaru wspomagać jej finansowo i zostawiają samą z problemem. Dopiero Andrzej będący, o zgrozo, niezwykle bogatym i przystojnym mężczyzną, a zarazem dawną miłością głównej bohaterki, lituje się nad nią i pożycza pieniądze na kredyt. Stawia jednak pewien warunek - dziewczyna ma trzy miesiące na znalezienie bestsellera dla założonego przez nich wydawnictwa. Jedynie z pozoru wydaje się to być proste zadanie...
   Historia jest nieskomplikowana i pełna zbiegów okoliczności, momentami zupełnie nierealnych i nazbyt przewidywalnych. Czasami wręcz po jednym zdaniu można odgadnąć, co stanie się za kilka stron.
 Bohaterowie są bardzo infantylni i płascy, a wśród nich rządzi protagonistka, wiecznie pechowa marzycielka Ewa. Jest ona chodzącym nieszczęściem, któremu w życiu nic się nigdy nie układa, jednak i tak stara się za wszelką cenę spełnić swoje marzenie. Niektóre jej pomysły były tak niezwykle irracjonalne i durne, że aż momentami miałam ochotę, zamknąć książkę i do niej nie wracać. Autorka stworzyła jednak coś tak głupiego, że sięgałam ponownie po Rok w Poziomce z czystej ciekawości, by po to, by zobaczyć, co tej Ewie znowu przyjdzie do głowy.

Czas i brak nadziei wyleczą z każdej miłości

  Moją ulubioną postacią była tajemnicza i nieprzewidywalna ,,Ta Michalak". Nazwisko znajome? Katarzyna Michalak dodała samą siebie do książki jako ktoś, kto pcha fabułę do przodu i naprowadza bohaterów na właściwy tor. Pojawia się niespodziewanie, by coś komuś dać lub powiedzieć i znika. Po prostu.  Gdy ktoś się jej posłucha, jego życie diametralnie się zmienia. Zbieg okoliczności, powiecie? Ależ skąd! Interwencja ,,Tej Michalak"! Pojawia się nawet w snach (a może koszmarach?) głównej bohaterki jako prorok i siła nieczysta. Szaleństwo!
  Rok w poziomce nie jest ani ambitny, ani jakoś wybitnie napisany. Nie jest to również książka zła, ba, czyta się ją szybko i jak na literaturę kobiecą jest dość przyjemna. Czasami można się uśmiechnąć lub zaśmiać z któregoś z pomysłów protagonistki. Jest to taki typowy zapychacz wolnego czasu. Jeżeli nie bierze się tego tytułu na poważnie i nie ma się co do niego jakichkolwiek wymagań i oczekiwań, można się przy nim dobrze bawić. Mnie osobiście bardzo się podobała i na pewno sięgnę po jeszcze jakąś książkę od ,,Tej Michalak".
Sportowe rozczarowanie, czyli ,,The Foxhole Court"

Sportowe rozczarowanie, czyli ,,The Foxhole Court"


Wydawnictwo: Niezwykłe
Autor: Nora Sakavic

O Foxhole Court słyszałam dość sporo, głównie dzięki Tumblerze i Pintereście. W internecie jest ogrom fan artów, fanfików i filmików związanych z tym właśnie tytułem, dlatego też byłam bardzo uradowana, dowiadując się, że Wydawnictwo Niezwykłe postanowiło zabrać się za jej tłumaczenie. Niestety cały zapał zniknął, gdy tylko zaczęłam czytać. Nie tego się spodziewałam.

Książka opowiada o Neilu Jostenie, osiemnastolatku, zapalonym graczu Exy, który podpisał kontrakt z drużyną Uniwersytetu Stanowego Palmetto. Jest również synem groźnego przestępcy znanego pod pseudonimem Rzeźnik. Chłopak za wszelką cenę stara się ukryć ten fakt, jednak dołączenie do Lisów mu w tym ani trochę nie pomaga. Drużyna jest bowiem niezwykle znana i rozpoznawalna, a to właśnie od tego niepotrzebnego rozgłosu stara się uciec Neil. Wie, że gdy tylko jego tajemnica wyjdzie na jaw, będzie martwy. U Lisów spotyka osobę z przeszłości, która również coś ukrywa.

