Niczym za dawnych lat, czyli ,,Miałeś tam nie wracać"

Niczym za dawnych lat, czyli ,,Miałeś tam nie wracać"


     Jak już niejednokrotnie w swoich recenzjach wspominałam, jest ze mnie raczej kryminalny laik. (O ironio, za każdym razem, gdy używam tego sformułowania, moje doświadczenie z nimi się zwiększa!) Czasem jednak pojawiają się książki, których opis mnie zaciekawi i nie zwracam uwagi na to, jaki gatunek reprezentują. Było tak w przypadku Miałeś tam nie wracać Wojciecha Wójcika. Z początku przeraziła mnie jej długość, bo mimo wszystko nie jest to książka chuda, lecz szybko zdałam sobie sprawę, że śledzenie losów głównego bohatera idzie mi dość szybko. Spodziewałam się przytłaczającego kryminału z ciężkim klimatem, jednak dostałam zgrabnie napisaną opowieść pełną humoru i zwrotów akcji. I bardzo się z tego powodu ucieszyłam.

   Adam po kilkunastu latach powraca do swojej rodzinnej miejscowości - Hajnówki. Nie jest to jednak miła wizyta, przyjeżdża on tam na pogrzeb swojego kolegi z liceum. Tajemnicza i nagła śmierć młodego chłopaka wstrząsa całą miejscowością. Krzyśka, funkcjonariusza Straży Granicznej, znaleziono martwego w jednym z podlaskich jezior. Nikt nie ma pojęcia, jak mogło się to stać, przecież chłopak, z powodu swojej fobii, zawsze starał się unikać wody... Adam obiecał sobie, że rozwiąże zagadkę tego nietypowego zgonu, gdyż jest to swojemu dawnemu przyjacielowi dłużny.  Wszystko robi się jeszcze bardziej skomplikowane, gdy Adam dowiaduje się, że Krzysiek próbował się z nim przed śmiercią skontaktować. Pech chciał, że z powodu swojego wyjazdu nie mógł odebrać telefonu. Sprawę utrudnia również zdjęcie znalezione przez głównego bohatera na działce. Jest na nim Kaśka - dziewczyna, która, zaraz po zakończeniu liceum, rzekomo popełniła samobójstwo. Wygląda ona jednak na nim na o wiele starszą... Gdzie w takim razie jest zaginiona dziewczyna? Adam musi połączyć te dwa wątki, by w końcu dotrzeć do ukrywanej przez lata prawdy. Gdy na jaw wychodzą kolejne nowe fakty, cała sprawa zaczyna robić się coraz bardziej zagmatwana i pomieszana. Główny bohater dostrzega również, że nie wszyscy są tymi, za kogo się przez tyle lat podawali...  
   Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy podczas czytania, był brak rozdziałów. Co prawda, dłuższe fragmenty były od siebie oddzielone, jednak historia jest prowadzona raczej w sposób ciągły.  Prawdę mówiąc, nie było to być może ogromne utrudnienie, lecz zawsze wygodniej czyta mi się książki ze stricte rozdziałami. Choć to może jedynie kwestia przyzwyczajenia? Zresztą, większość fragmentów kończyło w zaskakujący i szalony sposób, tak więc cały czas towarzyszył mi syndrom jeszcze jednego rozdziału i wręcz nie mogłam się od tej książki oderwać! Bardzo chciałam rozwiązać zagadkę Krzyśka i Kaśki, choć, tak prawdę mówiąc, niezbyt mi to wychodziło...


- W obliczu miłości wszyscy jesteśmy bezradni i naiwni jak dzieci - powiedziała. - To loteria, na której można wygrać... ale można i przegrać.

    Ogromną sympatią obdarzyłam bohaterów prowadzących własne, małe śledztwo. Z przyjemnością poznawałam ich losy, a także kibicowałam im podczas dążenia do odkrycia prawdy. Mieli ciekawą przeszłość i własne problemy, przez co wydawali się być ludzcy i każdy czytelnik mógłby się z którymś z nich utożsamić. Ja osobiście bardzo polubiłam Adama. Cieszę się, że książka została napisana z jego perspektywy, ponieważ żarty i wspomnienia, które niejednokrotnie były przez niego w książce przytaczane, często wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Podobało mi się także to, że Miałeś tam nie wracać jest osadzone w swojskim, małomiasteczkowym klimacie. Autor świetnie oddał klimat Hajnówki i stworzył kryminał, w którym pojawiają się opisy przyrody, między innymi puszczy białowieskiej.
   Tempo powieści jest dość spokojne, bardzo polubiłam styl Wojciecha Wójcika. Wszystko zmienia się jednak podczas zakończenia... tam dopiero zaczyna się istny film akcji! Sama potrzebowałam chwili na pozbieranie myśli i zrozumienie tego, co się właśnie dzieje. Niby nie było to aż tak skomplikowane, lecz nieźle zamieszało mi w głowie. Nie ukrywam, mnie to zakończenie się akurat podobało, lubię niekonwencjonalne pomysły na rozwiązanie fabuły, jednak niektórzy mogą się nim trochę zawieść.

   Reasumując, Miałeś tam nie wracać to naprawdę ciekawy kryminał osadzony w polskich realiach. Działo się w nim dużo, jednak powolne tempo pozwalało na rozkoszowanie się piękną, dziką przyrodą i refleksję na temat uciekającego czasu. Choć książka może wydawać się z początku gruba, czyta się ją naprawdę szybko i bardzo wciąga. Bohaterowie byli sympatyczni, a fabuła niezwykle ciekawa. Na pewno warto jest się zainteresować tajemniczą śmiercią funkcjonariusza z Hajnówki, zwłaszcza w te długie, gorące letnie dni.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Wojciech Wójcik
Ilość stron: 632
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 27.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Między snem a jawą, czyli ,,Znak kukułki"

Między snem a jawą, czyli ,,Znak kukułki"


   Gatunek Znaku kukułki niezwykle trudno jest mi określić. Spotkałam się z określeniem, iż jest to literatura obyczajowa, choć moim zdaniem podchodzi ona raczej pod thriller, a miejscami nawet i horror. Łączy w sobie tyle rzeczy, że aż trudno się w tym wszystkim połapać! Jest to książka dziwaczna, która od razu zainteresowała mnie swoim opisem. Z początku trochę się rozczarowałam i nie potrafiłam zmusić się do jej czytania, lecz potem stała się dla mnie jak sen, w którym chciałam się zanurzyć i z którego w ogóle nie chciałam się wybudzać. 

  Alina jako dziecko została adoptowana przez mężczyznę, który znalazł ją na skraju lasu. Nikt nie wie, kim ona naprawdę jest i skąd się w ogóle pojawiła. Od lat cierpi także na zaburzenia snu, ma omamy a jej sny potrafią być niezwykle niepokojące. Przybrany ojciec przed śmiercią zostawia list i artykuły, które mogą pomóc Alinie w odkryciu jej tożsamości i przeszłości. W tym wszystkim towarzyszy jej Greta -  nowa lokatorka, której, o dziwo, nie przerażają nietypowe zachowania kobiety. Wręcz przeciwnie, wspiera ją we wszystkim, co przeżywa i stara się pomóc w odnalezieniu odpowiedzi na każde z dręczących ją pytań.
Choć wątek poszukiwań prawdy z dzieciństwa Aliny wydaje się być na pierwszy rzut oka tym głównym, Znak kukułki to tak naprawdę trzy oddzielne, pozornie nie połączone ze sobą historie. Każda z nich różni się również sposobem narracji. W książce poznajemy Myszę, dziewczynkę inną od swoich rówieśników przez swoje niekonwencjonalne podejście do życia, a także Marię z jej (nie)bajką o Wilczej Dziewczynce. Każdą z tych postaci łączy więcej, niż może się na samym początku wydawać...
Bohaterowie byli unikalni i na swój sposób interesujący. Podobnie było z ich historiami, które z rozdziału na rozdział robiły się coraz bardziej niesamowite Najbardziej podobał mi się jednak wątek Marii, który osadzony był w przedwojennych realiach. Opowiadał o dziewczynie, która  potrafi porozumieć się z duchami, uwielbia tworzyć przeróżne historie, a pewnej nocy nieświadomie dowiaduje się o czymś, co miało być przed wszystkimi ukryte.
  Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się tego, co mnie w tej książce spotkało. Sądziłam, że będzie to zwykły thriller o nietypowej dziewczynie i poszukiwaniach jej prawdziwej tożsamości, lecz dostałam coś na innym poziomie. Zdziwiłam się, gdy dostrzegłam w tej historii obecność spirytystyki, zjawisk paranormalnych oraz elementy horroru psychologicznego. Przez jakiś czas nie mogłam przebrnąć przez początek, Znak kukułki najzwyczajniej w świecie do mnie nie przemawiał. Już miałam się poddać, lecz postanowiłam dać tej książce ostatnią szansę. I wtedy wszystko się zmieniło.
Anna Bichalska stworzyła nietypowy i zadziwiający świat, gdzie jawa nieustannie łączy się ze snem i nigdy nie jest pewne, co jest prawdą, a co wyłącznie naszą wyobraźnią.


Nikt nie jest normalny, bo każdy ma swoja cząstkę nienormalności, swoje małe własne wariactwo, bzika, dziwactwo. A tym samym nienormalność jest normalna.

   Perypetie bohaterów naprawdę mnie wciągnęły i nieustannie starałam się rozwikłać zagadkę dziewczyny znalezionej na skraju lasu. Pomimo mojego początkowego sceptycyzmu, Znak kukułki okazał się być świetnym thrillerem z elementami fantastyki i okultyzmu. Gdy już się w nią wciągnęłam, nie potrafiłam się od niej oderwać. Choć na co dzień nie sięgam po podobne gatunkowo tytuły, ta pozycja akurat bardzo mnie urzekła i zaintrygowała swoją dość niecodzienną i nietuzinkową fabułą.

  Tajemniczość i dziwaczność Znaku kukułki powinna przypaść do gustu każdemu, kto interesuje się niespotykanymi zjawiskami i historiami. Z drugiej strony jest to również książka o odnajdywaniu siebie i dążeniu do odkrycia prawdy o swoim wnętrzu. Zważając na to, że w historii pojawiają się różne, alternatywne rzeczywistości, nikt nie może być pewny, co tak naprawdę jest fikcją, a co prawdą. Znak kukułki to tytuł dla marzycieli, którzy nieustannie snują przeróżne opowieści, odrywając się tym samym od otaczającego ich świata codziennego. Bo kto wie, może po prostu pasują gdzie indziej?


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Anna Bichalska
Ilość stron: 451
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 20.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

  
Z wizytą w urokliwej Skandynawii, czyli ,,Pan. Wiktoria. Marzyciele"

Z wizytą w urokliwej Skandynawii, czyli ,,Pan. Wiktoria. Marzyciele"


     Od czasu do czasu lubię sięgać po klasyki, by zobaczyć, czy trochę starsze historie przypadną do mi gustu równie mocno, co te współczesne. Pan. Wiktoria. Marzyciele to tak naprawdę zbiór trzech powieści autorstwa norweskiego Noblisty. Sięgając po tę książkę byłam bardzo ciekawa, czy będę potrafiła się wczuć w takie skandynawskie i odrobinę filozoficzne klimaty. Cóż, muszę przyznać, że spotkanie z prozą tego autora było dość urokliwym i niecodziennym doświadczeniem.

   Pan. Z papierów porucznika Tomasza Glahna to historia człowieka, który postanowił zacząć żyć w zgodzie z naturą, w swojej drewnianej chatce gdzieś w lesie, wraz ze swoim psem Ezopem. Porucznik swoje życie dostosowuje do rytmu zmieniającej się przyrody. Całymi dniami przechadza się skandynawskimi lasami, a swój wolny spędza na łowieniu ryb, polowaniu lub po prostu rozmyślaniu nad wszystkim, co go na co dzień otacza. Mężczyzna jednak nie odizolowuje się w stu procentach od społeczeństwa i po jakimś czasie poznaje Edwardę, kobietę z zupełnie innego niż on świata. Dwójkę bohaterów niedługo potem zaczyna łączyć do siebie coś o wiele więcej... Jest to uczucie burzliwe i zmienne, zarazem jednak krótkie niczym skandynawskie lato. Bardzo podobał mi się pomysł z porównaniem miłości do różnych pór roku, a także poetyckie i naprawdę ładne opisy otaczającej porucznika Glahna przyrody. Pozwalało to poznać piękno dzikich skandynawskich krajobrazów i wczuć się w klimat przedstawiony przez autora.
Podobało mi się również to, że historia była prowadzona z perspektywy Tomasza Glahna, co pozwalało poznać jego myśli i spojrzenie na to nagłe i namiętne uczucie, które połączyło go z kobietą, która różniła się od niego praktycznie wszystkim... Przyznam, że Pan to była moja ulubiona historia z całej książki i czytało mi się ją po prostu najlepiej. Urzekła mnie co rusz zmieniająca się przyroda, którą Knut Hamsun w tak cudowny sposób opisał. Zaintrygował mnie również główny bohater i jego nietypowe, lecz ciekawe podejście do życia i wielu spraw.

  Druga opowieść to Wiktoria. Historia pewnej miłości i opowiada ona o dwójce młodych osób - Janku i Wiktorii, a także o ich miłości. Jest to niestety kolejna nieszczęśliwa para, którą więcej dzieli, aniżeli łączy. Wiktoria jest damą pochodzącą z zamożnej rodziny, a Janek to syn niezbyt bogatego piekarza, a także aspirujący pisarz. Lata mijają, a każde z nich żyje swoim życiem, na głowie mając przeróżne problemy... Wiktoria oczekuje na ślub z narzeczonym, którego majątek ma uratować upadający dwór, a Janek wydaje kolejne dzieła, w których zaczytuje się wiele osób. Własnie wtedy, gdy wszystko w ich codzienności wydaje się być spokojne i ułożone, w ich życia wkrada się to niespodziewane i silne uczucie, o którym zdążyli już dawno zapomnieć... 
Wiktoria to naprawdę wzruszająca i pełna namiętności historia o zakazanym uczuciu i walce z przeciwnościami. Być może nie skradła mojego serca w takim stopniu, jak Pan, jednak i tak bardzo mi się podobała. Opowieść naprawdę mnie urzekła swoją prostotą i estetyką, dlatego też byłam bardzo ciekawa, co czeka Wiktorię i Janka. Tego, co spotkało ich na samym końcu się, prawdę mówiąc, w ogóle nie spodziewałam. 


Tak, bo czymże jest miłość? Wietrzykiem, co szeleści pośród róż, a może błędnym ognikiem we krwi. Miłość — to muzyka piekielnie gorąca, która nawet serca starców porywa w wir taneczny. To jakby stokrotka, co o świcie kwiat swój szeroko rozwiera, a jednocześnie jakby anemon, co pod lada powietrzem się zamyka, a po dotknięciu umiera.

   Ostatnią pozycją jest opowieść Marzyciele opowiadająca o Ove Rolandseni, szalonym, lubującym się alkoholu i  niezwykle kochliwym wynalazcy, który przez swoje lekkie podejście do życia i wewnętrzną energię nie jest rozumiany w rybackiej wiosce, w której przyszło mu na co dzień mieszkać. Telegrafista skrycie marzy o wielkiej i prawdziwej miłości, jednak to odrzucenie przez społeczeństwo wcale mu w tym nie pomaga. Jest również wątek pastora i jego żony, w których życiach dzieje się dość sporo przeróżnych rzeczy... Na pierwszy rzut oka są to jedynie sprawy miłosne, ale czy na pewno?
Cóż, Marzyciele podobali mi się chyba najmniej z całej trójki powieści. Jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w perypetie bohaterów, nawet jeśli wyglądali mi oni na niezwykle interesujących. Wydaje mi się, że byłam po prostu zmęczona stylem autora i tym całym norweskim klimatem. Co za dużo, to niezdrowo, racja?  Nie zmienia to jednak faktu, że była to opowieść urokliwa i dość ciekawa.

   Reasumując, Pan. Wiktoria. Marzyciele to zbiór powieści na pierwszy rzut oka różnych, jednak połączonych dziką, skandynawską przyrodą, a także namiętnymi i burzliwymi emocjami bohaterów. Wszystkie były na swój sposób intrygujące, a w prozie Hamsuna każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Trzeba się jedynie przygotować na to, że jest to książka ciążka, dość specyficzna, jednak niezwykle urokliwa i poruszająca. Nie jestem w pełni przekonana, czy takie klimaty są czymś dla mnie, lecz mogę z czystym sercem stwierdzić, że te trzy opowieści na pewno pozostaną w mojej pamięci jako coś zakasującego i niecodziennego. Była to dobra odskocznia od współczesnych tytułów i ciekawy powrót do przeszłości.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Knut Hamsun
Ilość stron: 429
Cena okładkowa: 49 zł
Premiera: 02.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"






     Swego czasu przeczytałam pierwszą część nie-autobiografii autorstwa Katarzyny Michalak, Pisarkęi po jej skończeniu wręcz nie mogłam doczekać się kolejnych części Trylogii autorskiej. Niezwykle wciągnęłam się w historię skrzywdzonych przez życie Weroniki i Wiktora i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się ich losy. Gdy tylko druga część trafiła w moje ręce, od razu zabrałam się za czytanie, ciekawa tego, co tym razem mnie czeka. A nie ukrywam, w Zagubionej działo się naprawdę dużo. Z książki na książkę, Katarzyna Michalak coraz bardziej mnie zadziwia, a ja poznaję autorkę z zupełnie innej strony.

    W kontynuacji ponownie śledzimy losy Ewy Kotowskiej, autorki, która tworzy swoją najnowszą, nie-autobiograficzną powieść. Zupełnie jak w poprzedniej części, książka podzielona jest na rozdziały pokazujące momenty ze współczesnego życia pisarki, a także te, pokazujące treść jej książki, gdzie główną bohaterką jest niejaka Weronika Nocyk. Dziewczyna wciąż zmaga się z ogromnymi życiowymi problemami, jednak teraz do jej zmartwień dołącza kilku interesujących (a także zainteresowanych nią) mężczyzn, którzy są w stanie diametralnie zmienić jej życie... Nie brakuje również chłopaka z poprawczaka, Wiktora,  czyli dawnej i największej miłości Weroniki. Czy dziewczyna będzie potrafiła wybaczyć mu po tym wszystkim, co się w ich relacji wydarzyło? Ma przecież przy sobie swojego serdecznego przyjaciela - mentora-weterynarza, a na studiach poznaje specyficznego lekarza z bogatej rodziny. Który z nich okaże się być dla niej najlepszy? Takie dylematy co rusz pojawiają się w głowie dziewczyny, stawiając ją przed trudnym wyborem, od której może zależeć jej najbliższa przyszłość. No i jak tu wybrać spośród osób, które chcą dla ciebie (chyba) jak najlepiej?
   Cała książka prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, jednak niejednokrotnie pojawiają się komentarze autorki do danej sytuacji, co dodaje całej książce osobistego wydźwięku. Uważam to za niezwykle ciekawy zabieg, który pozwala wczuć się w to, co musiała przejść bohaterka i bliżej poznać jej opinię po tylu latach. Momentami było mi jej naprawdę szkoda i aż strach pomyśleć, że coś z tego wszystkiego mogło wydarzyć się w życiu prywatnym Katarzyny Michalak. Przerażające! Naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy chcą dla innych jak najgorzej, posuwając się do takich okropieństw, jakie pojawiły się względem Weroniki w Zagubionej.


Jeśli chcesz skomplikować sobie życie, możesz skoczyć na nieco za długiej bungee albo ruszyć zimą na Mount Everest w adidaskach. Możesz także kochać dwóch mężczyzn, z których żadnego kochać się nie da.

    Gwałt, zastraszanie, brutalność, przemoc fizyczna i psychiczna to coś, co w najnowszej książce Katarzyny Michalak występuje niestety dość często. Autorka stara się pokazać czytelnikowi najciemniejsze odcienie świata i pokazać człowieka, który jest już praktycznie na dnie i nie ma niczego, co może go przed tym okrucieństwem uratować. Mimo wszystko, zawsze jest jeszcze jakaś nadzieja na lepsze jutro. Zawsze przecież wschodzi słońce, a nowy dzień jest w stanie wszystko zmienić... Właśnie za takie wartości uwielbiam książki Katarzyny Michalak. Jej książki dają nadzieję i cieszę się, że poruszyła właśnie taki temat. Na pewno podniesie to na duchu osoby, które mają z czymś takim do czynienia i poznały cierpienie Weroniki na własnej skórze.
   Muszę przyznać, że z książki na książkę coraz lepiej czyta mi się utwory tej autorki. Co rusz pozytywnie mnie zaskakiwała i wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Koniecznie chciałam wiedzieć, jak ta cała historia się zakończy... Cóż, prawdę mówiąc, zakończenie było dość nietypowe i pozostawiło mnie z ogromem pytań. Z niecierpliwością będę oczekiwać Marzycielki i mam nadzieję, że ostatnia część trylogii mnie nie zawiedzie.

    Zagubiona to pozycja obowiązkowa dla fanów literatury Katarzyny Michalak. Pozwala ona poznać autorkę od zupełnie innej strony i pokazuje okrucieństwo niektórych ludzi. Czyta się ją bardzo szybko, a perypetie bohaterów niezwykle wciągają. Po raz kolejny sprawdza się określenie, iż jest to książka nieodkładalna! Soczysty cliffhanger na samym końcu zmusza do oczekiwania na rozwiązanie wątku Weroniki Nocyk  i Wiktora Helerta, które ma, na szczęście, nadejść dość prędko. Polecam ludziom, którzy chcą odnaleźć w swoim życiu trochę pocieszenia, jednak mam szczerą nadzieję, że Marzycielka przyniesie nam o wiele szczęśliwsze zakończenie... W końcu każdy z nas na takie zasługuje.
 

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 304
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 16.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]


      Doświadczenia z angielskimi kryminałami nie mam praktycznie żadnego, bowiem w moim życiu zdarzyło mi się przeczytać wyłącznie Strzały w Stonygates Agathy Christie, które były zresztą moją lekturą szkolną. Przyznam, że do książki Francusa Duncana podeszłam bez jakichkolwiek większych oczekiwań i nie wiedziałam, czego mogę się po niej tak naprawdę spodziewać, ponieważ kryminały nigdy znajdowały się wśród moich ulubionych gatunków książek. Cóż... jednak po Morderstwo na motyw nabrałam ochoty na więcej podobnych historii.

     Dalmering to malownicza, brytyjska miejscowość, do której przybywa detektyw amator Mordecai Tremaine w celu odwiedzenia swoich przyjaciół. Zaraz po po dotarciu na miejsce dowiaduje się o okropnej tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami tego spokojnego miejsca. W Dalmering doszło do tajemniczego morderstwa i Mordecai, jako ogromny fan kryminalnych zagadek i badacz ludzkich zachowań, wręcz nie potrafi powstrzymać się od pomocy w schwytaniu zabójcy.
W międzyczasie odbywają się próby amatorskiej grupy teatralnej, która przygotowuje się do wystawienia nietypowej sztuki o tytule Morderstwo ma motyw. Każdego z aktorów poruszyła nagła śmierć osoby zaangażowanej w całe przedsięwzięcie, jednak nie zmienia to faktu, że równie dobrze jeden z nich może mieć z nim jakiś związek...
Spokojne miasteczko zaczyna powoli zamieniać się w miejsce, gdzie nikt nie może czuć się bezpiecznie, a w powietrzu unosi się ciągłe uczucie strachu i obawy o własne życie. Dawni przyjaciele stają się wrogami i już nikt nie wie, komu tak naprawdę może zaufać.
  Fabuła jest ciekawa i do samego końca nie można być pewnym, jak to wszystko się skończy. Co rusz pojawia się zwrot akcji, który zmienia postrzeganie na całe dochodzenie. Czytelnik poznaje nowe fakty, nowe osoby, ukrywaną prawdę... Mordecai Tremaine ma więc z tą sprawą naprawdę nie lada wyzwanie!
   Muszę niestety stwierdzić, że na początku trochę się przy tej książce nudziłam. Co prawda nie było aż tak źle, jednak jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę i ten cały klimat... Na szczęście to było jedynie chwilowe i szybko udało mi się z tym problemem uporać. Może to po prostu było spowodowane moim sceptycznym podejściem do angielskich kryminałów? 


Nie można dostrzegać w świecie tylko piękna. Trzeba też widzieć szpecące plamy, rzeczy wstrętne i nieestetyczne. Ponieważ takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne. Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość - taki jest prawdziwy cel życia.

   Bohaterów jest dość sporo, jednak każdy z nich jest na tyle barwny, że zapamiętanie ich wszystkich nie jest wcale aż tak wielkim problemem. No i oczywiście w dodatku po jakimś czasie ich ilość zaczyna się powoli zmniejszać, jak to w kryminałach często bywa... Niestety Mordecai i policjanci mają przez to jeszcze więcej pracy! Bardzo polubiłam głównego bohatera. Jest on naprawdę uroczym starszym panem, który z całego serca chce pomóc policjantom w odnalezieniu zabójcy.
Cóż, przyznam, że ja detektywem byłabym beznadziejnym. Żadna z moich teorii się niestety nie sprawdziła! Jak dobrze, że to nie ode mnie zależało, czy mieszkańcy Dalmering będą bezpieczni i wolni od mordercy!


    Morderstwo ma motyw to naprawdę świetny brytyjski kryminał. Akcja książki osadzona jest w spokojnym, niezwykle klimatycznym miasteczku, co pozwala wciągnąć się w perypetie bohaterów już od pierwszych rozdziałów. W Dalmering trup ściele się gęsto, a ludzie zaczynają obawiać się, kto będzie następny... Do samego końca czytelnikowi towarzyszy uczucie niepokoju i niepewności. Choć jestem kryminalnym laikiem, sprawa, którą zajął się Mordecai Tremaine bardzo mnie wciągnęła i być może jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś książkę w podobnym klimacie. Zdecydowanie polecam.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Francis Duncan
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 20.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


Byle do rana, czyli ,,Raj"

Byle do rana, czyli ,,Raj"


    Czyż Raj nie brzmi jak urokliwe miejsce? Któż nie chciałby spędzić tam choć chwili? Nie ukrywam, że mnie również to miejsce naprawdę zaciekawiło i własnie dlatego postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę Marty Guzowskiej. Choć było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, mogę śmiało stwierdzić, iż należało ono do dość udanych. Nieczęsto sięgam po thrillery, więc trochę obawiałam się, co mnie w tej historii spotka. Cóż, mimo wszystko naprawdę pozytywnie się zaskoczyłam, Raj to była naprawdę miła, dająca do myślenia lektura.

   Spora część książki dzieje się w tytułowym Raju, ogromnej, cudownej i dopiero co otwartej galerii handlowej, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko, o czym się tylko marzy. Nikt jednak jeszcze nie wie o tym, że już za kilka godzin ta galeria stanie się więzieniem, w którym kilka osób będzie musiało przeżyć swoją noc. Jeden krótki filmik będzie mógł wpłynąć kilka żyć... Każdy ma swój cel i niektórzy będą zdolni do najokropniejszych posunięć, by tylko osiągnąć sukces.
   Teresa to nadopiekuńcza matka, która stara się jakoś przemówić do swojej zbuntowanej córki, Doroty. Ta jednak woli spędzać czas z Ce, "gwiazdą internetu" i dość znaną Youtuberką zajmującą się ocenianiem najnowszych ubrań od swoich sponsorów. Pewnego dnia postanawiają wymknąć się na otwarcie galerii, o której każdy tyle mówi. Muszą być przecież na topie, racja? W międzyczasie student Jakub i ,,głupi rusek" Andriej mają robotę, są w końcu dilerami. Coś jednak nie idzie po ich myśli (znowu ten Andriej coś odwalił!) i są zmuszeni do przerwania swojego, nie ukrywajmy, dość udanego interesu. Jest również Rudy, inteligentny złodziej-ekolog, który chce dokonać największej kradzieży w swojej karierze i przygotować się do poważniejszych akcji. Jak można było przewidzieć, jemu również niezbyt to wychodzi i jest zmuszony do zmiany planów. W tej historii pojawia się też Jonasz, szef całego przedsięwzięcia i człowiek od zadań specjalnych. Dla niego nie liczy się dobro ludzi, a dochody, jakie przyniesie mu galeria. 
     Każdy z bohaterów jest unikalny i na swój sposób interesujący. Z ogromną chęcią śledziłam ich losy i byłam bardzo ciekawa, co im się jeszcze wydarzy. Mimo wszystko, do gustu najbardziej przypadł mi Rudy. Jego historia była jakby oddzielna i po prostu najmniej mnie z nich wszystkich denerwował. Był sprytnym, inteligentnym młodzieńcem, któremu zależało na szybkim wykonaniu swojego zadania, nie zwracają nawet na innych zbyt wielkiej uwagi. Niemiłosiernie denerwowały mnie dwie nastolatki. Zwłaszcza Ce, która dla fejmu i lajków była gotowa do najgłupszych posunięć.


Rudy był już w setkach galerii handlowych, od lat nie przepuścił żadnego otwarcia, wszystko jedno, w którym mieście, jeździ po całym kraju. Więc widział to i owo. I gdyby miał dawać punkty za wystrój, ta dostałaby pełną dziesiątkę.



     Bardzo podobało mi się, że każdy rozdział był pisany z perspektywy innej postaci i uważam to za ciekawy pomysł. Co prawda nie była to narracja pierwszoosobowa, jednak pojawiały się zwroty i sformułowania, które kojarzyły się z danym bohaterem, a także zmieniał się styl pisania. Pozwalało to lepiej poznać każdego z bohaterów i jeszcze bardziej wciągnąć się w ich losy. Można pomyśleć, że takie przeskoki będą naprawdę męczące, lecz nic bardziej mylnego! Samą książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, głównie ze względu na współczesny język i częste używanie młodzieżowego slangu. Fabuła również jest ciekawa i aż chce się samemu odkryć, jak ta  nietypowa noc w galerii się zakończy.


Jest gorąco i czarno. Może trafiła do piekła. Nie chodziła na religię, ale chyba każdy wie, co to piekło.

   Marta Guzowska poruszyła ważny temat, jakim jest bezmyślne podążanie za trendami, chęć zdobycia sławy i rozgłosu w Internecie, a także konsumpcjonizm współczesnego społeczeństwa.  W Raju nic nie jest tak, jak być powinno. Ludzie interesują się jedynie sobą, nie przejmując się dobrem innych. Bardzo łatwo potrafią również pokazać wszystkie najmroczniejsze ludzkie wady. Najbardziej poruszyło mnie zakończenie przedstawiające... cóż, dość szokującą sytuację i ogromną znieczulicę. Autorka przedstawiła ten problem w dość nietypowy, lecz zmuszający do refleksji sposób.
    Minusem było powtarzanie niektórych sytuacji, jednak z perspektywy innego bohatera. Czasem dawało to możliwość, by inaczej do danego momentu podejść, lecz wiele razy było to zupełnie niepotrzebne i jedynie spowalniało akcję książki. Kolejną, choć już trochę mniejszą, wadą było stereotypowe podejście do niektórych bohaterów. Nie oszukujmy się, nie wszystkie nastolatki są takie jak Ce i Dorota! Mnie co prawda bohaterowie osobiście aż tak nie przeszkadzali, więc wszystko zależy od czytającego. 

   Reasumując, Raj to naprawdę ciekawy thriller psychologiczny, w którym wiele się dzieje i nie ma czasu na nudę. Nie jest to co prawda książka bez wad, jednak nie są one aż tak dostrzegalne i nie przeszkadzają w czytaniu. Bardzo podobał mi się zamysł i temat, który został w tym tytule poruszony. Być może sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki Marty Guzowskiej, choć są one osadzone w nieco innych realiach... Mimo wszystko, Raj polecam.


Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Marta Guzowska
Ilość stron: 492
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 03.04.2019

Książkę otrzymałam z portalu czytampierwszy.pl 
Break up book tag

Break up book tag







    Hejka! Zostałam ostatnio nominowana do zrobienia Break Up Book Tag i za tą przyjemność bardzo dziękuję Demetria Books z bloga Podróże Międzyksiążkowe (polecam także tam zajrzeć). Jest to mój pierwszy tag na tym blogu, jednak mam nadzieję, że wkrótce będzie ich o wiele więcej! No cóż, tak więc chyba mogę już po prostu i bez zbędnego przeciągania zacząć!





   
W celu znalezienia takiego tytułu sięgnę aż do początków mojego powrotu do czytania. Marsjanin od dawna za mną chodził, a gdy go tylko zaczęłam... po prostu zakochałam się w tej historii. O przygodzie, która spotkała na Czerwonej planecie Marka Watneya już jakiś czas temu pisałam na blogu, lecz lubię powracać co jakiś czas do tego tytułu. To pełne humoru science-fiction, które wciąga równie mocno jak czarna dziura! Moim zdaniem była jednak odrobinę za krótka... zdążyłam zżyć się ze wszystkimi bohaterami, a tu nagle nadszedł jej koniec. Po tej lekturze miałam ochotę na więcej kosmicznych opowieści. Andy Weir stworzył książkę, która posiada w sobie tyle niezrozumiałych dla zwykłego śmiertelnika określeń i nawiązań do techniki i nauki, lecz to właśnie dzięki temu Marsjanin jest na swój sposób wyjątkowy. i wciągający






   
Druga książka również została przeze mnie przeczytana już jakiś czas temu. Tym razem sięgam po moje ulubione rosyjskie posapo, czyli Metro 2033 i wszystkie książki z tym uniwersum związane. Jest to opowieść o świecie zniszczonym przez konflikt nuklearny, gdzie przeżyli wyłącznie ci, którzy zdążyli ukryć się w moskiewskim metrze. To właśnie tam rozpoczyna się zupełnie nowe życie, a ludzie starają się zachowywać, jakby wojny w ogóle nie było. Czytelnik śledzi losy Artema, młodego chłopaka, który otrzymuje niezwykle odpowiedzialne zadanie. Musi udać się do serca metra, by przekazać wiadomość o nadchodzącym niebezpieczeństwie. Po drodze spotyka wielu interesujących ludzi i przebywa na przeróżnych stacjach.
 Fani cały czas tworzą własne historie, dlatego przygoda nie kończy się jedynie na trylogii Glukhovskiego. Ja na każdą nową pozycję czekam z niecierpliwością i wręcz nie mogę się doczekać, by ponownie wrócić do podziemi...





   
Nie jestem aż tak wielką fanką ckliwych historii, dlatego wybranie jakiejkolwiek książki sprawiło mi nie lada kłopot. Postanowiłam jednak przedstawić tytuł, który wywołał u mnie przygnębienie i zadumę, nawet długo po jej skończeniu. Los chciał, że była to akurat Dżuma Alberta Camus. Książka ta była co prawda moją lekturą szkolną, jednak naprawdę przypadła mi do gustu i została jedną z moich ulubionych. Opowiada o epidemii czarnej śmierci w Oranie i tym, jak mieszkańcy starali sobie z nią poradzić. Jest to powieść paraboliczna, pełna symboli i ukrytego znaczenia, lecz z autopsji wiem, że czytana na dosłownie także wywołuje wiele emocji. Bohaterowie posiadają swoje własne dylematy i problemy, a także z każdym można się na swój sposób zidentyfikować. Dżuma naprawdę mnie poruszyła i zakochałam się w niej właśnie dzięki temu ciężkiemu i przygnębiającemu klimatowi.






   
Bardzo lubię książki, przy których można się uśmiechnąć i rozluźnić po ciężkim dniu. Niezwykle cenię wyrazistych bohaterów z ciętym językiem, dlatego też miejsce w tej kategorii dostaje u mnie zarówno Mark Watney ze wspomnianego wyżej Marsjanina jak i Falcio val Mond z recenzowanego już kiedyś przeze mnie Ostrza Zdrajcy. Ja jednak skupię się na tym drugim tytule. Narracja w książkach z tej serii prowadzona jest w pierwszej osobie, dlatego czytelnik może dokładnie poznać myśli protagonisty, który, nie ukrywajmy, ma naprawdę ogromne poczucie humoru i każdy jego komentarz powodował u mnie uśmiech na twarzy. Seria jest pełna czarnego humoru i emocjonujących starć, dlatego też tak bardzo skradła moje serce. Jestem zakochana w świecie Wielkich Płaszczy!




   

Prawdę mówiąc, mam sporo takich tytułów. Niejednokrotnie zdarzyło mi się zacząć coś ot tak, nawet nie zastanawiając się, o czym to jest. Orwella znam z fenomenalnego Folwarku Zwierzęcego, dlatego też Rok 1984 zaczęłam zaraz po tym, jak tylko (w dodatku przypadkiem) wpadł mi w ręce. Jest to wizja świata, w którym rządzi Wielki Brat, a każdy człowiek jest inwigilowany i kontrolowany przez władze. Książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i obudziła we mnie miłość do przeróżnych antyutopii. Pojawiła się w moim życiu przypadkowo, jednak ani trochę nie żałuję, ze po nią sięgnęłam. Uważam, że to klasyk, po który każdy powinien sięgnąć. 






   
Nie ukrywam, mam sporo gatunków, po które rzadko sięgam i bywam w tej kwestii dość wybredna. Jednym z takich gatunków są opowiadania. Prawdę mówiąc, do czasu Opowiadań bizarnych Olgi Tokarczuk, nie czytałam żadnego zbioru od jednego autora. W książce znajduje się dziesięć opowiadań osadzonych w zupełnie różnych realiach i czasach. Wszystkie jednak łączy tajemniczy klimat i ich dziwność, a także niekonwencjonalne zakończenia. Każde z nich było na swój sposób interesujące, dlatego całokształt naprawdę przypadł mi do gustu i zachęcił do sięgnięcia po inne książki tej autorki. Teraz na pewno będę inaczej patrzeć na wszystkie zbiory opowiadań, gdyż na pewno w każdym znajdzie się choć jedna perełka... Szkoda tylko, że niektóre są zdecydowanie za krótkie, naprawdę chciałabym przeczytać całe książki o perypetiach niektórych z bohaterów.






   
No i proszę, kolejny gatunek, po który sięgam dość rzadko... Choć bardzo lubię miłosne historie, to romanse czytam stosunkowo nieczęsto (no, pomijając twórczość Katarzyny Michalak...). Mimo wszystko, spotkania z takimi książkami wspominam dość pozytywnie. Moje serce najbardziej skradł Znachor Tadeusza Dołęgi-Mostowicza. Był to pierwszy klasyk, po który sięgnęłam sama z siebie. Oczarował i zachęcił mnie do tego fenomenalny film o tym samym tytule... Historia opowiada losy kardiochirurga profesora Wilczura, który po utracie pamięci  zostaje wiejskim znachorem, Antonim Kosibą. W tym samym czasie dzieje się wątek Marysi i Leszka, pochodzących z dwóch różnych rzeczywistości. Nie ukrywam, naprawdę wciągnęłam się w ich perypetie i byłam ciekawa, jak to wszystko się zakończy. Znachor pokazał, że miłość potrafi pojawić  się naprawdę niespodziewanie. 



No, więc tym razem to by było na tyle. Jeszcze raz dziękuję za nominację i zapraszam do odwiedzenia bloga Podróże Międzyksiążkowe! 
Znów w grze, czyli ,,Droga Szamana. Etap 2: Gambit Kartosa"

Znów w grze, czyli ,,Droga Szamana. Etap 2: Gambit Kartosa"


      LitRPG wciąż jest rzeczą dość nową i nieczęsto w Polsce spotykaną. Gatunek ten łączy dwie najbardziej lubiane przeze mnie rzeczy (książkę i grę wideo), dlatego też obok Drogi Szamana nie mogłam przejść obojętnie. Jest to już moje drugie spotkanie z Barlioną, fikcyjnym światem stworzonym przez Wasilija Machanienko i muszę przyznać, że bawiłam się naprawdę świetnie. Nie było to być może zaskoczenie na poziomie pierwszej części, jednak sądzę, że kontynuacja również trzyma poziom i przypadła mi do gustu.

  Barliona to wirtualny świat, w którym zanurzają się miliony graczy, pragnących ucieczki od  dość nieciekawej rzeczywistości. Choć dla większości jest to rozrywka oraz szansa na dość spory zarobek, są też osoby, dla których Barliona stała się więzieniem. I to dosłownie. Kryminaliści odbywają w niej swoje wyroki, a filtry ich doznań są włączone, przez co wszystko wydaje się być prawdziwe. Więźniowie muszą zaczynać od zera, nie mając wpływu na większość spraw. Mimo wszystko, zdarzają się jednak wyjątki.
    Machan, Szaman, w końcu trafia na wolność, jednak nie jest to to, na co tak naprawdę czekał. Chcąc nie chcąc, postanawia na zaistniałą sytuację nie narzekać i od razu zabiera się do rozwijania umiejętności i poziomu swojej postaci. To również właśnie wtedy bohater zaczyna dostawać unikalne i legendarne zadania, choć sama kraina nie powinna ich w ogóle mieć... Tak więc jest to książka, której akcja dzieje się, w głównej mierze, od zadania do zadania. Są one mniej lub bardziej interesujące, jednak wiem jedno - na pewno nie ma tutaj czasu na nudę!
     Fabuła być może nie jest aż tak porywająca i zaskakująca, lecz podobała mi się. Nie była zbyt skomplikowana, a zakończenie wielu sytuacji można było samemu odgadnąć, no ale czegoś ambitniejszego się po tym tytule nawet nie spodziewałam. Machan potrafił wybrnąć z praktycznie każdej sytuacji, przez co wszystko zaczyna się robić momentami bardzo monotonne i nudnawe. On ma zdecydowanie zbyt wielkiego farta i wszystko potrafi rozwiązać jedynie zbiegiem okoliczności! No ale cóż, nie jest to aż tak uciążliwe, gdy przypomnimy sobie, że akcja dzieje się w grze komputerowej, gdzie funkcjonuje wiele rozwiązań, ułatwiającym graczom rozgrywkę.



- Chcę figurki Orków Wojowników. Wiem, że je masz.
- Co otrzymam w zamian?
- Tytuł Mistrza Feniksa. 


     Droga Szamana to tytuł skierowany w głównej mierze do fanów gier MMORPG typu World of Warcraft. Jest pełna slangu używanego przez graczy i raczej nie zostanie ona w całości zrozumiana przez osoby, które z grami komputerowymi nie mają nic wspólnego. Nie są to być może pojęcia trudne i mało znane, jednak na pewno mogłyby wywołać problem, zwłaszcza, że główny bohater używa ich stosunkowo często. Mimo wszystko, każdy gracz powinien zrozumieć to, co Wasilij Machanienko miał na myśli.
    W drugiej części jest, przynajmniej moim zdaniem, o wiele mniej ,,growych" elementów.  Było to spowodowane faktem, że akcja mimo wszystko działa się wokół zadań fabularnych, gdzie Szaman opisywał swoje przemyślenia co do niektórych spraw. Momentami czułam się, jakbym czytała fantasy niższych lotów, aniżeli LitRPG! Nie zmienia to jednak faktu, że poczynania głównego bohatera śledziłam z niemałym zainteresowaniem. Jest to historia dobra, jednak momentami gubiąca się w tym, czym miała pierwotnie być. Mam nadzieję, że w następnych częściach się to zmieni
     Polubiłam również postacie drugoplanowe. Bywały nijakie (może to wina tego, że to zwykli NPC, a nie prawdziwi ludzie?), jednak przypadli mi do gustu. Dwie babcie, które ciągle wysyłają Machana, by roznosił im listy, a następnie prawią mu kazania o dobrym zachowaniu i szanowaniu starszych? Dla mnie brzmi świetnie. Szczególnie, że ich wątek był jednym ze śmieszniejszych i pozwalał trochę odpocząć po poszukiwaniu przygód i sposobów na zwiększanie levela.

   Jeśli gry komputerowe nie są ci obce, a klimaty fantasy to jedne z twoich ulubionych, koniecznie sięgnij po Drogę Szamana. Jest to książka pełna humoru, akcji i nawiązań do świata gier MMORPG.  Gamingowi laicy znajdą tu dość nietypową, napisaną zupełnie inaczej niż inne, książkę o przygodach młodego Szamana, wpadającego w coraz to poważniejsze kłopoty. Ja już wręcz nie mogę doczekać się trzeciej części! Zdecydowanie polecam graczom, choć nie tylko oni odnajdą tu źródło prostej, lecz przyjemnej rozrywki.

Wydawnictwo: Insignis
Autor: Wasilij Machanienko
Ilość stron: 425
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 13.03.2019

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Nauczyciel i tajemnicza dziewczyna, czyli ,,Czerwony Wariant"

Nauczyciel i tajemnicza dziewczyna, czyli ,,Czerwony Wariant"


   Czerwony Wariant jest już drugą książką z zupełnie nowego Uniwersum Metro 2035. Pierwszy tytuł z tej serii bardzo przypadł mi do gustu, dlatego nawet się nie zastanawiałam, gdy sięgałam po drugi. Byłam bardzo ciekawa, czym tym razem zostanę przez jednego z fanów Metra zaskoczona. I cóż, nie ukrywam, dostałam solidną i ciekawą opowieść, która momentami nawet dorównuje rewelacyjnej poprzedniczce.

  Stalkerzy z Krzyża, wspólnoty stacji obu linii, pewnego razu znajdują na powierzchni tajemniczego, nieznanego mężczyznę w uszkodzonym skafandrze. Nikt, nawet on sam nie potrafi określić, kim jest i skąd przybył. Nikt, z wyjątkiem niepełnosprawnej umysłowo dziewczyny, zachowującej się jak dziecko. Tylko ona będzie mogła rozwiązać zagadkę tajemniczej postaci... Tylko jak?  Przecież nie potrafi mówić, a jej zachowanie budzi lekki niepokój u większości ludzi... Jest jednak pewien cień szansy.
Jon jest zwykłym nauczycielem pracującym w zwykłej szkole znajdującej się w podziemiach kijowskiego metra. Dostaje zadanie, które polega na przetransportowaniu dziewczyny na drugi koniec Krzyża, gdzie pewien lekarz może jej pomóc. Nie jest to jednak tak łatwe, na jakie może wyglądać... Nie wszyscy bowiem chcą, by ten sekret został przez kogokolwiek odkryty. 
   Bardzo spodobało mi się zupełnie inne podejście do stalkerów. W każdej książce z Metra, jaką czytałam, byli oni uważani za ważne i szanowane osobistości. W Czerwonym Wariancie są oni brani  raczej za wyrzutków odłączonych od społeczeństwa. Wszyscy w kijowskim metrze się ich wręcz boją i zachowują, jakby stalkerzy byli nosicielami jakiejś zakaźnej i śmiertelnej choroby. Pozwala to spojrzeć na ich profesję z zupełnie innej perspektywy. Można zobaczyć, co sądzą osoby, które spotykają się z ciągłą pogardą i nienawiścią ze strony innych. Cieszę się, że ktoś w końcu stworzył koncepcję odbiegającą od oryginału.
   Na pierwszy rzut oka fabuła może wydać się sztampowa i dość często spotykana w książkach z Uniwersum, jednak wcale tak nie jest. Jest to historia wciągająca i trzymająca w niepewności aż do ostatnich stron. Rozwiązanie jest tak blisko, a zarazem tak daleko! Naprawdę nie spodziewałam się aż takiego zwrotu akcji na samym końcu. Prawdę mówiąc, to właśnie końcówkę czytało mi się  z całej książki najlepiej. Wcześniejsze momenty bywały niekiedy nużące i jakby ciągnące się w nieskończoność. Nie zmienia to jednak faktu, że miały swój urok i pokazywały, że każda stacja się czymś różni i jest na swój sposób interesująca. 


Poderwali Jona szarpnięciem z ziemi. Lufa utkwiła mu w szyi pod podbródkiem.
- Nie dowcipkuj mi tu, klaunie! - warknął dowódca. - Jeszcze raz, po kolei! Ktoś ty?
- Nauczyciel z Łukjanowskiej.


   Do gustu przypadł mi również klimat panujący w książce. Był tajemniczy i mroczny, czyli taki, jaki w książce z Uniwersum Metro powinien być. W Czerwonym Wariancie nie ma aż tak dużo akcji, jak w niektórych tytułach z serii i trochę mnie to smuciło. Siergiej Niedorub postawił na opisanie historii metra i przemyśleń nauczyciela na niektóre sprawy. Prawdę mówiąc, nie przepadam za tytułami, gdzie dość często wkrada się nuda, po prostu lubię, gdy bohaterów spotyka coś niezwykłego.  Na szczęście pojawia się kilka momentów, w których coś w końcu się dzieje. 
Jak zastało na początku zapowiedziane, Uniwersum Metro 2035 ma być o wiele dojrzalsze i brutalniejsze od poprzedniego. Niestety, w Czerwonym Wariacie tego aż tak tego nie widać. Owszem, jest dojrzalej, lecz czegoś mi tu brakuje... Jest to opowieść dobra, lecz niestety posiadająca swoje wady. Jednego jestem pewna, na pewno jest inna od większości historii, które już znamy. I to jest jej ogromny pozytyw.
   Plusem jest też objętość. Nic nie jest ani za długie, ani za krótkie. Autor świetnie wykreował spójny i logiczny świat, a także przy okazji opowiedział o losach Jona i Elzy. Kolejne strony byłyby po prostu niepotrzebne. Choć w sumie chciałabym się dowiedzieć, co stało się z bohaterami po zaskakującym zakończeniu...

   Jest to książka dla każdego fana serii Metro, a także klimatów postapokalipsy. Czerwony Wariant to zgrabnie napisana i ciekawa opowieść o przetrwaniu w kijowskim metrze, gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje. Trzeba po prostu samemu wejść do tego świata i poznać tę historię. Jako fanka, zdecydowanie polecam.


Wydawnictwo: Insignis
Autor: Siergiej Niedorub
Ilość stron: 352
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 17.10.2018

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis


Czas na kosmos, czyli ,,Mass Effect Andromeda: Inicjacja"

Czas na kosmos, czyli ,,Mass Effect Andromeda: Inicjacja"


    Przyznam się od razu, wielką fanką serii gier Mass Effect nigdy nie byłam. Zaczęłam swego czasu grać w drugą część, jednak jakoś nigdy nie potrafiłam jej skończyć. Postanowiłam jednak się przełamać i sięgnąć po książkę, gdyż opis jej fabuły mnie dość zaciekawił... Cóż, spodziewałam się czegoś odrobinę lepszego. A może była to po prostu wina wcześniejszego niezaznajomienia z grą?
   
    Nikt już od dawna nie uważa naszej planety za najważniejszy punkt we wszechświecie. Ludzie odkrywają zupełnie nowe miejsca, rasy i kultury...
  Porucznik Cora Harper, podczas swojej służby w armii Przymierza, zostaje wysłana na szkolenie do asari, a następnie przydzielona do Córek Talein, gdzie rozwija swoje talenty biotyczne i uczy się, jak być bezwzględną i niebezpieczną łowczynią. Pewnego razu wraca na Ziemię i postanawia dołączyć do Inicjatywy Andromeda jako zastępca Aleca Rydera. Ma za zadanie dowodzić misją, podczas której sto tysięcy kolonistów zostanie wysłane w sześćset letnią podróż w nieznane. Swoje umiejętności może bardzo szybko przetestować, gdy pewne tajne i niezwykle ważne dane zostają Inicjatywie wykradzione, a Cora będzie musiała je odzyskać. Nic nie jest jednak tak łatwe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje...
   Książka z początku wydawała się być bardzo interesująca i byłam niezwykle ciekawa, co czeka mnie dalej. Zawsze bardzo lubiłam science-fiction, a tytułu osadzonego w takim świecie jeszcze nie czytałam! Wszystko zaczęło się jednak psuć, im dalej brnęłam... Po jakimś czasie zaczęłam się najzwyczajniej w świecie nudzić. Bohaterowie byli odrobinę nijacy, a sama akcja działa się wręcz za szybko. Rozumiem, że w grze by takie tempo na pewno przeszło, no ale jednak to jest mimo wszystko książka!

 

- No naprawdę, Alec. Nawet Einstein dawał radę kąpać się codziennie - powtarzała.
- Brud buduje charakter - odpowiadał. Tak naprawdę nie potępiał kąpieli. Po prostu czasami potrzebował dodatkowego bodźca, żeby przerwać pracę i skupić się na podstawowych czynnościach.

    Sądzę, że naprawdę warto jest znać w jakimkolwiek stopniu grę, nim zabierzemy się za lekturę. Na szczęście jednak również osoby z tym cyklem niezaznajomione mogą cieszyć się książką. Wszystko zostało napisane w sposób zrozumiały i przystępny. Coś jak recenzowane przeze mnie niegdyś World of Warcraft: Cisza przed burzą, które bardzo mi się podobało.W Inicjacji nie spotkamy niestety ani jednego opisu postaci, przez co naprawdę trudno jest sobie wyobrazić, jak mogliby wyglądać bohaterowie. No ale czego się spodziewać? Jest to przecież prequel gry komputerowej i każdy znający świat Mass Effect dobrze te postacie kojarzy. Mimo wszystko, nie jest to książka zła i powinna spodobać się każdemu fanowi takich kosmicznych klimatów. Ja niestety zamieniłam się potem w psa Pawłowa, który na sam widok okładki od razu czuł znużenie i zmęczenie. Aż żałuję, ponieważ wiem, że seria ta jest naprawdę interesująca i ciekawa! Kto wie, może wrócę do tej książki, gdy przejdę którąś z części? To nie jest taki zły pomysł...

   Reasumując, Mass Effect Andromeda: Inicjacja to książka dobra, lecz nie wybitna. Powinna przypaść do gustu każdemu fanowi tego uniwersum oraz osobom uwielbiającym operę kosmiczną. Jest to naprawdę lekka i krótka opowieść, która po prostu ma kilka swoich wad. Zachęcam do samodzielnego sięgnięcia po ten tytuł i zdecydowania, czy uniwersum Mass Effect to coś, co  przypadnie wam do gustu. Ja osobiście niczego nie oczekiwałam i w sumie niezbyt się zawiodłam.


Wydawnictwo: Insignis
Autor(zy): Nora K. Jemisin, Mac Walters
Ilość stron: 300
Cena okładkowa: 39,99 zł
Premiera: 13.10.2018

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Insignis
Copyright © 2014 Popkulturka Osobista , Blogger