Świat pełen mężczyzn, czyli ,,Nowa Ewa. Początek"

Świat pełen mężczyzn, czyli ,,Nowa Ewa. Początek"


    Młodzieżowe serie science-fiction bardzo często potrafią mnie zaskoczyć. Nie ukrywam, że poznawanie kolejnych, coraz to bardziej szalonych wizji dystopicznej przyszłości sprawia mi ogromną przyjemność (nieważne, jak dziwnie to zabrzmi). Choć najczęściej nie są to powieści wybitne i skomplikowane, potrafią pokazać prawdopodobne i przerażające scenariusze dotyczące naszej przyszłości, a także niejednokrotnie zmuszają do refleksji na temat tego, dokąd zmierzamy. Gdy tylko zobaczyłam opis pierwszej części trylogii Nowa Ewa, ani przez chwilę się nie zastanawiałam, czy po nią sięgnąć. Zaintrygowała mnie jej niekonwencjonalność i nietypowy pomysł na fabułę. Cóż... ostatecznie była to przygoda dość specyficzna, lecz na swój sposób wciągająca. 
    
   Nowa Ewa. Początek opowiada o świecie, gdzie od pięćdziesięciu lat nie urodziła się żadna dziewczyna. Pewnego razu pojawia się jednak nadzieja na odbudowanie ludzkości, są to narodziny Ewy - pierwszej od dawna kobiety. Jej matka zginęła przy porodzie, a ojca uznaje się za chorego psychicznie, dlatego już od urodzenia przygotowywana jest do tego, co ją w przyszłości czeka. Na jej barkach spoczywają bowiem losy całego świata. Gdy tylko Ewa skończy szesnaście lat, musi wybrać jednego z trzech mężczyzn, z którym będzie musiała odbudować cywilizację. Choć pozornie pogodziła się ze swoim losem, wszystko zmienia się, gdy tylko poznaje Brama, chłopaka, który wie o niej więcej, niż może się komukolwiek wydawać.
 Pomysł na fabułę jest naprawdę dobry i byłam ciekawa, jak to wszystko będzie wyglądać w praktyce. Nie ukrywam, że wyobrażałam sobie niektóre kwestie trochę inaczej, jednak wykonanie i tak mnie usatysfakcjonowało. Zdarzały się momenty, gdzie wydawało mi się, że już to wszystko gdzieś widziałam (najprawdopodobniej w Igrzyskach Śmierci, do których została ta książka porównana), jednak młodzieżowe science-fiction często wywołuje u mnie takie odczucia. Najbardziej podobała mi się pierwsza część książki, ta opisująca przeszłość głównych bohaterów i strukturę świata, w jakim przyszło im żyć. Najciekawsze wydawały mi się rozdziały z perspektywy Brama, który okazał się być dla mnie trochę bardziej rozbudowaną i ciekawszą postacią. O dziwo, ponieważ z początku sądziłam, że Ewa, będąca ostatnią nadzieją dla świata, zostanie stworzona i napisana w lepszy sposób.

,,Jesteś kochana. Należysz wyłącznie do siebie. Nie do mnie, nie do nich. Zapamiętaj to." Chciałabym wiedzieć, jak sprawić, by właśnie tak było, bo w tej chwili czuję się wyłącznie jak ich własność. 

   Sam wątek romantyczny też nie wydawał mi się zbytnio interesujący. Wszystko działo się niezwykle szybko i nie chce mi się wierzyć, by tak wyglądało pierwsze zauroczenie nastolatków. Zwłaszcza, że przez tyle lat nie znali się osobiście, a na oczy widzieli się jedynie raz! Rozumiem, że takie sytuacje się zdarzają, jednak do mnie o wiele bardziej przemawiają spokojne, urocze wątki romantyczne, w których ta cała ,,miłość od pierwszego wejrzenia" jest wprowadzona dyskretnie, a nie aż tak nachalnie i nagle. Mimo wszystko, podobało mi się, że Nowa Ewa pokazuje, jak ważna dla człowieka jest wolność i swoboda wyboru. Jest to bowiem książka o poszukiwaniu własnego szczęścia i walce z ograniczeniami, nawet w najgorszych sytuacjach.

  Reasumując, Nowa Ewa. Początek nie jest książką złą, choć najlepszą też jej nie nazwę. Fabuła naprawdę mnie zaciekawiła i wydała się być interesująca, jednak niezbyt polubiłam się z bohaterami i dość ważnym wątkiem romantycznym. Momentami bywało odrobinę nijako, jednak nie sądzę, by była aż tak okropna. Prawdę mówiąc, całokształt przypadł do gustu i sądzę, że sięgnę po kolejne części trylogii. Ciekawi mnie, jak zakończą się losy Ewy i Brama w tej jakże trudnej dla nich sytuacji. Polecam dla fanów młodzieżowych dystopii.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Giovanna i Tom Fletcher
Ilość stron: 496
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Oszukać przeznaczenie, czyli ,,Połączyły ich gwiazdy"

Oszukać przeznaczenie, czyli ,,Połączyły ich gwiazdy"


    Swój wywód zacznę od tego, iż ja - Byk w słońcu, Ryby w księżycu i Rak w ascendencie, lubująca się w romantycznych i uroczych historiach (choć staram się do tego nie przyznawać) - w horoskopy nie wierzę, jednak od czasu do czasu lubię poczytać charakterystykę osób spod danego (najlepiej mojego) znaku zodiaku. Te przepowiadające przyszłość, które można najczęściej znaleźć w gazetach, mnie akurat nie przekonują i podchodzę do nich z ogromnym dystansem. Od zawsze fascynowały mnie jednak sprawy związane z astrologią i gwiazdami. Dlatego też, gdy tylko przeczytałam opis Połączyły ich gwiazdy, wiedziałam, że będzie to idealna książka dla mnie. Ciepła i zabawna historia o uczuciu dwójki przyjaciół z dzieciństwa? W to mi graj!

   Justine pracuje w redakcji magazynu ,,Star", a jej spokojne, monotonne życie diametralnie się zmienia, gdy po ponad dwunastu latach spotyka swojego, akurat przebranego za rybę, przyjaciela, a zarazem dawną, lecz wciąż aktualną sympatię. Okazuje się, że Nick jest ogromnym fanem horoskopów, których autorem jest niejaki Leo Thornbury, również pracujący w ,,Star", i potrafi układać swoje życie jedynie na ich podstawie. Sceptyczną Justine niezwykle zadziwia podejście chłopaka, dlatego postanawia trochę pomóc swojemu przeznaczeniu i wziąć sprawy w swoje ręce. Jako, iż na swoim stanowisku ma możliwość edycji tego, co wysyła jej faksem tajemniczy Leo, postanawia w każdym nowym numerze zmienić przepowiednie dla Wodnika. Jak się później okazuje, ta z pozoru niewinna ingerencja wpływa nie tylko na życie jednej, ważnej dla niej osoby, lecz wielu Wodników, którzy na ,,Star" się  w różnych okresach swojego życia natknęli...
 Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że w książce pojawi się aż tyle wątków i postaci pobocznych. Wszystko zapowiadało to, że fabuła opierać się będzie jedynie na relacji Justine i Nicka, a tu pod koniec każdego z fragmentów pojawiali się bohaterowie, na których, w mniejszym lub większym stopniu, wpłynął zmieniony horoskop. Nie sądziłam też, że aż tyle osób będzie brało każde słowo z magazynu na poważnie, a także będzie się aż tak interesowało astronomią! Oczekiwałam, że te wszystkie sprawy zostaną przedstawione raczej z przymrużeniem oka, a dostałam sytuacje, w których przepowiednie w stu procentach się sprawdzały i faktycznie decydowały o losach ludzi. Nie ukrywam jednak, że był to dość ciekawy i nietypowy zabieg, który pozwolił spojrzeć na ludzi wierzących w horoskopy z zupełnie innej strony, bo w życiu prywatnym raczej nikogo takiego nie znam. Niezwykle spodobał mi się efekt motyla i szalone, pełne niecodziennych zbiegów okoliczności zakończenie. Działo się wiele i nie było miejsca na nudę! Bardzo lubię takie nietypowe rozwiązania.

 Nick Jordan nie wiedział, jak działa muzyka. Wiedział tylko, że działa, Wiedział, że nie chodzi jedynie o słowa ani o melodię. I nie o drobną kobietę z wielką, szaloną fryzurą i słodko-gorzkim głosem, i nie tylko o lśniącą czarną gitarę ozdobioną masą perłową. Wiedział, że od wszystkich tych rzeczy - i czegoś jeszcze - w sercu wzbierają mu się uczucia, które bolą w najlepszy z możliwych sposobów.

   Ale oprócz horoskopów, chodzi tutaj w głównej mierze o wątek romantyczny między Justine i Nickiem. Jest on naprawdę ciekawy i uroczy, dlatego już po pierwszych stronach wciągnęłam się w perypetie głównych bohaterów i byłam ciekawa, jak potoczy się ich droga do poznania własnych uczuć. Spodobał mi się również temat związany z aktorstwem i miłością Nicka do twórczości Szekspira. Nawet, jeśli osobiście niekoniecznie za nim przepadam i uważam, że było go momentami zdecydowanie za dużo (czy ludzie naprawdę sami z siebie uczą się większości jego dzieł na pamięć?). A może ta moja niechęć jest spowodowana tym, że Szekspir również był Bykiem? Dowiedziałam się tego przypadkiem, właśnie przez tę książkę! Dzięki niej można poznać dość wiele ciekawostek i stereotypów na temat osób spod różnych znaków zodiaku, a wszystko utrzymane jest w niezbyt poważnej otoczce. Naprawdę zabawne były chociażby nieudolne próby rozszyfrowania znaku Justine przez jej szefa!

    Połączyły ich gwiazdy to historia nie z tej ziemi. Każdy, kto choć trochę interesuje się astronomią, koniecznie powinien po nią sięgnąć. No, a zwłaszcza osoby, na życie których horoskopy faktycznie mają wpływ. Bohaterowie są momentami niezwykle naiwni, jednak każdy z nich jest jest napisany w ciekawy sposób. Zakończenie może wydać się naciągane i absurdalne, lecz mnie akurat bardzo się spodobało. Choć jest to komedia romantyczna osadzona w astrologicznym klimacie, to tak naprawdę dostrzec można w niej opowieść o podążaniu za głosem serca i poszukiwaniem tego, co w głębi nas ukryte. Polecam dla romantyków, którzy chodzą z głową w chmurach i wierzą, że od prawdziwego przeznaczenia nie można uciec.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Minnie Darke
Ilość stron: 416
Cena okładkowa: 36,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Pokonać przeszłość, czyli ,,Na przekór"

Pokonać przeszłość, czyli ,,Na przekór"


     Od czasu do czasu staram się dawać szansę polskim autorom, sięgając po mniej znane książki. Choć fanką literatury młodzieżowej nigdy za bardzo nie byłam, postanowiłam się przełamać i (głównie z ciekawości) przeczytać Na przekór Agaty Polte. Jest to książka dość krótka, dlatego udało mi się ją skończyć w praktycznie jeden dzień. Ale czy to źle? Wręcz przeciwnie! Choć jest niezwykle lekka i pozornie naiwna, porusza bardzo poważne tematy. Jest to odbiegająca od schematów historia o pokonywaniu demonów przeszłości i poszukiwaniu szczęścia oraz akceptacji wśród najbliższych. 

   Laura to młoda dziewczyna, która przygotowuje się do matury i niedługo kończy swoją edukację w liceum. Pomimo swojego młodego wieku, jej bagaż emocjonalny jest już dość spory. W dzieciństwie odszedł jej ojciec, a po kilku latach matka postanowiła wyjechać do Anglii (podobno w celach zarobkowych) i już po nią nie wrócić. Na szczęście nie została sama. Przygarnęła ją jej kochana babcia, a codzienność umilają pies Loki, którego Laura w dzieciństwie uratowała, a także leniwy i wredny kot Ninja. W wolnym czasie dorabia sobie w klinice weterynaryjnej lub po prostu pomaga bezdomnym zwierzętom w schronisku jako wolontariusz. Pewnego, jesiennego dnia poznaje Filipa, chłopaka, który jest w stanie przewrócić jej życie do góry nogami... Zwłaszcza, że ich relacja zaczyna się coraz bardziej rozwijać, a dziewczyna marzy jedynie o spokoju i dogodnym życiu dla siebie i swojej, już nie tak młodej zresztą, babci. Jak jego obecność wpłynie na życie nastolatki?
Prawdę mówiąc, nie byłam pewna, co mnie w tej książce spotka. Zapowiadała się być ona kolejną banalną historią o miłości nastolatków i ich codziennych problemach, jednak dość pozytywnie się zaskoczyłam. Okazało się, że problemy sercowe Laury nie były głównym tematem poruszanym przez Agatę Polte. Autorka skupiła się raczej na przeszłości głównej bohaterki i próbach pogodzenia się z rzeczywistością, w jakiej przyszło jej żyć.
Bardzo podobała mi się relacja Laury z jej babcią. Fragmenty, w których dziewczyna się nią opiekowała były niezwykle rozczulające i miło mi się je czytało. Cieszyłam się, że w życiu nastolatki znalazła się choć jedna osoba, która przygarnęła ją pod swój dach i pozwoliła spojrzeć na życie z zupełnie innej, pozytywnej strony. Przez chwilę można było dostrzec w Laurze normalną nastolatkę, której przeszłość nie była, przynajmniej na pierwszy rzuć oka, aż tak beznadziejna.

Pokazała, że by sprawić komuś ból, nie trzeba trzymać w ręce ostrza. I że nie potrzeba mroków, w których może się coś ukryć, o nie. Bo prawdziwy ból można było zadać za dnia, w blask słońca. I nie było to zadrapanie pazurami potwora, ugryzienie jakiejś bestii czy inne bzdury - ale zwykłe kłamstwo, obłuda i zawiedzione zaufanie.

   Niestety, książka wydawała mi się być w niektórych momentach odrobinę zbyt przewidywalna i naiwna. Udało mi się przewidzieć kilka sytuacji, a było to spowodowane zapewne, nie oszukujmy się, niezbyt skomplikowaną fabułą. Na szczęście nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, przecież nie spodziewałam się nie wiadomo czego po książce dla młodzieży. Chyba mój brak większych oczekiwań spowodował też to, że na Na przekór spoglądam dość pozytywnie i w pewnym stopniu historia mi się przez tą swoją prostotę podobała.

    Na przekór to książka naprawdę ciekawa i inna, niż może się na początku wydawać. Jest krótka i czyta się ją bardzo szybko, jednak porusza ważne tematy dotyczące walki z przeszłością i poszukiwaniem rozwiązania nawet podczas najgorszego kryzysu. Może nam się wydać, że nie ma już nadziei, jednak należy pamiętać o tym, że z każdej sytuacji da się wyjść i nawet po największej burzy w końcu wychodzi słońce. Polecam jako książkę do zrelaksowania się, warto dać jej szansę.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Agata Polte
Ilość stron: 296
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 25.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Słodko-gorzkie spojrzenie na wojnę, czyli ,,Paragraf 22"

Słodko-gorzkie spojrzenie na wojnę, czyli ,,Paragraf 22"


    Nigdy nie należałam do osób, które z chęcią sięgają po literaturę związaną z wojną. Nigdy też nie potrafiłam się przełamać, by z własnej woli zacząć czytać książki opowiadające o trudach wojny. Jestem jednak ogromną fanką komedii i przeróżnych, absurdalnych historii. Bardzo lubię książki wywołujące na mojej twarzy uśmiech, jednak naprawdę doceniam też to, gdy potrafią zmusić czytelnika do głębszych refleksji. Paragraf 22 jest książką, o której słyszałam już od jakiegoś czasu, lecz postanowiłam się nią bardziej zainteresować dopiero przez premierę serialu. Lepiej późno, niż wcale, racja? Zwłaszcza, że Joseph Heller stworzył historię, po którą powinien sięgnąć każdy fan czarnego humoru. Choć nie tylko.

   Fabuła Paragrafu 22 jest dość prosta. Książka opowiada o amerykańskich lotnikach stacjonujących we Włoszech. Jej głównym bohaterem jest Yossarian, bombardier, który robi wszystko, by nie musieć uczestniczyć w ryzykownych misjach bojowych. Gdy już prawie udaje mu się zaliczyć ich obowiązkową ilość, dowódcy z przeróżnych powodów nagle ją podnoszą. I tak w kółko. Postanawia więc udawać chorego psychicznie, by zwolnić się z dalszej służby. Przesiaduje w szpitalu z nadzieją, że w końcu zostanie odesłany do kraju z powodu swoich problemów zdrowotnych. Po jakimś czasie dostrzega jednak to, że w jednostce od samego początku otaczali go sami wariaci, idioci i fanatycy. Szybszy powrót do domu utrudnia mu również jeden, niezwykle paradoksalny przepis - paragraf 22.
 Akcja nie zawsze dzieje się chronologicznie, a Paragraf 22 to tak naprawdę historie wielu bohaterów, którzy pojawiają się w książce. Każdy rozdział skupia się na innej sytuacji lub postaci, dokładając tym samym do fabuły zupełnie nowy element. Najczęściej pojawia się jednak Yossarian i to właśnie jego nieustanne próby bezpiecznego powrotu do domu, a także przemyślenia dotyczące bezsensu wojny są głównym wątkiem powieści.
 Sądziłam, że będzie to książka dość lekka (a przynajmniej to zapowiadał jej opis), jednak Joseph Heller stworzył historię pełną zabawnych, wręcz nierealnych sytuacji, które niejednokrotnie mają drugie dno i idealnie pokazują okrucieństwo oraz ludzką znieczulicę. Potrafi być bardzo brutalna, przedstawia prawdziwe oblicze człowieka i to, ile jest on w stanie poświęcić, by przeżyć. Przeraża także to, jak wiele kwestii zawartych w książce jest wciąż aktualnych. Absurdy bezdusznej biurokracji i chore ambicje w dążeniu do osiągnięcia postawionego przez siebie celu to nie jedyne problemy, które pojawiają się w Paragrafie 22.  Jest też jej prawdziwe, antywojenne przesłanie, które pojawia się w pełnej okazałości dopiero pod koniec powieści, gdy główny bohater dostrzega, że jego przyjaciół jest coraz mniej, a na swojej drodze spotyka ludzi, których szczególnie dotknęły trudy wojny. Taka chwila powagi i zadumy idealnie kontrastuje się ze wszystkimi komicznymi sytuacjami, które pojawiały się przez całą książkę i pozwala spojrzeć na nią z zupełnie innej strony.


Był więc tylko jeden kruczek – paragraf 22 – który stwierdzał, że troska o życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał latać dalej, i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać.

    Polubiłam praktycznie wszystkich bohaterów. Każdy z nich się wyróżniał i był na swój sposób interesujący. Najbardziej rozbawiał mnie Major Major Major (dlaczego ojciec musiał go aż tak skrzywdzić?) i jego nietypowe podejście do swojego stanowiska, porucznik Scheisskopf i jego przedziwne, wręcz chorobliwe zamiłowanie do defilad, pojawiająca się znikąd... hm, kobieta Nately'ego, a także Milo bombardujący własną bazę z powodu swoich szalonych interesów z całym światem. Postaci pojawiało się tak wiele, że można się w tym wszystkim pogubić! Ale, o dziwo, są one zdecydowanie najmocniejszą stroną powieści. Niezwykle spodobało mi się poczucie humoru autora. Dawno się przy żadnej książce tak nie uśmiałam! Paragraf 22 spodoba się głównie fanom czarnego i surrealistycznego humoru, gdyż go tam w ogóle nie brakuje. Zdarza się jednak, że niektóre żarty dość często się powtarzają, co może być przez niektórych uznane za nudne i monotonne. Mnie na szczęście taki zabieg nie przeszkadza i lubię pojawiające się wielokrotnie motywy. Zwłaszcza tak dobre! Wypady do rzymskich zamtuzów, przesłuchanie Clavingera czy też starcie Joego Głodomora z kotem to jedynie kilka scen, dla których warto warto jest sięgnąć po ten tytuł!

    Niesamowicie zabawna, jednak pokazująca ludzką naturę i brutalność. Komediodramat przedstawiający ludzkie słabości i walkę o przetrwanie w trudnych warunkach. Paragraf 22 to książka, która potrafi dać do myślenia. Choć jest to powieść bardzo specyficzna, uważam, że naprawdę warto jest się przemóc i po nią sięgnąć. Bohaterowie są niesamowicie zapadający w pamięć, a ich historie potrafią rozbawić. Absurd goni absurd, lecz dostrzec można w tym wszystkim również sytuacje z naszej codzienności. Bo czy wielu z nas nie byłoby w stanie poświęcić wszystkiego, byle zapewnić sobie bezpieczeństwo? Zdecydowanie polecam.

I zapamiętajcie o jednej rzeczy - Jesteście czytelnikami Popkulturki Osobistej. Czytelnicy żadnego innego bloga na świecie nie mogą tego o sobie powiedzieć. 

Wydawnictwo: Albatros
Autor: Joseph Heller
Ilość stron: 480
Cena okładkowa: 37,90 zł
Premiera (tego wydania): 19.06.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Albatros


Niczym za dawnych lat, czyli ,,Miałeś tam nie wracać"

Niczym za dawnych lat, czyli ,,Miałeś tam nie wracać"


     Jak już niejednokrotnie w swoich recenzjach wspominałam, jest ze mnie raczej kryminalny laik. (O ironio, za każdym razem, gdy używam tego sformułowania, moje doświadczenie z nimi się zwiększa!) Czasem jednak pojawiają się książki, których opis mnie zaciekawi i nie zwracam uwagi na to, jaki gatunek reprezentują. Było tak w przypadku Miałeś tam nie wracać Wojciecha Wójcika. Z początku przeraziła mnie jej długość, bo mimo wszystko nie jest to książka chuda, lecz szybko zdałam sobie sprawę, że śledzenie losów głównego bohatera idzie mi dość szybko. Spodziewałam się przytłaczającego kryminału z ciężkim klimatem, jednak dostałam zgrabnie napisaną opowieść pełną humoru i zwrotów akcji. I bardzo się z tego powodu ucieszyłam.

   Adam po kilkunastu latach powraca do swojej rodzinnej miejscowości - Hajnówki. Nie jest to jednak miła wizyta, przyjeżdża on tam na pogrzeb swojego kolegi z liceum. Tajemnicza i nagła śmierć młodego chłopaka wstrząsa całą miejscowością. Krzyśka, funkcjonariusza Straży Granicznej, znaleziono martwego w jednym z podlaskich jezior. Nikt nie ma pojęcia, jak mogło się to stać, przecież chłopak, z powodu swojej fobii, zawsze starał się unikać wody... Adam obiecał sobie, że rozwiąże zagadkę tego nietypowego zgonu, gdyż jest to swojemu dawnemu przyjacielowi dłużny.  Wszystko robi się jeszcze bardziej skomplikowane, gdy Adam dowiaduje się, że Krzysiek próbował się z nim przed śmiercią skontaktować. Pech chciał, że z powodu swojego wyjazdu nie mógł odebrać telefonu. Sprawę utrudnia również zdjęcie znalezione przez głównego bohatera na działce. Jest na nim Kaśka - dziewczyna, która, zaraz po zakończeniu liceum, rzekomo popełniła samobójstwo. Wygląda ona jednak na nim na o wiele starszą... Gdzie w takim razie jest zaginiona dziewczyna? Adam musi połączyć te dwa wątki, by w końcu dotrzeć do ukrywanej przez lata prawdy. Gdy na jaw wychodzą kolejne nowe fakty, cała sprawa zaczyna robić się coraz bardziej zagmatwana i pomieszana. Główny bohater dostrzega również, że nie wszyscy są tymi, za kogo się przez tyle lat podawali...  
   Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy podczas czytania, był brak rozdziałów. Co prawda, dłuższe fragmenty były od siebie oddzielone, jednak historia jest prowadzona raczej w sposób ciągły.  Prawdę mówiąc, nie było to być może ogromne utrudnienie, lecz zawsze wygodniej czyta mi się książki ze stricte rozdziałami. Choć to może jedynie kwestia przyzwyczajenia? Zresztą, większość fragmentów kończyło w zaskakujący i szalony sposób, tak więc cały czas towarzyszył mi syndrom jeszcze jednego rozdziału i wręcz nie mogłam się od tej książki oderwać! Bardzo chciałam rozwiązać zagadkę Krzyśka i Kaśki, choć, tak prawdę mówiąc, niezbyt mi to wychodziło...


- W obliczu miłości wszyscy jesteśmy bezradni i naiwni jak dzieci - powiedziała. - To loteria, na której można wygrać... ale można i przegrać.

    Ogromną sympatią obdarzyłam bohaterów prowadzących własne, małe śledztwo. Z przyjemnością poznawałam ich losy, a także kibicowałam im podczas dążenia do odkrycia prawdy. Mieli ciekawą przeszłość i własne problemy, przez co wydawali się być ludzcy i każdy czytelnik mógłby się z którymś z nich utożsamić. Ja osobiście bardzo polubiłam Adama. Cieszę się, że książka została napisana z jego perspektywy, ponieważ żarty i wspomnienia, które niejednokrotnie były przez niego w książce przytaczane, często wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Podobało mi się także to, że Miałeś tam nie wracać jest osadzone w swojskim, małomiasteczkowym klimacie. Autor świetnie oddał klimat Hajnówki i stworzył kryminał, w którym pojawiają się opisy przyrody, między innymi puszczy białowieskiej.
   Tempo powieści jest dość spokojne, bardzo polubiłam styl Wojciecha Wójcika. Wszystko zmienia się jednak podczas zakończenia... tam dopiero zaczyna się istny film akcji! Sama potrzebowałam chwili na pozbieranie myśli i zrozumienie tego, co się właśnie dzieje. Niby nie było to aż tak skomplikowane, lecz nieźle zamieszało mi w głowie. Nie ukrywam, mnie to zakończenie się akurat podobało, lubię niekonwencjonalne pomysły na rozwiązanie fabuły, jednak niektórzy mogą się nim trochę zawieść.

   Reasumując, Miałeś tam nie wracać to naprawdę ciekawy kryminał osadzony w polskich realiach. Działo się w nim dużo, jednak powolne tempo pozwalało na rozkoszowanie się piękną, dziką przyrodą i refleksję na temat uciekającego czasu. Choć książka może wydawać się z początku gruba, czyta się ją naprawdę szybko i bardzo wciąga. Bohaterowie byli sympatyczni, a fabuła niezwykle ciekawa. Na pewno warto jest się zainteresować tajemniczą śmiercią funkcjonariusza z Hajnówki, zwłaszcza w te długie, gorące letnie dni.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Wojciech Wójcik
Ilość stron: 632
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 27.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Między snem a jawą, czyli ,,Znak kukułki"

Między snem a jawą, czyli ,,Znak kukułki"


   Gatunek Znaku kukułki niezwykle trudno jest mi określić. Spotkałam się z określeniem, iż jest to literatura obyczajowa, choć moim zdaniem podchodzi ona raczej pod thriller, a miejscami nawet i horror. Łączy w sobie tyle rzeczy, że aż trudno się w tym wszystkim połapać! Jest to książka dziwaczna, która od razu zainteresowała mnie swoim opisem. Z początku trochę się rozczarowałam i nie potrafiłam zmusić się do jej czytania, lecz potem stała się dla mnie jak sen, w którym chciałam się zanurzyć i z którego w ogóle nie chciałam się wybudzać. 

  Alina jako dziecko została adoptowana przez mężczyznę, który znalazł ją na skraju lasu. Nikt nie wie, kim ona naprawdę jest i skąd się w ogóle pojawiła. Od lat cierpi także na zaburzenia snu, ma omamy a jej sny potrafią być niezwykle niepokojące. Przybrany ojciec przed śmiercią zostawia list i artykuły, które mogą pomóc Alinie w odkryciu jej tożsamości i przeszłości. W tym wszystkim towarzyszy jej Greta -  nowa lokatorka, której, o dziwo, nie przerażają nietypowe zachowania kobiety. Wręcz przeciwnie, wspiera ją we wszystkim, co przeżywa i stara się pomóc w odnalezieniu odpowiedzi na każde z dręczących ją pytań.
Choć wątek poszukiwań prawdy z dzieciństwa Aliny wydaje się być na pierwszy rzut oka tym głównym, Znak kukułki to tak naprawdę trzy oddzielne, pozornie nie połączone ze sobą historie. Każda z nich różni się również sposobem narracji. W książce poznajemy Myszę, dziewczynkę inną od swoich rówieśników przez swoje niekonwencjonalne podejście do życia, a także Marię z jej (nie)bajką o Wilczej Dziewczynce. Każdą z tych postaci łączy więcej, niż może się na samym początku wydawać...
Bohaterowie byli unikalni i na swój sposób interesujący. Podobnie było z ich historiami, które z rozdziału na rozdział robiły się coraz bardziej niesamowite Najbardziej podobał mi się jednak wątek Marii, który osadzony był w przedwojennych realiach. Opowiadał o dziewczynie, która  potrafi porozumieć się z duchami, uwielbia tworzyć przeróżne historie, a pewnej nocy nieświadomie dowiaduje się o czymś, co miało być przed wszystkimi ukryte.
  Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się tego, co mnie w tej książce spotkało. Sądziłam, że będzie to zwykły thriller o nietypowej dziewczynie i poszukiwaniach jej prawdziwej tożsamości, lecz dostałam coś na innym poziomie. Zdziwiłam się, gdy dostrzegłam w tej historii obecność spirytystyki, zjawisk paranormalnych oraz elementy horroru psychologicznego. Przez jakiś czas nie mogłam przebrnąć przez początek, Znak kukułki najzwyczajniej w świecie do mnie nie przemawiał. Już miałam się poddać, lecz postanowiłam dać tej książce ostatnią szansę. I wtedy wszystko się zmieniło.
Anna Bichalska stworzyła nietypowy i zadziwiający świat, gdzie jawa nieustannie łączy się ze snem i nigdy nie jest pewne, co jest prawdą, a co wyłącznie naszą wyobraźnią.


Nikt nie jest normalny, bo każdy ma swoja cząstkę nienormalności, swoje małe własne wariactwo, bzika, dziwactwo. A tym samym nienormalność jest normalna.

   Perypetie bohaterów naprawdę mnie wciągnęły i nieustannie starałam się rozwikłać zagadkę dziewczyny znalezionej na skraju lasu. Pomimo mojego początkowego sceptycyzmu, Znak kukułki okazał się być świetnym thrillerem z elementami fantastyki i okultyzmu. Gdy już się w nią wciągnęłam, nie potrafiłam się od niej oderwać. Choć na co dzień nie sięgam po podobne gatunkowo tytuły, ta pozycja akurat bardzo mnie urzekła i zaintrygowała swoją dość niecodzienną i nietuzinkową fabułą.

  Tajemniczość i dziwaczność Znaku kukułki powinna przypaść do gustu każdemu, kto interesuje się niespotykanymi zjawiskami i historiami. Z drugiej strony jest to również książka o odnajdywaniu siebie i dążeniu do odkrycia prawdy o swoim wnętrzu. Zważając na to, że w historii pojawiają się różne, alternatywne rzeczywistości, nikt nie może być pewny, co tak naprawdę jest fikcją, a co prawdą. Znak kukułki to tytuł dla marzycieli, którzy nieustannie snują przeróżne opowieści, odrywając się tym samym od otaczającego ich świata codziennego. Bo kto wie, może po prostu pasują gdzie indziej?


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Anna Bichalska
Ilość stron: 451
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 20.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

  
Z wizytą w urokliwej Skandynawii, czyli ,,Pan. Wiktoria. Marzyciele"

Z wizytą w urokliwej Skandynawii, czyli ,,Pan. Wiktoria. Marzyciele"


     Od czasu do czasu lubię sięgać po klasyki, by zobaczyć, czy trochę starsze historie przypadną do mi gustu równie mocno, co te współczesne. Pan. Wiktoria. Marzyciele to tak naprawdę zbiór trzech powieści autorstwa norweskiego Noblisty. Sięgając po tę książkę byłam bardzo ciekawa, czy będę potrafiła się wczuć w takie skandynawskie i odrobinę filozoficzne klimaty. Cóż, muszę przyznać, że spotkanie z prozą tego autora było dość urokliwym i niecodziennym doświadczeniem.

   Pan. Z papierów porucznika Tomasza Glahna to historia człowieka, który postanowił zacząć żyć w zgodzie z naturą, w swojej drewnianej chatce gdzieś w lesie, wraz ze swoim psem Ezopem. Porucznik swoje życie dostosowuje do rytmu zmieniającej się przyrody. Całymi dniami przechadza się skandynawskimi lasami, a swój wolny spędza na łowieniu ryb, polowaniu lub po prostu rozmyślaniu nad wszystkim, co go na co dzień otacza. Mężczyzna jednak nie odizolowuje się w stu procentach od społeczeństwa i po jakimś czasie poznaje Edwardę, kobietę z zupełnie innego niż on świata. Dwójkę bohaterów niedługo potem zaczyna łączyć do siebie coś o wiele więcej... Jest to uczucie burzliwe i zmienne, zarazem jednak krótkie niczym skandynawskie lato. Bardzo podobał mi się pomysł z porównaniem miłości do różnych pór roku, a także poetyckie i naprawdę ładne opisy otaczającej porucznika Glahna przyrody. Pozwalało to poznać piękno dzikich skandynawskich krajobrazów i wczuć się w klimat przedstawiony przez autora.
Podobało mi się również to, że historia była prowadzona z perspektywy Tomasza Glahna, co pozwalało poznać jego myśli i spojrzenie na to nagłe i namiętne uczucie, które połączyło go z kobietą, która różniła się od niego praktycznie wszystkim... Przyznam, że Pan to była moja ulubiona historia z całej książki i czytało mi się ją po prostu najlepiej. Urzekła mnie co rusz zmieniająca się przyroda, którą Knut Hamsun w tak cudowny sposób opisał. Zaintrygował mnie również główny bohater i jego nietypowe, lecz ciekawe podejście do życia i wielu spraw.

  Druga opowieść to Wiktoria. Historia pewnej miłości i opowiada ona o dwójce młodych osób - Janku i Wiktorii, a także o ich miłości. Jest to niestety kolejna nieszczęśliwa para, którą więcej dzieli, aniżeli łączy. Wiktoria jest damą pochodzącą z zamożnej rodziny, a Janek to syn niezbyt bogatego piekarza, a także aspirujący pisarz. Lata mijają, a każde z nich żyje swoim życiem, na głowie mając przeróżne problemy... Wiktoria oczekuje na ślub z narzeczonym, którego majątek ma uratować upadający dwór, a Janek wydaje kolejne dzieła, w których zaczytuje się wiele osób. Własnie wtedy, gdy wszystko w ich codzienności wydaje się być spokojne i ułożone, w ich życia wkrada się to niespodziewane i silne uczucie, o którym zdążyli już dawno zapomnieć... 
Wiktoria to naprawdę wzruszająca i pełna namiętności historia o zakazanym uczuciu i walce z przeciwnościami. Być może nie skradła mojego serca w takim stopniu, jak Pan, jednak i tak bardzo mi się podobała. Opowieść naprawdę mnie urzekła swoją prostotą i estetyką, dlatego też byłam bardzo ciekawa, co czeka Wiktorię i Janka. Tego, co spotkało ich na samym końcu się, prawdę mówiąc, w ogóle nie spodziewałam. 


Tak, bo czymże jest miłość? Wietrzykiem, co szeleści pośród róż, a może błędnym ognikiem we krwi. Miłość — to muzyka piekielnie gorąca, która nawet serca starców porywa w wir taneczny. To jakby stokrotka, co o świcie kwiat swój szeroko rozwiera, a jednocześnie jakby anemon, co pod lada powietrzem się zamyka, a po dotknięciu umiera.

   Ostatnią pozycją jest opowieść Marzyciele opowiadająca o Ove Rolandseni, szalonym, lubującym się alkoholu i  niezwykle kochliwym wynalazcy, który przez swoje lekkie podejście do życia i wewnętrzną energię nie jest rozumiany w rybackiej wiosce, w której przyszło mu na co dzień mieszkać. Telegrafista skrycie marzy o wielkiej i prawdziwej miłości, jednak to odrzucenie przez społeczeństwo wcale mu w tym nie pomaga. Jest również wątek pastora i jego żony, w których życiach dzieje się dość sporo przeróżnych rzeczy... Na pierwszy rzut oka są to jedynie sprawy miłosne, ale czy na pewno?
Cóż, Marzyciele podobali mi się chyba najmniej z całej trójki powieści. Jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w perypetie bohaterów, nawet jeśli wyglądali mi oni na niezwykle interesujących. Wydaje mi się, że byłam po prostu zmęczona stylem autora i tym całym norweskim klimatem. Co za dużo, to niezdrowo, racja?  Nie zmienia to jednak faktu, że była to opowieść urokliwa i dość ciekawa.

   Reasumując, Pan. Wiktoria. Marzyciele to zbiór powieści na pierwszy rzut oka różnych, jednak połączonych dziką, skandynawską przyrodą, a także namiętnymi i burzliwymi emocjami bohaterów. Wszystkie były na swój sposób intrygujące, a w prozie Hamsuna każdy z nas znajdzie coś dla siebie. Trzeba się jedynie przygotować na to, że jest to książka ciążka, dość specyficzna, jednak niezwykle urokliwa i poruszająca. Nie jestem w pełni przekonana, czy takie klimaty są czymś dla mnie, lecz mogę z czystym sercem stwierdzić, że te trzy opowieści na pewno pozostaną w mojej pamięci jako coś zakasującego i niecodziennego. Była to dobra odskocznia od współczesnych tytułów i ciekawy powrót do przeszłości.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Knut Hamsun
Ilość stron: 429
Cena okładkowa: 49 zł
Premiera: 02.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"

O nadziei na lepsze jutro, czyli ,,Zagubiona"






     Swego czasu przeczytałam pierwszą część nie-autobiografii autorstwa Katarzyny Michalak, Pisarkęi po jej skończeniu wręcz nie mogłam doczekać się kolejnych części Trylogii autorskiej. Niezwykle wciągnęłam się w historię skrzywdzonych przez życie Weroniki i Wiktora i byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się ich losy. Gdy tylko druga część trafiła w moje ręce, od razu zabrałam się za czytanie, ciekawa tego, co tym razem mnie czeka. A nie ukrywam, w Zagubionej działo się naprawdę dużo. Z książki na książkę, Katarzyna Michalak coraz bardziej mnie zadziwia, a ja poznaję autorkę z zupełnie innej strony.

    W kontynuacji ponownie śledzimy losy Ewy Kotowskiej, autorki, która tworzy swoją najnowszą, nie-autobiograficzną powieść. Zupełnie jak w poprzedniej części, książka podzielona jest na rozdziały pokazujące momenty ze współczesnego życia pisarki, a także te, pokazujące treść jej książki, gdzie główną bohaterką jest niejaka Weronika Nocyk. Dziewczyna wciąż zmaga się z ogromnymi życiowymi problemami, jednak teraz do jej zmartwień dołącza kilku interesujących (a także zainteresowanych nią) mężczyzn, którzy są w stanie diametralnie zmienić jej życie... Nie brakuje również chłopaka z poprawczaka, Wiktora,  czyli dawnej i największej miłości Weroniki. Czy dziewczyna będzie potrafiła wybaczyć mu po tym wszystkim, co się w ich relacji wydarzyło? Ma przecież przy sobie swojego serdecznego przyjaciela - mentora-weterynarza, a na studiach poznaje specyficznego lekarza z bogatej rodziny. Który z nich okaże się być dla niej najlepszy? Takie dylematy co rusz pojawiają się w głowie dziewczyny, stawiając ją przed trudnym wyborem, od której może zależeć jej najbliższa przyszłość. No i jak tu wybrać spośród osób, które chcą dla ciebie (chyba) jak najlepiej?
   Cała książka prowadzona jest w narracji trzecioosobowej, jednak niejednokrotnie pojawiają się komentarze autorki do danej sytuacji, co dodaje całej książce osobistego wydźwięku. Uważam to za niezwykle ciekawy zabieg, który pozwala wczuć się w to, co musiała przejść bohaterka i bliżej poznać jej opinię po tylu latach. Momentami było mi jej naprawdę szkoda i aż strach pomyśleć, że coś z tego wszystkiego mogło wydarzyć się w życiu prywatnym Katarzyny Michalak. Przerażające! Naprawdę nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy chcą dla innych jak najgorzej, posuwając się do takich okropieństw, jakie pojawiły się względem Weroniki w Zagubionej.


Jeśli chcesz skomplikować sobie życie, możesz skoczyć na nieco za długiej bungee albo ruszyć zimą na Mount Everest w adidaskach. Możesz także kochać dwóch mężczyzn, z których żadnego kochać się nie da.

    Gwałt, zastraszanie, brutalność, przemoc fizyczna i psychiczna to coś, co w najnowszej książce Katarzyny Michalak występuje niestety dość często. Autorka stara się pokazać czytelnikowi najciemniejsze odcienie świata i pokazać człowieka, który jest już praktycznie na dnie i nie ma niczego, co może go przed tym okrucieństwem uratować. Mimo wszystko, zawsze jest jeszcze jakaś nadzieja na lepsze jutro. Zawsze przecież wschodzi słońce, a nowy dzień jest w stanie wszystko zmienić... Właśnie za takie wartości uwielbiam książki Katarzyny Michalak. Jej książki dają nadzieję i cieszę się, że poruszyła właśnie taki temat. Na pewno podniesie to na duchu osoby, które mają z czymś takim do czynienia i poznały cierpienie Weroniki na własnej skórze.
   Muszę przyznać, że z książki na książkę coraz lepiej czyta mi się utwory tej autorki. Co rusz pozytywnie mnie zaskakiwała i wręcz nie mogłam się od niej oderwać! Koniecznie chciałam wiedzieć, jak ta cała historia się zakończy... Cóż, prawdę mówiąc, zakończenie było dość nietypowe i pozostawiło mnie z ogromem pytań. Z niecierpliwością będę oczekiwać Marzycielki i mam nadzieję, że ostatnia część trylogii mnie nie zawiedzie.

    Zagubiona to pozycja obowiązkowa dla fanów literatury Katarzyny Michalak. Pozwala ona poznać autorkę od zupełnie innej strony i pokazuje okrucieństwo niektórych ludzi. Czyta się ją bardzo szybko, a perypetie bohaterów niezwykle wciągają. Po raz kolejny sprawdza się określenie, iż jest to książka nieodkładalna! Soczysty cliffhanger na samym końcu zmusza do oczekiwania na rozwiązanie wątku Weroniki Nocyk  i Wiktora Helerta, które ma, na szczęście, nadejść dość prędko. Polecam ludziom, którzy chcą odnaleźć w swoim życiu trochę pocieszenia, jednak mam szczerą nadzieję, że Marzycielka przyniesie nam o wiele szczęśliwsze zakończenie... W końcu każdy z nas na takie zasługuje.
 

Wydawnictwo: Mazowieckie
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 304
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 16.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Mazowieckiemu

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]

Przedstawienie czas zacząć, czyli ,,Morderstwo ma motyw" [PRZEDPREMIEROWO]


      Doświadczenia z angielskimi kryminałami nie mam praktycznie żadnego, bowiem w moim życiu zdarzyło mi się przeczytać wyłącznie Strzały w Stonygates Agathy Christie, które były zresztą moją lekturą szkolną. Przyznam, że do książki Francusa Duncana podeszłam bez jakichkolwiek większych oczekiwań i nie wiedziałam, czego mogę się po niej tak naprawdę spodziewać, ponieważ kryminały nigdy znajdowały się wśród moich ulubionych gatunków książek. Cóż... jednak po Morderstwo na motyw nabrałam ochoty na więcej podobnych historii.

     Dalmering to malownicza, brytyjska miejscowość, do której przybywa detektyw amator Mordecai Tremaine w celu odwiedzenia swoich przyjaciół. Zaraz po po dotarciu na miejsce dowiaduje się o okropnej tragedii, która wstrząsnęła mieszkańcami tego spokojnego miejsca. W Dalmering doszło do tajemniczego morderstwa i Mordecai, jako ogromny fan kryminalnych zagadek i badacz ludzkich zachowań, wręcz nie potrafi powstrzymać się od pomocy w schwytaniu zabójcy.
W międzyczasie odbywają się próby amatorskiej grupy teatralnej, która przygotowuje się do wystawienia nietypowej sztuki o tytule Morderstwo ma motyw. Każdego z aktorów poruszyła nagła śmierć osoby zaangażowanej w całe przedsięwzięcie, jednak nie zmienia to faktu, że równie dobrze jeden z nich może mieć z nim jakiś związek...
Spokojne miasteczko zaczyna powoli zamieniać się w miejsce, gdzie nikt nie może czuć się bezpiecznie, a w powietrzu unosi się ciągłe uczucie strachu i obawy o własne życie. Dawni przyjaciele stają się wrogami i już nikt nie wie, komu tak naprawdę może zaufać.
  Fabuła jest ciekawa i do samego końca nie można być pewnym, jak to wszystko się skończy. Co rusz pojawia się zwrot akcji, który zmienia postrzeganie na całe dochodzenie. Czytelnik poznaje nowe fakty, nowe osoby, ukrywaną prawdę... Mordecai Tremaine ma więc z tą sprawą naprawdę nie lada wyzwanie!
   Muszę niestety stwierdzić, że na początku trochę się przy tej książce nudziłam. Co prawda nie było aż tak źle, jednak jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę i ten cały klimat... Na szczęście to było jedynie chwilowe i szybko udało mi się z tym problemem uporać. Może to po prostu było spowodowane moim sceptycznym podejściem do angielskich kryminałów? 


Nie można dostrzegać w świecie tylko piękna. Trzeba też widzieć szpecące plamy, rzeczy wstrętne i nieestetyczne. Ponieważ takie jest życie: nie tylko piękne, cudowne i zadziwiające, ale również brzydkie i niechlujne. Trzeba widzieć ten brud, a jednocześnie nie stać się cynikiem; trwać przy swoich ideałach; zachować wiarę w ludzką przyzwoitość - taki jest prawdziwy cel życia.

   Bohaterów jest dość sporo, jednak każdy z nich jest na tyle barwny, że zapamiętanie ich wszystkich nie jest wcale aż tak wielkim problemem. No i oczywiście w dodatku po jakimś czasie ich ilość zaczyna się powoli zmniejszać, jak to w kryminałach często bywa... Niestety Mordecai i policjanci mają przez to jeszcze więcej pracy! Bardzo polubiłam głównego bohatera. Jest on naprawdę uroczym starszym panem, który z całego serca chce pomóc policjantom w odnalezieniu zabójcy.
Cóż, przyznam, że ja detektywem byłabym beznadziejnym. Żadna z moich teorii się niestety nie sprawdziła! Jak dobrze, że to nie ode mnie zależało, czy mieszkańcy Dalmering będą bezpieczni i wolni od mordercy!


    Morderstwo ma motyw to naprawdę świetny brytyjski kryminał. Akcja książki osadzona jest w spokojnym, niezwykle klimatycznym miasteczku, co pozwala wciągnąć się w perypetie bohaterów już od pierwszych rozdziałów. W Dalmering trup ściele się gęsto, a ludzie zaczynają obawiać się, kto będzie następny... Do samego końca czytelnikowi towarzyszy uczucie niepokoju i niepewności. Choć jestem kryminalnym laikiem, sprawa, którą zajął się Mordecai Tremaine bardzo mnie wciągnęła i być może jeszcze kiedyś sięgnę po jakąś książkę w podobnym klimacie. Zdecydowanie polecam.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Francis Duncan
Ilość stron: 312
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 20.05.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


Byle do rana, czyli ,,Raj"

Byle do rana, czyli ,,Raj"


    Czyż Raj nie brzmi jak urokliwe miejsce? Któż nie chciałby spędzić tam choć chwili? Nie ukrywam, że mnie również to miejsce naprawdę zaciekawiło i własnie dlatego postanowiłam sięgnąć po najnowszą książkę Marty Guzowskiej. Choć było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką, mogę śmiało stwierdzić, iż należało ono do dość udanych. Nieczęsto sięgam po thrillery, więc trochę obawiałam się, co mnie w tej historii spotka. Cóż, mimo wszystko naprawdę pozytywnie się zaskoczyłam, Raj to była naprawdę miła, dająca do myślenia lektura.

   Spora część książki dzieje się w tytułowym Raju, ogromnej, cudownej i dopiero co otwartej galerii handlowej, gdzie można znaleźć praktycznie wszystko, o czym się tylko marzy. Nikt jednak jeszcze nie wie o tym, że już za kilka godzin ta galeria stanie się więzieniem, w którym kilka osób będzie musiało przeżyć swoją noc. Jeden krótki filmik będzie mógł wpłynąć kilka żyć... Każdy ma swój cel i niektórzy będą zdolni do najokropniejszych posunięć, by tylko osiągnąć sukces.
   Teresa to nadopiekuńcza matka, która stara się jakoś przemówić do swojej zbuntowanej córki, Doroty. Ta jednak woli spędzać czas z Ce, "gwiazdą internetu" i dość znaną Youtuberką zajmującą się ocenianiem najnowszych ubrań od swoich sponsorów. Pewnego dnia postanawiają wymknąć się na otwarcie galerii, o której każdy tyle mówi. Muszą być przecież na topie, racja? W międzyczasie student Jakub i ,,głupi rusek" Andriej mają robotę, są w końcu dilerami. Coś jednak nie idzie po ich myśli (znowu ten Andriej coś odwalił!) i są zmuszeni do przerwania swojego, nie ukrywajmy, dość udanego interesu. Jest również Rudy, inteligentny złodziej-ekolog, który chce dokonać największej kradzieży w swojej karierze i przygotować się do poważniejszych akcji. Jak można było przewidzieć, jemu również niezbyt to wychodzi i jest zmuszony do zmiany planów. W tej historii pojawia się też Jonasz, szef całego przedsięwzięcia i człowiek od zadań specjalnych. Dla niego nie liczy się dobro ludzi, a dochody, jakie przyniesie mu galeria. 
     Każdy z bohaterów jest unikalny i na swój sposób interesujący. Z ogromną chęcią śledziłam ich losy i byłam bardzo ciekawa, co im się jeszcze wydarzy. Mimo wszystko, do gustu najbardziej przypadł mi Rudy. Jego historia była jakby oddzielna i po prostu najmniej mnie z nich wszystkich denerwował. Był sprytnym, inteligentnym młodzieńcem, któremu zależało na szybkim wykonaniu swojego zadania, nie zwracają nawet na innych zbyt wielkiej uwagi. Niemiłosiernie denerwowały mnie dwie nastolatki. Zwłaszcza Ce, która dla fejmu i lajków była gotowa do najgłupszych posunięć.


Rudy był już w setkach galerii handlowych, od lat nie przepuścił żadnego otwarcia, wszystko jedno, w którym mieście, jeździ po całym kraju. Więc widział to i owo. I gdyby miał dawać punkty za wystrój, ta dostałaby pełną dziesiątkę.



     Bardzo podobało mi się, że każdy rozdział był pisany z perspektywy innej postaci i uważam to za ciekawy pomysł. Co prawda nie była to narracja pierwszoosobowa, jednak pojawiały się zwroty i sformułowania, które kojarzyły się z danym bohaterem, a także zmieniał się styl pisania. Pozwalało to lepiej poznać każdego z bohaterów i jeszcze bardziej wciągnąć się w ich losy. Można pomyśleć, że takie przeskoki będą naprawdę męczące, lecz nic bardziej mylnego! Samą książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, głównie ze względu na współczesny język i częste używanie młodzieżowego slangu. Fabuła również jest ciekawa i aż chce się samemu odkryć, jak ta  nietypowa noc w galerii się zakończy.


Jest gorąco i czarno. Może trafiła do piekła. Nie chodziła na religię, ale chyba każdy wie, co to piekło.

   Marta Guzowska poruszyła ważny temat, jakim jest bezmyślne podążanie za trendami, chęć zdobycia sławy i rozgłosu w Internecie, a także konsumpcjonizm współczesnego społeczeństwa.  W Raju nic nie jest tak, jak być powinno. Ludzie interesują się jedynie sobą, nie przejmując się dobrem innych. Bardzo łatwo potrafią również pokazać wszystkie najmroczniejsze ludzkie wady. Najbardziej poruszyło mnie zakończenie przedstawiające... cóż, dość szokującą sytuację i ogromną znieczulicę. Autorka przedstawiła ten problem w dość nietypowy, lecz zmuszający do refleksji sposób.
    Minusem było powtarzanie niektórych sytuacji, jednak z perspektywy innego bohatera. Czasem dawało to możliwość, by inaczej do danego momentu podejść, lecz wiele razy było to zupełnie niepotrzebne i jedynie spowalniało akcję książki. Kolejną, choć już trochę mniejszą, wadą było stereotypowe podejście do niektórych bohaterów. Nie oszukujmy się, nie wszystkie nastolatki są takie jak Ce i Dorota! Mnie co prawda bohaterowie osobiście aż tak nie przeszkadzali, więc wszystko zależy od czytającego. 

   Reasumując, Raj to naprawdę ciekawy thriller psychologiczny, w którym wiele się dzieje i nie ma czasu na nudę. Nie jest to co prawda książka bez wad, jednak nie są one aż tak dostrzegalne i nie przeszkadzają w czytaniu. Bardzo podobał mi się zamysł i temat, który został w tym tytule poruszony. Być może sięgnę jeszcze kiedyś po inne książki Marty Guzowskiej, choć są one osadzone w nieco innych realiach... Mimo wszystko, Raj polecam.


Wydawnictwo: Marginesy
Autor: Marta Guzowska
Ilość stron: 492
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 03.04.2019

Książkę otrzymałam z portalu czytampierwszy.pl 
Copyright © 2014 Popkulturka osobista , Blogger