Powiem prosto z mostu - książka nie przypadła mi do gustu. Przerwałam ją gdzieś w połowie i nie potrafiłam zabrać się za nią ponownie. Zdążyłam jednak sobie wyrobić o niej jakieś zdanie.
Bohaterowie byli w porządku. Każdy posiada inny charakter, przez co drużyna jest niezwykle szalona i interesująca. Teraz nie dziwię się, dlaczego stworzono z nimi aż tyle fanowskiej twórczości.
Wielkim plusem jest również to, że autorka sama stworzyła sport, który jest motywem przewodnim tego tytułu. Exy to połączenie lacrosse i hokeja, dlatego sądzę, że dyscyplina ta byłaby dość ciekawa do oglądania. Nora Sakavic stworzyła wiele dokładnych opisów rozgrywki, dlatego odwzorowanie tego sportu w prawdziwym życiu nie powinno być dla fanów problemem.

Z fabułą było trochę gorzej. Moim zdaniem jest trochę drętwa i pogmatwana. Nie zaciekawiła mnie.
 Foxhole Court jest częścią trylogii All for the game, dlatego już na pierwszy rzut oka można założyć, że spora część tajemnic zostanie rozwiązana dopiero w kolejnych, podobno lepszych, książkach.

 Jest to typowa młodzieżówka, która stara się poruszać dojrzalsze tematy, niestety jednak się nie polubiłyśmy. Na pozór ciekawa, lecz w ogóle nie potrafiłam się za nią zabrać i w dodatku mnie nudziła. Owszem, miała wiele pozytywów, jednak dla mnie była... średnia. Po prostu. Raczej nie sięgnę po kontynuacje, chociaż mam nadzieję, że może kiedyś do niej powrócę i zmienię zdanie. 
Melancholijna walka o przetrwanie, czyli ,,Piter. Wojna".

Melancholijna walka o przetrwanie, czyli ,,Piter. Wojna".


Wydawnictwo: Insignis
Autor: Szymun Wroczek
Uniwersum: Metro 2035

  Książka ta jest pierwszym tytułem z zupełnie nowego uniwersum, jakim jest Uniwersum Metro 2035. W odróżnieniu od poprzedniego, (przynajmniej w teorii) w tej serii zaczyna robić się o wiele brutalniej i poważniej. Jest to kontynuacja Pitera, wydanego w 2011 roku, którego niestety nie miałam okazji przeczytać. Po lekturze Piter. Wojna zrozumiałam, że będę musiała ten tytuł jak najszybciej nadrobić.   

  Wojna z Weganami ciągle trwa i zbiera przerażające żniwo. Wszędzie jest mrok, śmierć i strach, a w  samym środku tego wszystkiego jest skinhead z ciętym językiem, Uber, którego grupa diggerów znajduje na powierzchni Petersburga. Mężczyzna, choć w opłakanym stanie, powoli zaczyna wracać do zdrowia. To właśnie od tego momentu zaczyna się jego przygoda. W tym samym czasie opowiadane są historie z perspektywy innych grup, by w końcu doszło do momentu, w których niektóre z nich się łączą. I tak oto do skinheada-romantyka dołącza Gerda i Komar, Tadżyk i ,,car Powstania" Achmed. Równolegle z przygodami grupy Ubera, prowadzony jest wątek Artema, szesnastoletniego chłopaka, który dołącza do cyrku. Z początku myślałam, że chodzi o głównego bohatera Metro 2033, ponieważ oboje mają podobny charakter, jednak szybko zrozumiałam, że byłam w błędzie.
 Przyznam, że z początku bardziej interesował mnie wątek cyrkowców, aniżeli Ubera, lecz z biegiem czasu zmieniłam zdanie. Uważam, że obie historie mają w sobie tyle samo uroku i są w takim samym stopniu ciekawe.

Z Uberem tak zawsze - palnie coś niemądrego, a na idiotę wychodzisz ty.

  Bohaterowie to zdecydowanie jeden z wielu pozytywów tego tytułu. Są prawdziwi, ciekawi, a także świetnie napisani. W dodatku widać, że bohaterowie do czegoś dążą i mają nadzieję, że ludzie w końcu wyjdą z metra i zaczną prowadzić normalne życie. A taka ambicja u postaci to kolejna różnica między uniwersami.
 Najciekawszy jest chyba Uber, który cały czas rozluźniał atmosferę swoim niekonwencjonalnym poczuciem humoru i tekstami. Bardzo lubię postacie tego typu i zapewne dlatego tak bardzo przypadł mi do gustu. W dodatku jego żarty zawsze wywoływały na mojej twarzy uśmiech.
  Kolejny plus to klimat. Mroczny i pełen niebezpiecznych bestii Petersburg Szymuna Wroczka potrafi niejednokrotnie zjeżyć włos na karku. Autor połączył go jednak z melancholijnością i romantyzmem Ubera. Dzięki temu Piter. Wojna wyróżnia się spośród innych postapokaliptycznych. tytułów, w których króluje brutalność i ciągła walka. Owszem, w Piterze też było wiele takich scen, jednak nie na nich była zbudowana fabuła. Tutaj ważniejsze były wewnętrzne przeżycia bohaterów i ich szalona podróż przez to jakże puste miasto.
  Nie brakowało również epickich i spektakularnych scen walk z mutantami i Weganami. Choć można było odnieść wrażenie, że bohaterowie mają aż zbyt wiele szczęścia, potrafiąc przeżyć tyle starć bez zbyt wielkich strat, ja nie zwracałam na to zbyt wielkiej uwagi. Lubię, kiedy w książce dużo się dzieje i mnie takie akcje pasowały.


– Nie wiesz, kurna, z kim zadarłeś! Ze skinami zadarłeś! Rozumiesz?
 
  Mam nadzieję, że szykuje się kontynuacja. Książka, choć ma 600 stron, urywa się tak jakby w połowie... Może to zapowiedź kolejnej części? Oby tak było. Szymun Wroczek stworzył serię godną oryginalnej, tej stworzonej przez Głuchowskiego. Jest mrocznie, jest dużo akcji i są ciekawi bohaterowie. Czego chcieć więcej?
  Piter. Wojna to tytuł stworzony dla fanów klimatów postapokalipstycznych i ogólnie serii Metro 2033. Jest to zarazem świetny początek zupełnie nowego, dojrzalszego uniwersum. Zdecydowanie polecam.




Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis.

Zwariowany świat muzyków, czyli ,,Classicaloid" (sezon 1)

Zwariowany świat muzyków, czyli ,,Classicaloid" (sezon 1)




Długość: 25x24min
Rok premiery: 2016, zakończone w 2017

Chociaż nie jestem wielką fanką anime, to od czasu do czasu lubię obejrzeć coś z tego gatunku. Do sięgnięcia po Classicaloid zachęciła mnie moja wycieczka do Wiednia, cudownego miasta, z którego pochodzi wielu wspaniałych kompozytorów. Choć tytuł ten nie jest zbytnio znany, postanowiłam obejrzeć jeden, góra dwa odcinki... skończyło się tym, że zobaczyłam wszystkie odcinki pierwszego sezonu i mam zamiar zabrać się za drugi.

   Anime opowiada o dwójce znajomych, bardzo dojrzałej Kanae i starającym się zdobyć sławę Sousuke. Pewnego dnia w rezydencji należącej do babci dziewczyny, spotykają współczesne wersje Ludwiga van Beethovena i Wolfganga Amadeusza Mozarta, posiadające ogromną moc zwaną Musik. Dzięki tej umiejętności potrafią zmieniać rzeczywistość i tworzyć zadziwiające i nierealne sytuacje. Wraz z ich przybyciem zaczynają dziać się przedziwne rzeczy.
 Beethoven i Mozart to jedynie dwójka z ósemki tytułowych Classicaloidów, lecz z biegiem czasu główni bohaterowie poznają również takie sławy jak: Fryderyk Chopin, Ferenc Liszt, Franz Schubert, Piotr Czajkowski i Tekla Bądzarzewska. Jest również Jan Sebastian Bach, który, nie wiedzieć czemu, odgrywa tutaj rolę swego rodzaju antagonisty.
O fabule trudno jest mi cokolwiek powiedzieć, ponieważ praktycznie każdy odcinek jest odrębną historią. Owszem, niejednokrotnie pojawiają się nawiązania do poprzednich epizodów, jednak służą one w głównej mierze jako przypomnienie danej sytuacji i nie wnoszą niczego nowego do fabuły.


  Strona audiowizualna jest w porządku. Nie stoi na zbyt wysokim poziomie, ani nie rzuca na kolana, ale powoduje, że Classicaloid ogląda się przyjemnie. Miła dla oka animacja, w której królują intensywne i wyraziste (lecz nie rażące) kolory to zdecydowany plus tego tytułu. Niestety pod względem muzyki jest już trochę gorzej. Wielkim minusem jest zamiana klasycznych utworów w popowe (a może jednak jpopowe?) piosenki. Być może nie narzekałabym aż tak, gdyby nie to, że w niektórych z nich ginie oryginalne brzmienie. Jest sporo teorii, że zabieg ten został wprowadzony, by pokazać, że to już nie są ci sami kompozytorzy, a ich współczesne wersje, lecz do mnie ta teoria niezbyt przemówiła. Może dlatego, że praktycznie żadna z piosenek nie przypadła mi do gustu? Już wolałabym pozostawienie oryginalnych utworów, przynajmniej wprowadzałoby to jakiś klimat.

Dlaczego Liszt i Czajkowski zostali zamienieni w kobiety? Dlaczego Mozart ma długie różowe włosy, a Chopin myśli tylko o grach? Postacie miały ogromny potencjał, jednak zostały stworzone dość schematycznie, a niektóre na dłuższą metę były wręcz irytujące (szczególnie Mozart). Chociaż polubiłam każdego z bohaterów, to i tak sądzę, że ich charaktery są jedną z głównych wad Classicaloid. Niemiłosiernie denerwowało mnie, że postacie prawie nigdy się nie zmieniały, a polubienie ich w jednym odcinku skutkowało zawodem w następnym. Choć na pierwszy rzut oka każdy posiadał określony zestaw cech, to w trakcie epizodu mógł się diametralnie zmienić... by w kolejnym nawet nic po tym zabiegu nie zostało. Istny rollercoaster!





    Lubię absurdalny i głupi humor, a w Classicaloid był on na każdym kroku i na dość wysokim, przynajmniej dla mnie, poziomie. Przerysowane charaktery bohaterów świetnie sprawdziły się w roli komediowej. Gagi były zabawne, jednak często potrafiły zniszczyć poważną i emocjonującą scenę. Chociaż czego ja się mogłam spodziewać po tym gatunku? Mimo wszystko, bawiłam się bardzo dobrze.
 Reasumując, Classicaloid  to tytuł dobry, jednak nie wybitny. Animacja nie wypada najgorzej, muzyka również jest w porządku, choć nie powala. Bohaterowie są sympatyczni, lecz przerysowani, a fabuły de facto nie ma. Ja się jednak bardzo wciągnęłam, ponieważ pomysł sam w sobie jest interesujący, a wykonanie również do najgorszych nie należy. Anime to polecam każdemu, kto chce obejrzeć coś nietypowego i wychodzącego poza schematy. Niech was nie zmyli moja, wyglądająca na negatywną, recenzja! Ja większość wad dostrzegłam dopiero po zakończeniu oglądania!
Spisek w księżycowym mieście, czyli ,,Artemis"

Spisek w księżycowym mieście, czyli ,,Artemis"


Wydawnictwo: Akurat
Autor: Andy Weir

Po Artemis sięgnęłam głównie ze względu na fenomenalnego Marsjanina, który na nowo obudził we mnie chęci do czytania. Miałam nadzieję, że następna książka Andy'ego Weira będzie na równie wysokim poziomie pod względem fabuły i humoru, niestety jednak skończyło się na lekkim rozczarowaniu. i niedosycie. Ale nie oszukujmy się, przy tak wielkim sukcesie poprzedniego tytułu to było nieuniknione.

Czytelnik zostaje przeniesiony do Artemis, niewielkiego księżycowego miasta, w którym dobrze żyje się jedynie turystom i milionerom. Miasto podzielone jest na pięć baniek, a w każdej z nich mieszkają osoby z różnych warstw społecznych. Jedną z biedniejszych dzielnic zamieszkuje Jasmine Bashara - główna bohaterka.  Dziewczyna, choć niezwykle sprytna i inteligentna, ma pracę, której nienawidzi, a także sporo długów do spłacenia. Pewnego razu dostaje od lokalnego biznesmena propozycję szybkiego i łatwego (choć, jak łatwo zgadnąć, nielegalnego) sposobu na zarobek. Jedyne, co musi zrobić, to pomóc w planie osłabienia konkurencyjnej firmy. Jazz bez większego namysłu postanawia się zgodzić. Nie wiedziała jednak, że może to ponieść za sobą aż tak wielkie konsekwencje, które zagrożą całemu miastu. 

Piąta nad ranem jest dla mnie w dużym stopniu pojęciem abstrakcyjnym. Wiem, że istnieje, ale rzadko miewam z nią osobiście do czynienia.

Bohaterowie byli w porządku. Niektórzy trochę za bardzo stereotypowi lub po prostu zbyt płytcy, lecz i tak ich polubiłam. Najbardziej jednak podobała mi się postać Martina Svobody, pochodzącego z Ukrainy szalonego naukowca. Uważam go za jedną z niewielu wyróżniających się i posiadających jakikolwiek charakter postaci. W dodatku uważam, że on i Jazz mogliby być świetną parą.

 Trochę brakowało mi humoru z Marsjanina, dzięki któremu tak bardzo polubiłam klimat tamtej powieści. Andy Weir starał się go w jakiś sposób przywrócić przywrócić, ale i tak wyszło mu to dość średnio. Jazz w niektórych momentach zachowywała się, jakby ni stąd, ni zowąd, dostała trochę charakteru Marka Watneya. Nie była postacią złą, lecz nie miała "tego czegoś", czym autor obdarzył bohatera poprzedniej książki. Na szczęście w Artemis nie brakowało tego, w czym Andy Weir jest najlepszy,  czyli w dodawaniu opisów skomplikowanych reakcji chemicznych oraz wszelkiego rodzaju spraw związanych z techniką. To niby utrudnia czytanie, jednak dodaje tym samym historii swego rodzaju klimat.

   Artemis nie jest książką złą, lecz nie jest to również sukces na miarę Marsjanina. Ale nie będę oszukiwać, mnie osobiście bardzo się podobała i niezwykle się w nią wciągnęłam. Jest to książka dla osób lubiących science-fiction połączone z czymś lekkim. 
Współczesny Santiago, czyli ,,Gwiazdozbiór Psa"

Współczesny Santiago, czyli ,,Gwiazdozbiór Psa"



Wydawnictwo: Insignis
Autor: Peter Heller

 Bardzo lubię czytać powieści postapokaliptyczne. Są być może momentami przerażające, jednak mają w sobie coś, od czego nie potrafię się oderwać. To właśnie ten dziwny urok spowodował, że sięgnęłam po Gwiazdozbiór psa, który zadziwił mnie swoją prostotą i dość ciężkim, filozoficznym klimatem. Różni się od innych książek postapokaliptycznych, z jakimi się spotkałam, bowiem jest to bardziej wewnętrzny monolog protagonisty, aniżeli zapierająca dech w piersiach historia o przetrwaniu.

    Hig przeżył epidemię grypy, która unicestwiła praktycznie całą ludzką populację i teraz musi mieszkać na opuszczonym lotnisku ze swoim psem i sąsiadem. W takich warunkach stara się zapomnieć o stracie ukochanej żony i dotychczasowego życia, a co jakiś czas wybiera się swoją niedużą Cessną do lasu, gdzie łowi ryby lub poluje. Wszystko zmienia się, gdy w swoim samolocie słyszy sygnał radiowy niewiadomego pochodzenia. Postanawia zostawić wszystko i ruszyć w stronę, z której nadawany jest ten komunikat. Nie traci nadziei, wie, że znajdzie tam coś, co pozwoli mu choć na chwilę zapomnieć o tragedii, która go dotknęła.


Byłem muszlą. Pustą. Przyłóż mnie do ucha, a usłyszysz daleki szum wymarłego oceanu.

 Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to styl, jakim napisana jest ta książka. Dość niechlujny zapis dialogów, a także brak znaków interpunkcyjnych w niektórych miejscach powodował, że czytanie mogło być na początku męczące. Na szczęście po jakimś czasie do tego przywykłam i zrozumiałam, że tak naprawdę taki sposób wypowiedzi dodaje tej historii wiele klimatu. Nie zmienia to jednak faktu, że taki styl jest dość problematyczny i często wprowadza w błąd. Niejednokrotnie trzeba zwyczajnie domyślić się, czy bohater coś wypowiedział, czy też pomyślał.
W książce nie uraczymy się również zapierającymi dech w piersiach akcjami i przygodami. Jest to bardziej walka, jaką główny bohater toczy ze samym sobą. Egzystencjalne przemyślenia i nostalgiczne myśli są więc w tym tytule na porządku dziennym. Z początku Gwiazdozbiór psa mnie nudził, lecz po kilku rozdziałach zupełnie zmieniłam zdanie, a ten początkowy wewnętrzny monolog uznałam za coś, co miało przybliżyć czytelnikowi sytuację, w jakiej znajduje się Hig. Wyszło to autorowi całkiem nieźle, choć przez chwilę miałam ochotę odłożyć ten tytuł na półkę. Jednak ostatecznie  postanowiłam ją skończyć. I wiecie co? Nie żałuję.

Przez moment książka ta przypominała mi coś na styl Starego człowieka i morze Ernesta Hemingwaya. Główni bohaterowie byli do siebie w pewnym stopniu podobni. Oboje chcieli spełnić swoje marzenia, oboje wyruszyli w podróż, z której nie wiedzieli, czy wrócą. Oba tytuły opowiadały o walce ze swoimi słabościami i samotnością. Uważam, że Higa można spokojnie nazwać współczesnym Santiago. Jedyne, co go od niego różniło to to, że nie miał łodzi, a Cessnę.

 Gwiazdozbiór psa uważam za książkę bardzo dobrą, lecz nie wybitną. Jej główną wadą jest styl, jakim została napisana i nudnawy, ciągnący się w nieskończoność początek. Cała reszta wypada dość dobrze, choć niektóre momenty niestety potrafią zanudzić. Jednak, gdy już się przez nie przebrnie, na czytelnika czeka ciekawa i na swój sposób intrygująca przygoda. Tytuł ten trochę różni się od typowych książek z gatunku posapokaliptycznych, jednak nie uważam tego za wadę. Ba, dzięki temu wciąga jeszcze bardziej!

Lektury z gimnazjum pasujące do praktycznie każdej pracy pisemnej

Lektury z gimnazjum pasujące do praktycznie każdej pracy pisemnej



Lektury szkolne zna każdy, lecz niestety nie każdy je czyta. Najgorzej jest, gdy w temacie pracy pisemnej pojawia się w swojej pracy odnieś się do poznanych lektur szkolnych. A wtedy w głowie pojawia się pustka. Nie zawsze, ale stres często powoduje, że nawet najłatwiejsze zadania wydają się być trudne. Co zrobić w takiej sytuacji? Przecież na lekcjach omawiane było tyle książek... Najlepiej wybrać tę, której treść i bohaterowie mogą zostać ,,podciągnięci" pod praktycznie każdy temat. i motyw. O ich fabule nie będę się rozpisywać, ponieważ w internecie jest już wystarczająco dużo ich streszczeń. Post ten ma na celu przypomnienie o tych książkach. 


Antoine de Saint-Exupery - Mały Książę

O Małym Księciu każdy choć raz w życiu słyszał. Jest to opowiastka o chłopcu, który odwiedza inne planety, na których spotyka różne osoby. Książka na pozór dziecinna, lecz pełna życiowych prawd i cytatów, które spotkać można na co drugiej internetowej stronie z obrazkami. Miłość, przyjaźń, dorastanie, przygoda, samotność... A to jedynie kilka przykładowych motywów, do których pasuje!


Aleksander Kamiński - Kamienie na Szaniec

Kolejny klasyk, tym razem jednak dojrzalszy. Trud życia i codzienność podczas II wojny światowej ukazane z perspektywy Zośki, Rudego i Alka, trójki przyjaciół. Podobnie jak Mały Książę, porusza tematy ze sfery miłości, przyjaźni, czy też dorastania. Kamienie na Szaniec będą pasowały do tematów związanych z wojną, śmiercią, poświęceniem oraz wiernością i odwagą, a bohaterowie przez swoją różnorodność są wręcz idealni do charakterystyk. 


Ernest Hemingway - Stary człowiek i morze

 Opowiadanie, za które Hemingway dostał Nagrodę Nobla. Fabuła jest prosta, Santiago, tytułowy stary człowiek, wypływa na morze, by złowić rybę. I w sumie głównie o tym opowiada książka. Jest to jednak dzieło, w którym zawarto wiele mądrości życiowych. Stary człowiek i morze jest więc idealny do tematów związanych z wolą walki, siłą i dążeniem do celu. Choć krótka, można o niej bardzo dużo napisać.

Henryk Sienkiewicz - Krzyżacy

Jak już kiedyś pisałam jest to bardzo dobra książka historyczna. Ale spójrzmy na nią pod nieco innym, bowiem polonistycznym kątem. Wielu barwnych bohaterów i ciekawa fabuła powodują, że tytuł ten idealnie pasuje do rozprawek, czy też charakterystyk. Honor, męstwo, patriotyzm, poświęcenie, miłość ojcowska... U każdej postaci znaleźć można cechę, która pasować będzie do tematu. Zbyszko jest postacią dość uniwersalną, dlatego używanie go w pracach pisemnych to raczej bezpieczny i sprawdzony zabieg. 

Arkady Fiedler - Dywizjon 303

Znowu II wojna, jednak tym razem w trochę innej odsłonie. Przyjaźń, odwaga i patriotyzm ukazane jako kilka opowiadań o polskich lotnikach walczących podczas Bitwy o Anglię. Sama książka pasuje raczej do tematów stricte wojennych, jednak bohaterów można użyć w różnych rozprawkach. W charakterystyce również, ale z tym ostrożnie, gdyż w lekturze raczej nie ma zbytnio dokładnych opisów postaci.

Najważniejsze jest, by sie nie stresować. Co ma być to będzie, a zamartwianie się tylko pogorszy sprawę. Głowa do góry! Jest przecież tak wiele lektur szkolnych, o których można napisać!
A co wy sadzicie o stosowaniu jednego bohatera lub książki do każdej pracy pisemnej? 
Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger