O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"






     Swego czasu przeczytałam pierwszą część nie-autobiografii autorstwa Katarzyny Michalak, Pisarkęi po jej skończeniu wręcz nie mogłam doczekać się kolejnych części Trylogii autorskiej. Niezwykle wciągnęłam się w historię skrzywdzonych przez życie Weroniki i Wiktora i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się ich losy. Gdy tylko druga część trafiła w moje ręce, od razu zabrałam się za czytanie, ciekawa tego, co tym razem mnie czeka. A nie ukrywam, w Zagubionej działo się naprawdę dużo. Z książki na książkę, Katarzyna Michalak coraz bardziej mnie zadziwia, a ja poznaję autorkę z zupełnie innej strony.

    W kontynuacji ponownie śledzimy losy Ewy Kotowskiej, autorki, która tworzy swoją najnowszą, nie-autobiograficzną powieść. Zupełnie jak w poprzedniej części, książka podzielona jest na rozdziały pokazujące momenty ze współczesnego życia pisarki, a także te, pokazujące treść jej książki, gdzie główną bohaterką jest niejaka Weronika Nocyk. Dziewczyna wciąż zmaga się z ogromnymi życiowymi problemami, jednak teraz do jej zmartwień dołącza kilku interesujących (a także zainteresowanych nią) mężczyzn, którzy są w stanie diametralnie zmienić jej życie... Nie brakuje również chłopaka z poprawczaka, Wiktora,  czyli dawnej i największej miłości Weroniki. Czy dziewczyna będzie potrafiła wybaczyć mu po tym wszystkim, co się w ich relacji wydarzyło? Ma przecież przy sobie swojego serdecznego przyjaciela - mentora-weterynarza, a na studiach poznaje specyficznego lekarza z bogatej rodziny. Który z nich okaże się być dla niej najlepszy? Takie dylematy co rusz pojawiają się w głowie dziewczyny, stawiając ją przed trudnym wyborem, od której może zależeć jej najbliższa przyszłość. No i jak tu wybrać spośród osób, które chcą dla ciebie (chyba) jak najlepiej?
   Cała książka prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, jednak niejednokrotnie pojawiają się komentarze autorki do danej sytuacji, co dodaje całej książce osobistego wydźwięku. Uważam to za niezwykle ciekawy zabieg, który pozwala wczuć się w to, co musiała przejść bohaterka i bliżej poznać jej opinię po tylu latach. Momentami było mi jej naprawdę szkoda i aż strach pomyśleć, że coś z tego wszystkiego mogło wydarzyć się w życiu prywatnym Katarzyny Michalak. Przerażające! Naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy chcą dla innych jak najgorzej, posuwając się do takich okropieństw, jakie pojawiły się względem Weroniki w Zagubionej.


Jeśli chcesz skomplikować sobie życie, możesz skoczyć na nieco za długiej bungee albo ruszyć zimą na Mount Everest w adidaskach. Możesz także kochać dwóch mężczyzn, z których żadnego kochać się nie da.

    Gwałt, zastraszanie, brutalność, przemoc fizyczna i psychiczna to coś, co w najnowszej książce Katarzyny Michalak występuje niestety dość często. Autorka stara się pokazać czytelnikowi najciemniejsze odcienie świata i pokazać człowieka, który jest już praktycznie na dnie i nie ma niczego, co może go przed tym okrucieństwem uratować. Mimo wszystko, zawsze jest jeszcze jakaś nadzieja na lepsze jutro. Zawsze przecież wschodzi słońce, a nowy dzień jest w stanie wszystko zmienić... Właśnie za takie wartości uwielbiam książki Katarzyny Michalak. Jej książki dają nadzieję i cieszę się, że poruszyła właśnie taki temat. Na pewno podniesie to na duchu osoby, które mają z czymś takim do czynienia i poznały cierpienie Weroniki na własnej skórze.
   Muszę przyznać, że z książki na książkę coraz lepiej czyta mi się utwory tej autorki. Co rusz pozytywnie mnie zaskakiwała i wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Koniecznie chciałam wiedzieć, jak ta cała historia się zakończy... Cóż, prawdę mówiąc, zakończenie było dość nietypowe i pozostawiło mnie z ogromem pytań. Z niecierpliwością będę oczekiwać Marzycielki i mam nadzieję, że ostatnia część trylogii mnie nie zawiedzie.

    Zagubiona to pozycja obowiązkowa dla fanów literatury Katarzyny Michalak. Pozwala ona poznać autorkę od zupełnie innej strony i pokazuje okrucieństwo niektórych ludzi. Czyta się ją bardzo szybko, a perypetie bohaterów niezwykle wciągają. Po raz kolejny sprawdza się określenie, iż jest to książka nieodkładalna! Soczysty cliffhanger na samym końcu zmusza do oczekiwania na rozwiązanie wątku Weroniki Nocyk  i Wiktora Helerta, które ma, na szczęście, nadejść dość prędko. Polecam ludziom, którzy chcą odnaleźć w swoim życiu trochę pocieszenia, jednak mam szczerą nadzieję, że Marzycielka przyniesie nam o wiele szczęśliwsze zakończenie... W końcu każdy z nas na takie zasługuje.
 

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 304
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 16.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]


      Doświadczenia z angielskimi kryminałami nie mam praktycznie żadnego, bowiem w moim życiu zdarzyło mi się przeczytać wyłącznie Strzały w Stonygates Agathy Christie, które były zresztą moją lekturą szkolną. Przyznam, że do książki Francusa Duncana podeszłam bez jakichkolwiek większych oczekiwań i nie wiedziałam, czego mogę się po niej tak naprawdę spodziewać, ponieważ kryminały nigdy znajdowały się wśród moich ulubionych gatunków książek. Cóż... jednak po Morderstwo na motyw nabrałam ochoty na więcej podobnych historii.

     Dalmering to malownicza, brytyjska miejscowość, do której przybywa detektyw amator Mordecai Tremaine w celu odwiedzenia swoich przyjaciół. Zaraz po po dotarciu na miejsce dowiaduje się o okropnej tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami tego spokojnego miejsca. W Dalmering doszło do tajemniczego morderstwa i Mordecai, jako ogromny fan kryminalnych zagadek i badacz ludzkich zachowań, wręcz nie potrafi powstrzymać się od pomocy w schwytaniu zabójcy.
W międzyczasie odbywają się próby amatorskiej grupy teatralnej, która przygotowuje się do wystawienia nietypowej sztuki o tytule Morderstwo ma motyw. Każdego z aktorów poruszyła nagła śmierć osoby zaangażowanej w całe przedsięwzięcie, jednak nie zmienia to faktu, że równie dobrze jeden z nich może mieć z nim jakiś związek...
Spokojne miasteczko zaczyna powoli zamieniać się w miejsce, gdzie nikt nie może czuć się bezpiecznie, a w powietrzu unosi się ciągłe uczucie strachu i obawy o własne życie. Dawni przyjaciele stają się wrogami i już nikt nie wie, komu tak naprawdę może zaufać.
  Fabuła jest ciekawa i do samego końca nie można być pewnym, jak to wszystko się skończy. Co rusz pojawia się zwrot akcji, który zmienia postrzeganie na całe dochodzenie. Czytelnik poznaje nowe fakty, nowe osoby, ukrywaną prawdę... Mordecai Tremaine ma więc z tą sprawą naprawdę nie lada wyzwanie!
   Muszę niestety stwierdzić, że na początku trochę się przy tej książce nudziłam. Co prawda nie było aż tak źle, jednak jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę i ten cały klimat... Na szczęście to było jedynie chwilowe i szybko udało mi się z tym problemem uporać. Może to po prostu było spowodowane moim sceptycznym podejściem do angielskich kryminałów? 


Nie można dostrzegać w świecie tylko piękna. Trzeba też widzieć szpecące plamy, rzeczy wstrętne i nieestetyczne. Ponieważ takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne. Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość - taki jest prawdziwy cel życia.

   Bohaterów jest dość sporo, jednak każdy z nich jest na tyle barwny, że zapamiętanie ich wszystkich nie jest wcale aż tak wielkim problemem. No i oczywiście w dodatku po jakimś czasie ich ilość zaczyna się powoli zmniejszać, jak to w kryminałach często bywa... Niestety Mordecai i policjanci mają przez to jeszcze więcej pracy! Bardzo polubiłam głównego bohatera. Jest on naprawdę uroczym starszym panem, który z całego serca chce pomóc policjantom w odnalezieniu zabójcy.
Cóż, przyznam, że ja detektywem byłabym beznadziejnym. Żadna z moich teorii się niestety nie sprawdziła! Jak dobrze, że to nie ode mnie zależało, czy mieszkańcy Dalmering będą bezpieczni i wolni od mordercy!


    Morderstwo ma motyw to naprawdę świetny brytyjski kryminał. Akcja książki osadzona jest w spokojnym, niezwykle klimatycznym miasteczku, co pozwala wciągnąć się w perypetie bohaterów już od pierwszych rozdziałów. W Dalmering trup ściele się gęsto, a ludzie zaczynają obawiać się, kto będzie następny... Do samego końca czytelnikowi towarzyszy uczucie niepokoju i niepewności. Choć jestem kryminalnym laikiem, sprawa, którą zajął się Mordecai Tremaine bardzo mnie wciągnęła i być może jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś książkę w podobnym klimacie. Zdecydowanie polecam.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Francis Duncan
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 20.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


Byle do rana, czyli ,,Raj"

Byle do rana, czyli ,,Raj"


    Czyż Raj nie brzmi jak urokliwe miejsce? Któż nie chciałby spędzić tam choć chwili? Nie ukrywam, że mnie również to miejsce naprawdę zaciekawiło i własnie dlatego postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę Marty Guzowskiej. Choć było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, mogę śmiało stwierdzić, iż należało ono do dość udanych. Nieczęsto sięgam po thrillery, więc trochę obawiałam się, co mnie w tej historii spotka. Cóż, mimo wszystko naprawdę pozytywnie się zaskoczyłam, Raj to była naprawdę miła, dająca do myślenia lektura.

   Spora część książki dzieje się w tytułowym Raju, ogromnej, cudownej i dopiero co otwartej galerii handlowej, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko, o czym się tylko marzy. Nikt jednak jeszcze nie wie o tym, że już za kilka godzin ta galeria stanie się więzieniem, w którym kilka osób będzie musiało przeżyć swoją noc. Jeden krótki filmik będzie mógł wpłynąć kilka żyć... Każdy ma swój cel i niektórzy będą zdolni do najokropniejszych posunięć, by tylko osiągnąć sukces.
   Teresa to nadopiekuńcza matka, która stara się jakoś przemówić do swojej zbuntowanej córki, Doroty. Ta jednak woli spędzać czas z Ce, "gwiazdą internetu" i dość znaną Youtuberką zajmującą się ocenianiem najnowszych ubrań od swoich sponsorów. Pewnego dnia postanawiają wymknąć się na otwarcie galerii, o której każdy tyle mówi. Muszą być przecież na topie, racja? W międzyczasie student Jakub i ,,głupi rusek" Andriej mają robotę, są w końcu dilerami. Coś jednak nie idzie po ich myśli (znowu ten Andriej coś odwalił!) i są zmuszeni do przerwania swojego, nie ukrywajmy, dość udanego interesu. Jest również Rudy, inteligentny złodziej-ekolog, który chce dokonać największej kradzieży w swojej karierze i przygotować się do poważniejszych akcji. Jak można było przewidzieć, jemu również niezbyt to wychodzi i jest zmuszony do zmiany planów. W tej historii pojawia się też Jonasz, szef całego przedsięwzięcia i człowiek od zadań specjalnych. Dla niego nie liczy się dobro ludzi, a dochody, jakie przyniesie mu galeria. 
     Każdy z bohaterów jest unikalny i na swój sposób interesujący. Z ogromną chęcią śledziłam ich losy i byłam bardzo ciekawa, co im się jeszcze wydarzy. Mimo wszystko, do gustu najbardziej przypadł mi Rudy. Jego historia była jakby oddzielna i po prostu najmniej mnie z nich wszystkich denerwował. Był sprytnym, inteligentnym młodzieńcem, któremu zależało na szybkim wykonaniu swojego zadania, nie zwracają nawet na innych zbyt wielkiej uwagi. Niemiłosiernie denerwowały mnie dwie nastolatki. Zwłaszcza Ce, która dla fejmu i lajków była gotowa do najgłupszych posunięć.


Rudy był już w setkach galerii handlowych, od lat nie przepuścił żadnego otwarcia, wszystko jedno, w którym mieście, jeździ po całym kraju. Więc widział to i owo. I gdyby miał dawać punkty za wystrój, ta dostałaby pełną dziesiątkę.



     Bardzo podobało mi się, że każdy rozdział był pisany z perspektywy innej postaci i uważam to za ciekawy pomysł. Co prawda nie była to narracja pierwszoosobowa, jednak pojawiały się zwroty i sformułowania, które kojarzyły się z danym bohaterem, a także zmieniał się styl pisania. Pozwalało to lepiej poznać każdego z bohaterów i jeszcze bardziej wciągnąć się w ich losy. Można pomyśleć, że takie przeskoki będą naprawdę męczące, lecz nic bardziej mylnego! Samą książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, głównie ze względu na współczesny język i częste używanie młodzieżowego slangu. Fabuła również jest ciekawa i aż chce się samemu odkryć, jak ta  nietypowa noc w galerii się zakończy.


Jest gorąco i czarno. Może trafiła do piekła. Nie chodziła na religię, ale chyba każdy wie, co to piekło.

   Marta Guzowska poruszyła ważny temat, jakim jest bezmyślne podążanie za trendami, chęć zdobycia sławy i rozgłosu w Internecie, a także konsumpcjonizm współczesnego społeczeństwa.  W Raju nic nie jest tak, jak być powinno. Ludzie interesują się jedynie sobą, nie przejmując się dobrem innych. Bardzo łatwo potrafią również pokazać wszystkie najmroczniejsze ludzkie wady. Najbardziej poruszyło mnie zakończenie przedstawiające... cóż, dość szokującą sytuację i ogromną znieczulicę. Autorka przedstawiła ten problem w dość nietypowy, lecz zmuszający do refleksji sposób.
    Minusem było powtarzanie niektórych sytuacji, jednak z perspektywy innego bohatera. Czasem dawało to możliwość, by inaczej do danego momentu podejść, lecz wiele razy było to zupełnie niepotrzebne i jedynie spowalniało akcję książki. Kolejną, choć już trochę mniejszą, wadą było stereotypowe podejście do niektórych bohaterów. Nie oszukujmy się, nie wszystkie nastolatki są takie jak Ce i Dorota! Mnie co prawda bohaterowie osobiście aż tak nie przeszkadzali, więc wszystko zależy od czytającego. 

   Reasumując, Raj to naprawdę ciekawy thriller psychologiczny, w którym wiele się dzieje i nie ma czasu na nudę. Nie jest to co prawda książka bez wad, jednak nie są one aż tak dostrzegalne i nie przeszkadzają w czytaniu. Bardzo podobał mi się zamysł i temat, który został w tym tytule poruszony. Być może sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki Marty Guzowskiej, choć są one osadzone w nieco innych realiach... Mimo wszystko, Raj polecam.


Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Marta Guzowska
Ilość stron: 492
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 03.04.2019

Książkę otrzymałam z portalu czytampierwszy.pl 
Break up book tag

Break up book tag







    Hejka! Zostałam ostatnio nominowana do zrobienia Break Up Book Tag i za tą przyjemność bardzo dziękuję Demetria Books z bloga Podróże Międzyksiążkowe (polecam także tam zajrzeć). Jest to mój pierwszy tag na tym blogu, jednak mam nadzieję, że wkrótce będzie ich o wiele więcej! No cóż, tak więc chyba mogę już po prostu i bez zbędnego przeciągania zacząć!





   
W celu znalezienia takiego tytułu sięgnę aż do początków mojego powrotu do czytania. Marsjanin od dawna za mną chodził, a gdy go tylko zaczęłam... po prostu zakochałam się w tej historii. O przygodzie, która spotkała na Czerwonej planecie Marka Watneya już jakiś czas temu pisałam na blogu, lecz lubię powracać co jakiś czas do tego tytułu. To pełne humoru science-fiction, które wciąga równie mocno jak czarna dziura! Moim zdaniem była jednak odrobinę za krótka... zdążyłam zżyć się ze wszystkimi bohaterami, a tu nagle nadszedł jej koniec. Po tej lekturze miałam ochotę na więcej kosmicznych opowieści. Andy Weir stworzył książkę, która posiada w sobie tyle niezrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika określeń i nawiązań do techniki i nauki, lecz to właśnie dzięki temu Marsjanin jest na swój sposób wyjątkowy. i wciągający






   
Druga książka również została przeze mnie przeczytana już jakiś czas temu. Tym razem sięgam po moje ulubione rosyjskie posapo, czyli Metro 2033 i wszystkie książki z tym uniwersum związane. Jest to opowieść o świecie zniszczonym przez konflikt nuklearny, gdzie przeżyli wyłącznie ci, którzy zdążyli ukryć się w moskiewskim metrze. To właśnie tam rozpoczyna się zupełnie nowe życie, a ludzie starają się zachowywać, jakby wojny w ogóle nie było. Czytelnik śledzi losy Artema, młodego chłopaka, który otrzymuje niezwykle odpowiedzialne zadanie. Musi udać się do serca metra, by przekazać wiadomość o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Po drodze spotyka wielu interesujących ludzi i przebywa na przeróżnych stacjach.
 Fani cały czas tworzą własne historie, dlatego przygoda nie kończy się jedynie na trylogii Glukhovskiego. Ja na każdą nową pozycję czekam z niecierpliwością i wręcz nie mogę się doczekać, by ponownie wrócić do podziemi...





   
Nie jestem aż tak wielką fanką ckliwych historii, dlatego wybranie jakiejkolwiek książki sprawiło mi nie lada kłopot. Postanowiłam jednak przedstawić tytuł, który wywołał u mnie przygnębienie i zadumę, nawet długo po jej skończeniu. Los chciał, że była to akurat Dżuma Alberta Camus. Książka ta była co prawda moją lekturą szkolną, jednak naprawdę przypadła mi do gustu i została jedną z moich ulubionych. Opowiada o epidemii czarnej śmierci w Oranie i tym, jak mieszkańcy starali sobie z nią poradzić. Jest to powieść paraboliczna, pełna symboli i ukrytego znaczenia, lecz z autopsji wiem, że czytana na dosłownie także wywołuje wiele emocji. Bohaterowie posiadają swoje własne dylematy i problemy, a także z każdym można się na swój sposób zidentyfikować. Dżuma naprawdę mnie poruszyła i zakochałam się w niej właśnie dzięki temu ciężkiemu i przygnębiającemu klimatowi.






   
Bardzo lubię książki, przy których można się uśmiechnąć i rozluźnić po ciężkim dniu. Niezwykle cenię wyrazistych bohaterów z ciętym językiem, dlatego też miejsce w tej kategorii dostaje u mnie zarówno Mark Watney ze wspomnianego wyżej Marsjanina jak i Falcio val Mond z recenzowanego już kiedyś przeze mnie Ostrza Zdrajcy. Ja jednak skupię się na tym drugim tytule. Narracja w książkach z tej serii prowadzona jest w pierwszej osobie, dlatego czytelnik może dokładnie poznać myśli protagonisty, który, nie ukrywajmy, ma naprawdę ogromne poczucie humoru i każdy jego komentarz powodował u mnie uśmiech na twarzy. Seria jest pełna czarnego humoru i emocjonujących starć, dlatego też tak bardzo skradła moje serce. Jestem zakochana w świecie Wielkich Płaszczy!




   

Prawdę mówiąc, mam sporo takich tytułów. Niejednokrotnie zdarzyło mi się zacząć coś ot tak, nawet nie zastanawiając się, o czym to jest. Orwella znam z fenomenalnego Folwarku Zwierzęcego, dlatego też Rok 1984 zaczęłam zaraz po tym, jak tylko (w dodatku przypadkiem) wpadł mi w ręce. Jest to wizja świata, w którym rządzi Wielki Brat, a każdy człowiek jest inwigilowany i kontrolowany przez władze. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i obudziła we mnie miłość do przeróżnych antyutopii. Pojawiła się w moim życiu przypadkowo, jednak ani trochę nie żałuję, ze po nią sięgnęłam. Uważam, że to klasyk, po który każdy powinien sięgnąć. 






   
Nie ukrywam, mam sporo gatunków, po które rzadko sięgam i bywam w tej kwestii dość wybredna. Jednym z takich gatunków są opowiadania. Prawdę mówiąc, do czasu Opowiadań bizarnych Olgi Tokarczuk, nie czytałam żadnego zbioru od jednego autora. W książce znajduje się dziesięć opowiadań osadzonych w zupełnie różnych realiach i czasach. Wszystkie jednak łączy tajemniczy klimat i ich dziwność, a także niekonwencjonalne zakończenia. Każde z nich było na swój sposób interesujące, dlatego całokształt naprawdę przypadł mi do gustu i zachęcił do sięgnięcia po inne książki tej autorki. Teraz na pewno będę inaczej patrzeć na wszystkie zbiory opowiadań, gdyż na pewno w każdym znajdzie się choć jedna perełka... Szkoda tylko, że niektóre są zdecydowanie za krótkie, naprawdę chciałabym przeczytać całe książki o perypetiach niektórych z bohaterów.






   
No i proszę, kolejny gatunek, po który sięgam dość rzadko... Choć bardzo lubię miłosne historie, to romanse czytam stosunkowo nieczęsto (no, pomijając twórczość Katarzyny Michalak...). Mimo wszystko, spotkania z takimi książkami wspominam dość pozytywnie. Moje serce najbardziej skradł Znachor Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Był to pierwszy klasyk, po który sięgnęłam sama z siebie. Oczarował i zachęcił mnie do tego fenomenalny film o tym samym tytule... Historia opowiada losy kardiochirurga profesora Wilczura, który po utracie pamięci  zostaje wiejskim znachorem, Antonim Kosibą. W tym samym czasie dzieje się wątek Marysi i Leszka, pochodzących z dwóch różnych rzeczywistości. Nie ukrywam, naprawdę wciągnęłam się w ich perypetie i byłam ciekawa, jak to wszystko się zakończy. Znachor pokazał, że miłość potrafi pojawić  się naprawdę niespodziewanie. 



No, więc tym razem to by było na tyle. Jeszcze raz dziękuję za nominację i zapraszam do odwiedzenia bloga Podróże Międzyksiążkowe! 
Znów w grze, czyli ,,Droga Szamana. Etap 2: Gambit Kartosa"

Znów w grze, czyli ,,Droga Szamana. Etap 2: Gambit Kartosa"


      LitRPG wciąż jest rzeczą dość nową i nieczęsto w Polsce spotykaną. Gatunek ten łączy dwie najbardziej lubiane przeze mnie rzeczy (książkę i grę wideo), dlatego też obok Drogi Szamana nie mogłam przejść obojętnie. Jest to już moje drugie spotkanie z Barlioną, fikcyjnym światem stworzonym przez Wasilija Machanienko i muszę przyznać, że bawiłam się naprawdę świetnie. Nie było to być może zaskoczenie na poziomie pierwszej części, jednak sądzę, że kontynuacja również trzyma poziom i przypadła mi do gustu.

  Barliona to wirtualny świat, w którym zanurzają się miliony graczy, pragnących ucieczki od  dość nieciekawej rzeczywistości. Choć dla większości jest to rozrywka oraz szansa na dość spory zarobek, są też osoby, dla których Barliona stała się więzieniem. I to dosłownie. Kryminaliści odbywają w niej swoje wyroki, a filtry ich doznań są włączone, przez co wszystko wydaje się być prawdziwe. Więźniowie muszą zaczynać od zera, nie mając wpływu na większość spraw. Mimo wszystko, zdarzają się jednak wyjątki.
    Machan, Szaman, w końcu trafia na wolność, jednak nie jest to to, na co tak naprawdę czekał. Chcąc nie chcąc, postanawia na zaistniałą sytuację nie narzekać i od razu zabiera się do rozwijania umiejętności i poziomu swojej postaci. To również właśnie wtedy bohater zaczyna dostawać unikalne i legendarne zadania, choć sama kraina nie powinna ich w ogóle mieć... Tak więc jest to książka, której akcja dzieje się, w głównej mierze, od zadania do zadania. Są one mniej lub bardziej interesujące, jednak wiem jedno - na pewno nie ma tutaj czasu na nudę!
     Fabuła być może nie jest aż tak porywająca i zaskakująca, lecz podobała mi się. Nie była zbyt skomplikowana, a zakończenie wielu sytuacji można było samemu odgadnąć, no ale czegoś ambitniejszego się po tym tytule nawet nie spodziewałam. Machan potrafił wybrnąć z praktycznie każdej sytuacji, przez co wszystko zaczyna się robić momentami bardzo monotonne i nudnawe. On ma zdecydowanie zbyt wielkiego farta i wszystko potrafi rozwiązać jedynie zbiegiem okoliczności! No ale cóż, nie jest to aż tak uciążliwe, gdy przypomnimy sobie, że akcja dzieje się w grze komputerowej, gdzie funkcjonuje wiele rozwiązań, ułatwiającym graczom rozgrywkę.



- Chcę figurki Orków Wojowników. Wiem, że je masz.
- Co otrzymam w zamian?
- Tytuł Mistrza Feniksa. 


     Droga Szamana to tytuł skierowany w głównej mierze do fanów gier MMORPG typu World of Warcraft. Jest pełna slangu używanego przez graczy i raczej nie zostanie ona w całości zrozumiana przez osoby, które z grami komputerowymi nie mają nic wspólnego. Nie są to być może pojęcia trudne i mało znane, jednak na pewno mogłyby wywołać problem, zwłaszcza, że główny bohater używa ich stosunkowo często. Mimo wszystko, każdy gracz powinien zrozumieć to, co Wasilij Machanienko miał na myśli.
    W drugiej części jest, przynajmniej moim zdaniem, o wiele mniej ,,growych" elementów.  Było to spowodowane faktem, że akcja mimo wszystko działa się wokół zadań fabularnych, gdzie Szaman opisywał swoje przemyślenia co do niektórych spraw. Momentami czułam się, jakbym czytała fantasy niższych lotów, aniżeli LitRPG! Nie zmienia to jednak faktu, że poczynania głównego bohatera śledziłam z niemałym zainteresowaniem. Jest to historia dobra, jednak momentami gubiąca się w tym, czym miała pierwotnie być. Mam nadzieję, że w następnych częściach się to zmieni
     Polubiłam również postacie drugoplanowe. Bywały nijakie (może to wina tego, że to zwykli NPC, a nie prawdziwi ludzie?), jednak przypadli mi do gustu. Dwie babcie, które ciągle wysyłają Machana, by roznosił im listy, a następnie prawią mu kazania o dobrym zachowaniu i szanowaniu starszych? Dla mnie brzmi świetnie. Szczególnie, że ich wątek był jednym ze śmieszniejszych i pozwalał trochę odpocząć po poszukiwaniu przygód i sposobów na zwiększanie levela.

   Jeśli gry komputerowe nie są ci obce, a klimaty fantasy to jedne z twoich ulubionych, koniecznie sięgnij po Drogę Szamana. Jest to książka pełna humoru, akcji i nawiązań do świata gier MMORPG.  Gamingowi laicy znajdą tu dość nietypową, napisaną zupełnie inaczej niż inne, książkę o przygodach młodego Szamana, wpadającego w coraz to poważniejsze kłopoty. Ja już wręcz nie mogę doczekać się trzeciej części! Zdecydowanie polecam graczom, choć nie tylko oni odnajdą tu źródło prostej, lecz przyjemnej rozrywki.

Wydawnictwo: Insignis
Autor: Wasilij Machanienko
Ilość stron: 425
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 13.03.2019

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Nauczyciel i tajemnicza dziewczyna, czyli ,,Czerwony Wariant"

Nauczyciel i tajemnicza dziewczyna, czyli ,,Czerwony Wariant"


   Czerwony Wariant jest już drugą książką z zupełnie nowego Uniwersum Metro 2035. Pierwszy tytuł z tej serii bardzo przypadł mi do gustu, dlatego nawet się nie zastanawiałam, gdy sięgałam po drugi. Byłam bardzo ciekawa, czym tym razem zostanę przez jednego z fanów Metra zaskoczona. I cóż, nie ukrywam, dostałam solidną i ciekawą opowieść, która momentami nawet dorównuje rewelacyjnej poprzedniczce.

  Stalkerzy z Krzyża, wspólnoty stacji obu linii, pewnego razu znajdują na powierzchni tajemniczego, nieznanego mężczyznę w uszkodzonym skafandrze. Nikt, nawet on sam nie potrafi określić, kim jest i skąd przybył. Nikt, z wyjątkiem niepełnosprawnej umysłowo dziewczyny, zachowującej się jak dziecko. Tylko ona będzie mogła rozwiązać zagadkę tajemniczej postaci... Tylko jak?  Przecież nie potrafi mówić, a jej zachowanie budzi lekki niepokój u większości ludzi... Jest jednak pewien cień szansy.
Jon jest zwykłym nauczycielem pracującym w zwykłej szkole znajdującej się w podziemiach kijowskiego metra. Dostaje zadanie, które polega na przetransportowaniu dziewczyny na drugi koniec Krzyża, gdzie pewien lekarz może jej pomóc. Nie jest to jednak tak łatwe, na jakie może wyglądać... Nie wszyscy bowiem chcą, by ten sekret został przez kogokolwiek odkryty. 
   Bardzo spodobało mi się zupełnie inne podejście do stalkerów. W każdej książce z Metra, jaką czytałam, byli oni uważani za ważne i szanowane osobistości. W Czerwonym Wariancie są oni brani  raczej za wyrzutków odłączonych od społeczeństwa. Wszyscy w kijowskim metrze się ich wręcz boją i zachowują, jakby stalkerzy byli nosicielami jakiejś zakaźnej i śmiertelnej choroby. Pozwala to spojrzeć na ich profesję z zupełnie innej perspektywy. Można zobaczyć, co sądzą osoby, które spotykają się z ciągłą pogardą i nienawiścią ze strony innych. Cieszę się, że ktoś w końcu stworzył koncepcję odbiegającą od oryginału.
   Na pierwszy rzut oka fabuła może wydać się sztampowa i dość często spotykana w książkach z Uniwersum, jednak wcale tak nie jest. Jest to historia wciągająca i trzymająca w niepewności aż do ostatnich stron. Rozwiązanie jest tak blisko, a zarazem tak daleko! Naprawdę nie spodziewałam się aż takiego zwrotu akcji na samym końcu. Prawdę mówiąc, to właśnie końcówkę czytało mi się  z całej książki najlepiej. Wcześniejsze momenty bywały niekiedy nużące i jakby ciągnące się w nieskończoność. Nie zmienia to jednak faktu, że miały swój urok i pokazywały, że każda stacja się czymś różni i jest na swój sposób interesująca. 


Poderwali Jona szarpnięciem z ziemi. Lufa utkwiła mu w szyi pod podbródkiem.
- Nie dowcipkuj mi tu, klaunie! - warknął dowódca. - Jeszcze raz, po kolei! Ktoś ty?
- Nauczyciel z Łukjanowskiej.


   Do gustu przypadł mi również klimat panujący w książce. Był tajemniczy i mroczny, czyli taki, jaki w książce z Uniwersum Metro powinien być. W Czerwonym Wariancie nie ma aż tak dużo akcji, jak w niektórych tytułach z serii i trochę mnie to smuciło. Siergiej Niedorub postawił na opisanie historii metra i przemyśleń nauczyciela na niektóre sprawy. Prawdę mówiąc, nie przepadam za tytułami, gdzie dość często wkrada się nuda, po prostu lubię, gdy bohaterów spotyka coś niezwykłego.  Na szczęście pojawia się kilka momentów, w których coś w końcu się dzieje. 
Jak zastało na początku zapowiedziane, Uniwersum Metro 2035 ma być o wiele dojrzalsze i brutalniejsze od poprzedniego. Niestety, w Czerwonym Wariacie tego aż tak tego nie widać. Owszem, jest dojrzalej, lecz czegoś mi tu brakuje... Jest to opowieść dobra, lecz niestety posiadająca swoje wady. Jednego jestem pewna, na pewno jest inna od większości historii, które już znamy. I to jest jej ogromny pozytyw.
   Plusem jest też objętość. Nic nie jest ani za długie, ani za krótkie. Autor świetnie wykreował spójny i logiczny świat, a także przy okazji opowiedział o losach Jona i Elzy. Kolejne strony byłyby po prostu niepotrzebne. Choć w sumie chciałabym się dowiedzieć, co stało się z bohaterami po zaskakującym zakończeniu...

   Jest to książka dla każdego fana serii Metro, a także klimatów postapokalipsy. Czerwony Wariant to zgrabnie napisana i ciekawa opowieść o przetrwaniu w kijowskim metrze, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Trzeba po prostu samemu wejść do tego świata i poznać tę historię. Jako fanka, zdecydowanie polecam.


Wydawnictwo: Insignis
Autor: Siergiej Niedorub
Ilość stron: 352
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 17.10.2018

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis


Czas na kosmos, czyli ,,Mass Effect Andromeda: Inicjacja"

Czas na kosmos, czyli ,,Mass Effect Andromeda: Inicjacja"


    Przyznam się od razu, wielką fanką serii gier Mass Effect nigdy nie byłam. Zaczęłam swego czasu grać w drugą część, jednak jakoś nigdy nie potrafiłam jej skończyć. Postanowiłam jednak się przełamać i sięgnąć po książkę, gdyż opis jej fabuły mnie dość zaciekawił... Cóż, spodziewałam się czegoś odrobinę lepszego. A może była to po prostu wina wcześniejszego niezaznajomienia z grą?
   
    Nikt już od dawna nie uważa naszej planety za najważniejszy punkt we wszechświecie. Ludzie odkrywają zupełnie nowe miejsca, rasy i kultury...
  Porucznik Cora Harper, podczas swojej służby w armii Przymierza, zostaje wysłana na szkolenie do asari, a następnie przydzielona do Córek Talein, gdzie rozwija swoje talenty biotyczne i uczy się, jak być bezwzględną i niebezpieczną łowczynią. Pewnego razu wraca na Ziemię i postanawia dołączyć do Inicjatywy Andromeda jako zastępca Aleca Rydera. Ma za zadanie dowodzić misją, podczas której sto tysięcy kolonistów zostanie wysłane w sześćset letnią podróż w nieznane. Swoje umiejętności może bardzo szybko przetestować, gdy pewne tajne i niezwykle ważne dane zostają Inicjatywie wykradzione, a Cora będzie musiała je odzyskać. Nic nie jest jednak tak łatwe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje...
   Książka z początku wydawała się być bardzo interesująca i byłam niezwykle ciekawa, co czeka mnie dalej. Zawsze bardzo lubiłam science-fiction, a tytułu osadzonego w takim świecie jeszcze nie czytałam! Wszystko zaczęło się jednak psuć, im dalej brnęłam... Po jakimś czasie zaczęłam się najzwyczajniej w świecie nudzić. Bohaterowie byli odrobinę nijacy, a sama akcja działa się wręcz za szybko. Rozumiem, że w grze by takie tempo na pewno przeszło, no ale jednak to jest mimo wszystko książka!

 

- No naprawdę, Alec. Nawet Einstein dawał radę kąpać się codziennie - powtarzała.
- Brud buduje charakter - odpowiadał. Tak naprawdę nie potępiał kąpieli. Po prostu czasami potrzebował dodatkowego bodźca, żeby przerwać pracę i skupić się na podstawowych czynnościach.

    Sądzę, że naprawdę warto jest znać w jakimkolwiek stopniu grę, nim zabierzemy się za lekturę. Na szczęście jednak również osoby z tym cyklem niezaznajomione mogą cieszyć się książką. Wszystko zostało napisane w sposób zrozumiały i przystępny. Coś jak recenzowane przeze mnie niegdyś World of Warcraft: Cisza przed burzą, które bardzo mi się podobało.W Inicjacji nie spotkamy niestety ani jednego opisu postaci, przez co naprawdę trudno jest sobie wyobrazić, jak mogliby wyglądać bohaterowie. No ale czego się spodziewać? Jest to przecież prequel gry komputerowej i każdy znający świat Mass Effect dobrze te postacie kojarzy. Mimo wszystko, nie jest to książka zła i powinna spodobać się każdemu fanowi takich kosmicznych klimatów. Ja niestety zamieniłam się potem w psa Pawłowa, który na sam widok okładki od razu czuł znużenie i zmęczenie. Aż żałuję, ponieważ wiem, że seria ta jest naprawdę interesująca i ciekawa! Kto wie, może wrócę do tej książki, gdy przejdę którąś z części? To nie jest taki zły pomysł...

   Reasumując, Mass Effect Andromeda: Inicjacja to książka dobra, lecz nie wybitna. Powinna przypaść do gustu każdemu fanowi tego uniwersum oraz osobom uwielbiającym operę kosmiczną. Jest to naprawdę lekka i krótka opowieść, która po prostu ma kilka swoich wad. Zachęcam do samodzielnego sięgnięcia po ten tytuł i zdecydowania, czy uniwersum Mass Effect to coś, co  przypadnie wam do gustu. Ja osobiście niczego nie oczekiwałam i w sumie niezbyt się zawiodłam.


Wydawnictwo: Insignis
Autor(zy): Nora K. Jemisin, Mac Walters
Ilość stron: 300
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 13.10.2018

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Ciężkie zmagania z przeszłością, czyli ,,Pisarka"

Ciężkie zmagania z przeszłością, czyli ,,Pisarka"



    Twórczość Katarzyny Michalak obecna jest w moim życiu już od jakiegoś czasu. Jak można dość łatwo zgadnąć, obok okrągłej, czterdziestej książki nie mogłam przejść obojętnie! Nie byłabym po prostu sobą, gdybym od razu po nią nie sięgnęła!
  Niezmiernie zaciekawiło mnie, że w Pisarce pojawiają się wątki autobiograficzne, lecz mimo wszystko nie jest to książka opowiadająca wyłącznie o przeszłości autorki. Chyba nie ma sensu, by zastanawiać się, co jest prawdą, a co fikcją... Trzeba po prostu zagłębić się w fabułę. Jest to powieść trudna, przepełniona ludzkimi problemami, słabościami, a także  gonitwą za swoimi marzeniami. To wszystko czyni najnowszą książkę autorki wyjątkową.

    Historia zainteresowała mnie już od pierwszych stron, a samą książkę przeczytałam bardzo, bardzo szybko (i przez to strasznie ubolewam nad tym, że nie jest dłuższa!). Wszystko zaczyna się, gdy Ewa, pisarka, dostaje zadanie, by napisać autobiografię. Brzmi niezbyt zachęcająco i dość nudno? Nic bardziej mylnego! Autorka nie jest jednak aż tak otwartą osobą i postanawia, że swoją historię opowie na przykładzie fikcyjnych bohaterów. To właśnie wtedy Pisarka diametralnie się zmienia. Poznajemy Weronikę - dziewczynkę z domu, w którym ,,nie stosuje się przemocy", choć i tak na jej kolankach co rusz pojawiają się okropne krwiaki. Drugim bohaterem jest Wiktor - syn alkoholika i sadysty znęcającego się nad nim i jego matką. Ta dwójka młodych ludzi odnajduje jednak w tym wszystkim wspólny język i wspiera siebie nawzajem podczas każdej nieprzyjemnej sytuacji w ich domach. Przyznam, że wątek ich dzieciństwa był jednym z wielu, które czytałam z zapartym tchem. Katarzyna Michalak świetnie przedstawiła konfrontację dziecka z brutalnym, niesprawiedliwym światem, gdzie nic nie jest wyłącznie czarno-białe.
  Bardzo podobał m się również wątek Stefanii, babci głównej bohaterki. Jest to naprawdę  sympatyczna i wrażliwa na cierpienie innych osoba, która całym sercem troszczy się o dobro swojej jedynej wnuczki. Książka stała się o wiele cieplejsza, gdy Weronika przebywała na wsi. Autorka świetnie przedstawiła proste, swojskie życie, gdzie ciężką pracę wynagradza piękno natury i niepowtarzalny, wiejski klimat. Do gustu przypadł mi również pamiętnik Stefanii, w którym kobieta opisywała wszystkie swoje przeokropne przeżycia. To dodało temu tytułowi naprawdę wiele realizmu. Nie będę nic zdradzać, to po prostu trzeba samemu przeczytać i przeżyć!
  To wszystko nie zmienia faktu, że pozostałe fragmenty były równie dobre, oraz tak samo chwytały za serce i grały na emocjach czytelnika! Pisarka z początku może wydawać się prostą historią, jednak skrywa ona o wiele więcej sekretów, niż na pierwszy rzut oka widać.

Nie możemy obrażać się na los, że dla jednych jest łaskawy, dla nas zaś parszywy. Takie wylosowaliśmy karty. Nasza w tym głowa, by mimo wszystko wygrać nimi życie...
   Książka ta różni się od innych dzieł autorki, to widać na pierwszy rzut oka. Czuć w niej o wiele inną energię i klimat. Być może nie zadziwiła mnie ona brutalnością w takim stopniu, jak chociażby (również przeze mnie recenzowany) Ścigany, jednak i tak można w niej odnaleźć walkę z przeciwnościami losu i niesprawiedliwością świata. Do gustu przypadły mi również dopiski przy niektórych rozdziałach, które są czymś na styl komentarza autorki do danej sytuacji. Dodało to tytułowi osobisty ton i  spowodowało, że zaczęłam patrzeć na niektóre fragmenty zupełnie inaczej. Zaczęłam współczuć autorce tego wszystkiego, co musiała przeżyć... Niejeden na pewno by się załamał.
   Widać w tej książce emocje. Każdy może teraz jedynie spekulować, ile z tych wydarzeń zdarzyło się naprawdę, lecz czy to ma w ogóle sens? Może lepiej nie zgadywać i po prostu cieszyć się z lektury? Zwłaszcza, że autorka sama wspomina, by się nad tym nie zastanawiać! Trzeba to uszanować.
 Pisarkę czyta się naprawdę szybko i można ją pochłonąć praktycznie w jeden dzień! Gdy się już ją zacznie, nie można jej odłożyć, dopóki się nie skończy! Wydarzenia dzieją się dość szybko, nie ma czasu, by się podczas lektury nudzić! Jedynie nie podobało mi się zakończenie... Ale by zrozumieć mój ból, trzeba samemu przeczytać ten tytuł!

   Katarzyna Michalak stworzyła historię o sile ducha i podnoszeniu się z kolan nawet podczas najgorszej życiowej sytuacji. Podziwiam, że postanowiła zmierzyć się z trudną przeszłością, by pokazać nam, że nigdy nie można się poddawać i trzeba walczyć do końca. Z niecierpliwością czekam również na zapowiedzianą jeszcze przed premierą kontynuację - Zagubioną. Historia Weroniki i Wiktora bardzo mnie wciągnęła i nie mogę się doczekać, co czeka na mnie w kolejnej części! Pisarkę polecam każdemu, kto lubi twórczość Katarzyny Michalak, a także tym, którzy swoją historię z tą autorką dopiero zamierzają zacząć. Pozwoli to im spojrzeć na nią zupełnie inaczej...


Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 30.01.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu




Randka z gołębiem, czyli ,,Hatoful Boyfriend"

Randka z gołębiem, czyli ,,Hatoful Boyfriend"


   Bądźmy szczerzy, symulatory randkowania, zwłaszcza te skierowane głównie dla kobiet, nie są rzeczą nową. Jednak czymś niespotykanym jest gra, w której zamiast uroczych, wyjętych prosto z romansu anime, postaci mamy gołębie. Brzmi dziwnie? A to dopiero początek tej jakże interesującej i zadziwiającej przygody w świecie pełnym gruchaczy.
W Hatoful Boyfriend wcielamy się w uczennicę uczęszczającą do St. PigeoNation, placówki, w której uczą się i pracują wyłącznie ptaki. Lecz nie takie zwykłe, co to to nie! Są one inteligentne, a także świetnie dogadują się z protagonistką ludzkim językiem. Zadaniem gracza jest uczęszczanie na wszelkiego rodzaju zajęcia, nauka oraz spędzanie czasu z (nie oszukujmy się) dość nietuzinkowymi znajomymi. O dziwo, dla głównej bohaterki takie towarzystwo nie jest niczym nadzwyczajnym i spotykają się w kawiarni, na basenie lub po prostu na szkolnym korytarzu. Zupełnie jak normalni nastolatkowie! Gdyby tylko nie te pióra i dzioby... No ale cóż, kto co woli. O gustach się nie dyskutuje...
   W jednej ze swoich recenzji wspominałam, że lubię absurdalny humor, a (jak zresztą na pierwszy rzut oka widać) Hatoful Boyfriend samo w sobie jest głupiutkie i przedziwne. Prawdę mówiąc, to własnie tym cechom zawdzięcza swoją dość sporą sławę. Po jakimś czasie dowiadujemy się jednak, że ten cały komizm i absurdalność jest jedynie przykrywką do tego, co ta gra naprawdę skrywa... A takiego rozwoju spraw się ani trochę nie spodziewałam. Co jak co, ale za ten zwrot akcji twórcy zasługują na brawa.

Nie chciałbyś ich spotkać. Uwierz mi.

    Po przejściu odpowiedniej ilości ścieżek pojawia się możliwość poznania drugiej, o wiele mroczniejszej historii skrywanej w szkole dla gołębi. To właśnie wtedy klimat zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni i z pozoru głupiutka gra o spotykaniu się ze swoimi ptasimi przyjaciółmi i sympatiami staje się thrillerem z elementami kryminału (a może nawet i horroru psychologicznego?) Ja jednak nie zamierzam zdradzać nikomu tej jakże zakręconej fabuły, ponieważ to trzeba zobaczyć na własne oczy! Tak porządnej dawki absurdu już od dawna nigdzie nie widziałam!
   Strona audiowizualna również jest przyjemna dla oka i ucha, choć być może nie stoi na najwyższym poziomie. Grafika jest miła dla oka, głównie ze względu na dosyć uroczą i ładną kreskę. W grze nie uraczymy żadnych animacji, bądź zachwycających i zapadających w pamięć obrazów, jednak nie jest aż tak źle. Każdy z głównych bohaterów się wyróżnia, reprezentuje inny gatunek ptaka (choć twórcy wyraźnie preferowali gołębie), a przy starcie można również wybrać, czy podczas pierwszego spotkania z daną postacią ma nam się pojawić jej ludzki odpowiednik. Co do projektu postaci nie mam żadnych zastrzeżeń, bo to przecież na nich i ich historii opiera się cała produkcja.
Pod względem muzyki jest już trochę gorzej... W grze usłyszymy głównie darmowe i zapętlające się w danych sytuacjach utwory (na przykład Taniec wieszczki cukrowej z Dziadka do orzechów Piotra Czajkowskiego, który zresztą bardzo, bardzo lubię). Mimo wszystko, klimat jest i tego nie mogę ukryć.

A to tylko jeden z absurdów.

  Reasumując, Hatoful Boyfriend  to przyjemna, choć stosunkowo krótka gierka o spotykaniu się z gołębiami. Jest to wyraźna parodia gatunku otome, przepełniona absurdalnymi i komicznymi sytuacjami, choć pod sam koniec można się porządnie zdziwić! Chyba nawet nie chcę rozmyślać nad tym, jak twórcy wpadli na taki pomysł. To przerażające i intrygujące w tym samym momencie!
  Ja przy "gołębiach" bawiłam się świetnie i nie żałuję, że ukończyłam ją w całości. Jest to idealny tytuł na spędzenie wolnego czasu przy czymś mało wymagającym i najzwyczajniej w świecie irracjonalnym i wręcz odmóżdżającym! Powinna spodobać się każdemu fanowi symulatorów randkowania, a zarazem japońskich dziwactw. Zdecydowanie polecam każdemu, kto lubi taki humor. To świetny sposób na przyjemne spędzenie kilku godzin!
W pogoni za zabójcą prezydenta, czyli ,,Ścigany"

W pogoni za zabójcą prezydenta, czyli ,,Ścigany"


Książki Katarzyny Michalak mają w sobie coś niespotykanego. Choć przeczytałam już kilka, wciąż chcę więcej. Nawet nie potrafię wyjaśnić, co mnie do nich aż tak przyciąga, jednak mam co do tego różne teorie... To zapewne wina fabuły i bohaterów! Przyzwyczajona do wiejskich klimatów i bohaterek-marzycielek zdziwiłam się, gdy dostrzegłam, że Ścigany jest z zupełnie innej bajki. Tym razem Katarzyna Michalak przeszła samą siebie i stworzyła historię pełną namiętności i brutalności.

   Książka opowiada o Danusi, która ma dość swojego życia i postanawia popełnić samobójstwo. W noc, która miała być jej ostatnią, poznaje Huberta Karlinga, którego poszukuje cała Polska. Okazuje się, że mężczyzna jest do niedoszłej samobójczyni bardzo podobny, a także wplątał się w ogromne tarapaty i potrzebuje pomocy właśnie od niej. Ranny i oskarżony o zabójstwo prezydenta ucieka przez bezludną część Bieszczad, modląc się, że ludzie jakimś cudem uwierzą w jego niewinność. Obydwoje mają trudną przeszłość, do której nie chcą wracać, jednak nie daje ona tak łatwo nie da za wygraną. Będą niejednokrotnie zmuszeni również do podjęcia bardzo drastycznych i niemoralnych środków, by tylko zapewnić sobie bezpieczeństwo. Jak na pierwszy rzut oka widać, nie jest to książka dla grzecznych dziewczynek...
  Fabuła jest interesująca, dzieje się bardzo dużo, dlatego ani razu się przy tym tytule nie nudziłam! Motyw ciągłego niepokoju i pościgu nadawał powieści mrocznego klimatu, a także pozwalał lepiej poznać bohaterów, którzy w trudnej sytuacji byli zmuszeni do zaufania sobie nawzajem. Słyszałam wiele głosów, że Ścigany jest bardzo podobny do Mistrza, jednak moim zdaniem obie książki łączy jedynie autorka i przedstawiona w nich brutalność. Drugiego tytułu nie potrafiłam skończyć, ponieważ to zupełnie nie są moje klimaty. Ściganego jednakże przeczytałam bardzo szybko. Wydał mi się po prostu o wiele dojrzalszy i ciekawszy.


- Wstawaj! Tylko powoli! - warknął do skulonej pod drzewem kobiety, celując z potężnego glocka między jej szeroko otwarte oczy. Ona zaś... zamiast poderwać się na równe nogi z rękami w górze i błagać o litość... roześmiała się.


    Polubiłam bohaterów. Prawie że wszystkie protagonistki z książek Katarzyny Michalak są albo marzycielkami, które ciągle chodzą z głową w chmurach, albo stanowczą bizneswoman. Danusia się wyróżniała. Była twardo stąpającą po ziemi i silną babką z trudną przeszłością. Wiele kobiet będzie mogło się z nią najzwyczajniej w świecie utożsamić. Podobała mi się jej powoli rozwijająca i delikatna, momentami wręcz subtelna, relacja z Hubertem. Nic nie działo się za szybko, no i bardzo mnie to cieszyło. Niestety pod koniec książki wszystko zaczęło się psuć...
  Najgorszym aspektem Ściganego jest jego końcówka. W ciągu kilku stron autorka chciała stworzyć spektakularne i pełne akcji zakończenie, że aż zaczęłam się zastanawiać, czy nie było pisane na kolanie. Największe niedopowiedzenie jest na ostatniej stronie... całą sytuację można interpretować na milion różnych sposobów, a kontynuacji już raczej nie zobaczymy! No ale cóż, pozostaje tylko czekać na jakieś nawiązania do Ściganego w innych tytułach autorki. Mam nadzieję, że jakieś się pojawią! Bardzo chciałabym poznać dalsze losy Huberta i Danki...
   Okładka  również bardzo się wyróżnia. Wpadła mi w oko i nie mogłam się na nią napatrzeć, gdyż bardzo lubię fotografie i grafiki tego typu. Jest minimalistyczna i ładna, od razu widać, że nie jest to typowa obyczajówka, do których przyzwyczaiła swoich czytelników Katarzyna Michalak.

   Uważam Ściganego za książkę dobrą. Można przy niej spędzić przyjemne chwile. Każdy fan autorki powinien być zachwycony nowym tytułem! Jest pełen akcji, zwrotów akcji i ciekawych bohaterów. Pokazuje brutalność i uczy, że każdą życiową trudność można pokonać. Wystarczy silna wola i odrobina chęci...


Wydawnictwo: Między słowami
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 05.09.2018

Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger