Współczesna antyutopia, czyli ,,Magazyn" [PRZEDPREMIEROWO]

Współczesna antyutopia, czyli ,,Magazyn" [PRZEDPREMIEROWO]


     Czy ludzkość aby na pewno zmierza swoimi decyzjami w dobrą stronę? Antyutopie za każdym razem starają się przedstawić najmroczniejsze scenariusze tego, do czego możemy sami doprowadzić. Ja ten gatunek ostatnimi czasy niesamowicie polubiłam, dlatego byłam Magazynu ciekawa i miałam co do niego spore oczekiwania. Zwłaszcza, że przed oczami wciąż miałam wizje pochodzące ze wstrząsającego i wciąż aktualnego Roku 1984 Orwella, czy też trochę bardziej współczesnej, lecz równie poruszającej Opowieści podręcznej Margaret Atwood. Rob Hart starał się jednak stworzyć historię o naszym współczesnym społeczeństwie oraz tym, jak może zakończyć się dążenie do zdominowania światowego rynku, a także technologii przez jedną, potężną firmę. Przyznam, że pomysł już od samego początku wydał mi się interesujący i nie mogłam się doczekać, aż w końcu po Magazyn sięgnę. Jak się jednak to wszystko sprawdziło w praktyce?

    Chmura to gigantyczna firma technologiczna, a zarazem sklep internetowy, który w innej, alternatywnej (i nie tak bardzo od naszych czasów oddalonej) rzeczywistości włada praktycznie całym rynkiem amerykańskim. Gibson Wells odnalazł tkwiący w dronach potencjał i zaczął używać ich jako sposób transportowania produktów kupowanych przez ludzi, dzięki czemu zyskał ogromny rozgłos i sławę. Jest to firma, do której chce należeć bardzo wiele osób. Zwłaszcza, że  zapewnia ona swoim pracownikom mieszkanie  w Centrali oraz bezpieczeństwo. A to wszystko tylko i wyłącznie za cenę lojalności, ciężkiej, monotonnej pracy, a także praktycznie całodobowej inwigilacji przy pomocy zegarków, które muszą nosić wszyscy pracownicy. Nie każdy jest jednak chętny, by uczciwie współpracować. Zinnia to szpieg, który dołącza do zespołu osób zajmujących się magazynem tylko po to, by niepostrzeżenie poznać wszystkie najczarniejsze sekrety Chmury, dzięki którym będzie można raz na zawsze zniszczyć najcenniejsze dzieło Wellsa. W wypełnieniu zadania może jej pomóc Paxton, mężczyzna pracujący w ochronie. Zwłaszcza, że on również nie jest tutaj, by okazywać swoją uległość... Zinnia ma zamiar owinąć go sobie wokół palca i wykorzystać do zdobycia potrzebnych jej informacji, jednak nie jest to zadanie tak proste, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać.
    Styl autora jest lekki, dzięki czemu Magazyn czyta się błyskawicznie, nawet jeśli sama fabuła nie opowiada o wydarzeniach zbyt przyjemnych. Niestety niektóre fragmenty i rozdziały wydawały mi się przydługie i w większości nie wnosiły niczego nowego do historii. Wątki obyczajowe połączone z historią o zupełnie innej tematyce zazwyczaj mi nie przeszkadzają, jednak tutaj były one jednak dość powtarzalne i najzwyczajniej w świecie spowalniające akcję. Niezwykle podobały mi się jednak nawiązania do innych antyutopijnych książek, zwłaszcza klasyków. Autor pokazuje dzięki temu, że niektóre czarne wizje naszej przyszłości są coraz bliżej spełnienia, Wielki Brat nie przestaje na nas patrzeć, a ludzie tego nie dostrzegają. Albo nie chcą tego robić.

Tak to już jest z wolnością, że jest twoja, dopóki z niej nie zrezygnujesz.
       
     Nie ukrywam, że główni bohaterowie przypadli mi do gustu i śledziłam ich losy z niemałym zaciekawieniem. Szczególnie polubiłam Paxtona, który okazał się być zupełnie inny, niż się  po pierwszych rozdziałach spodziewałam. Stał się on moim faworytem, głównie dlatego, że od zawsze mam zadziwiającą słabość do mniej lub bardziej ciapowatych i uroczych postaci, zwłaszcza męskich. Wątki romantyczne w historiach tego typu raczej nie są moimi ulubionymi i zdecydowanie wolę, gdy nie stanowią całego tematu książki i są raczej urozmaiceniem pokazującym człowieczeństwo w trudnych czasach (tak jak chociażby było to u Winstona i Julii z 1984, którzy niejednokrotnie pojawiali się w mojej głowie podczas czytania Magazynu), więc relacja między protagonistami była moim zdaniem poprowadzona dobrze i momentami bardzo przyjemnie mi się ją czytało.

        Rob Hart opisuje walkę z systemem oraz pokazuje, że nie wszystko może mieć szczęśliwe zakończenie. Człowiek nieświadomie brnie w stronę autodestrukcji, nawet nie zwracając na to uwagi. Wszystko przez ignorancję i obojętność na otaczające go zmiany oraz innych, nie zawsze mających dobre zamiary, ludzi. Magazyn być może nie jest książką wybitną i zapewne nie osiągnie takiego sukcesu jak przytaczane wcześniej tytuły, jednak jest to na pewno książka, która mimo wszystko daje do myślenia i pozostawia z wieloma dotyczącymi naszych czasów pytaniami. Dla fanów niecodziennych thrillerów to pozycja, którą warto poznać, a czytelnicy lubujący się w antyutopiach  oraz dystopiach również powinni dać jej szansę - to naprawdę ciekawe, świeże spojrzenie na gatunek, pokazując zabójczy dla naszego społeczeństwa wpływ technologii i inwigilacji w codzienność. Magazyn to historia momentami przygnębiająca, jednak bardzo prawdziwa.

 Wydawnictwo: W.A.B
Autor: Rob Hart
Ilość stron: 496
Cena okładkowa: 44,99 zł
Premiera (tego wydania): 29.01.2020


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B

Bitwy, intrygi i gra o władzę, czyli ,,Starcie królów" (edycja ilustrowana)

Bitwy, intrygi i gra o władzę, czyli ,,Starcie królów" (edycja ilustrowana)


     Pieśń Lodu i Ognia to seria, której fanom książek oraz seriali fantasy nie trzeba w żaden sposób przedstawiać. Dojrzały, rozbudowany i pełen różnorodnych bohaterów świat stworzony przez Geroge'a R.R. Martina stał się za sprawą ingerencji HBO jednym z najbardziej rozpoznawalnych (nawet przez największych laików tego gatunku). Dodatkowo jakiś czas temu w sprzedaży pojawiły się zupełnie nowe, ilustrowane edycje dwóch pierwszych tomów sagi, dzięki czemu każdy mógł odkryć lub przypomnieć sobie tę epicką historię w zupełnie ciekawszy i przyjemniejszy dla oka sposób. Nie ukrywam, że ja sama mieszkańcami Westeros zainteresowałam się dopiero przy okazji premiery ósmego sezonu serialu i żałuję, że było to spotkanie tak późne. Jednak i tak lepsze to niż nic, racja? Nowe wydanie Starcia królów to ogromna cegła, którą zamknęłam swój czytelniczy 2019 rok. Cegła, która zachwyciła mnie swoją treścią oraz pięknymi, klimatycznymi ilustracjami.

     Historia przedstawiona w drugim tomie jest bezpośrednią kontynuacją wydarzeń dziejących się w Grze o tron. Pojawiają się jednak wątki i bohaterowie zupełnie nowi, rozszerzający spojrzenie na wszystkie wydarzenia. Zwłaszcza, że jest co opowiadać, bo Siedem Królestw jeszcze nigdy nie było tak podzielone. Po śmierci króla rozpoczęły się przeróżne intrygi mające na celu zdobycie Żelaznego Tronu przez niegodne tego osoby, a wszelkie rycerskie i królewskie ideały zostały porzucone na rzecz bratobójczej oraz bezwzględnej walki o władzę. Nie jest to jednak jedyna rzecz, jaka zajmuje głowy wszystkich władców. Pewnego dnia z Cytadeli przylatuje biały kruk, który zapowiedział nadchodzący coraz bliżej koniec lata. A zima może okazać się o wiele niebezpieczniejszym wrogiem, niż wszystkie najlepiej uzbrojone i najliczniejsze armie znajdujące się w Siedmiu Królestwach...
   Ponownie z zainteresowaniem śledziłam losy moich ulubionych bohaterów. Nie ukrywam, że moimi faworytami stali się członkowie rodu Starków i mieszkańcy Winterfell, choć nie tylko ich wątki mnie interesowały. Jest przecież jeszcze mniej lub bardziej lubiana przez wszystkich Daenerys Targaryen, nieprzewidywalny i apatyczny Joffrey Baratheon czy też chociażby błyskotliwy Tyrion Lannister.  W ogromie bohaterów można dostać zawrotu głowy, jednak nie jest aż tak źle, jak może się wydawać. Starcie królów to wielkie i grube tomiszcze, które wciąga już od pierwszych stron i nie puszcza aż do samego końca. Każdy kolejny rozdział zachęca do czytania jeszcze bardziej, a wszystkie zwroty akcji nie pozwalają tak szybko odłożyć książki.

- Sen jest dobry. - stwierdził. - Ale książki są lepsze.

       Choć kontynuacja wydała mi się odrobinę przydługa i nie tak intrygująca jak część pierwsza, będę wspominać ją niezwykle pozytywnie. Nie brakuje w niej typowej dla Martina brutalności oraz dojrzałości, którą tak bardzo pokochali fani na całym świecie. Uroku dodaje mroczna, quasi-średniowieczna otoczka, nawiązania do eposów i ciągła niepewność, czy być może za kilka stron nasz ulubiony bohater nie straci w tej bezwzględnej politycznej potyczce życia... Wszystko to idealnie komponuje się z ilustracjami przygotowanymi do tej edycji przez Lauren K. Cannon. Styl artystki jest specyficzny, lecz niezwykle wpadający w oko Być może wielu zwróci także uwagę na fakt, że nie są one podobne do tego, co znamy z serialu, jednak mimo wszystko bardzo dobrze przedstawiają one to, co pojawia się w książkowych opisach i wprowadza odrobinę świeżości do postrzegania bohaterów stworzonych przez autora.

     Krótko mówiąc, Starcie królów to świetna, trzymająca poziom kontynuacja fenomenalnej Gry o tron. Polubiłam się z naprawdę wieloma bohaterami i uważam, że każdy z wątków był na swój sposób intrygujący oraz dobrze poprowadzony. Z pewnością będę kontynuować swoją przygodę z  epicką Pieśnią Lodu i Ognia i ogromnie cieszy mnie fakt, iż w serialu sporo wątków zostało zmienionych lub opowiedzianych po łebkach, przez co poznając powieści George'a R.R. Martina nigdy nie można być pewnym, co się jeszcze wydarzy. Książka sama w sobie trzyma ogromny poziom, a ilustrowana edycja jest nie lada gratką i pozycją obowiązkową na półce każdego fana serii. 

 Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: George R.R. Martin
Ilość stron: 1088
Cena okładkowa: 79 zł
Premiera (tego wydania): 12.11.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

O życiu w kłamstwie, czyli ,,Matka noc"

O życiu w kłamstwie, czyli ,,Matka noc"

     
      Kurt Vonnegut w tegoroczne wakacje niewątpliwie skradł moje czytelnicze serce. Nie był to jednak związek krótkotrwały i jednorazowy, który z biegiem czasu pozostawił wyłącznie przyjemne wspomnienia. Zaczęłam interesować się autorem oraz jego życiorysem, a po jego książki sięgam teraz z przeróżnymi oczekiwaniami i niemałą ciekawością. Jest to pisarz, który do tej pory za każdym razem poruszał mnie swoją prostotą, lekkim stylem i ciętym językiem, dzięki którym jego dzieła wręcz połykałam w całości już po pierwszym sięgnięciu. Zysk i S-ka na nowo wydaje utwory tegoż amerykańskiego pisarza, dlatego mogą one cieszyć czytelnika również swoimi minimalistycznymi i wpadającymi w oko okładkami, które idealnie oddają treść każdej z książek. Nawiązująca swym tytułem do Fausta Goethego Matka noc to moje kolejne, trzecie już spotkanie z twórczością Vonneguta i od razu przyznam się, że będę brnąć w tą znajomość dalej.

     Howard W. Campbell jr. to człowiek, który skrywa w sobie ogrom przeróżnych osobowości. Choć urodził się w Ameryce, uważany jest przez zdecydowaną większość za zawziętego i bezwzględnego nazistę zajmującego się radiową propagandą. Mimo wszystko, w swoich płomiennych przemówieniach ukrywa zakodowane wiadomości skierowane do Amerykanów. Sam osobiście widzi w sobie apolitycznego bezpaństwowca, dla którego ważne są jedynie podstawowe życiowe wartości i jego dwuosobowe państwo. Kim jednak Campbell tak naprawdę jest? Historię swojego całego życia opowiada już jako pisarz, gdy znajduje się w więzieniu i ma być za swoje wojenne poczynania i występki osądzany przed izraelskim wymiarem sprawiedliwości. Jednak gdy tylko dociera do niego, że jego życie może po tym wszystkim trwać dalej, jako rozwiązanie sytuacji widzi wyłącznie samobójczą śmierć. Ale czy jest może dla niego inne wyjście?
    Kurt Vonnegut kolejny raz zachwycił mnie swym podejściem do życia oraz czarnym, dość gorzkim i pełnym absurdów humorem. W powieści ani na moment nie zabrakło satyry i prześmiewczego podejścia do poważnych tematów. Nie ukrywam, że z początku ciężko było mi wejść w klimat powieści (głównie dlatego, iż bardzo rzadko sięgam po książki osadzone fabularnie w czasach wojen światowych), jednak już po kilku pierwszych rozdziałach niesamowicie wciągnęłam się w historię i perypetie  nietypowego protagonisty. Sam Campbell należy do postaci dość intrygujących i zapadających w pamięć, a jego walka z całym światem niejednokrotnie potrafi wzruszyć i pokazać prawdziwą ludzką naturę. Nawet jeśli jest to przedstawione w raczej krzywym zwierciadle, a sama historia nie należy do szczególnie rozwiniętych, jeśli chodzi o ogólną psychikę bohaterów.  

Jesteśmy tym, kogo udajemy, i dlatego musimy bardzo uważać, kogo udajemy.

     Mnie historia bardzo wzruszyła, nawet jeśli swoim stylem należała do stosunkowo dość suchych i momentami wręcz drewnianych. Miała ona aczkolwiek dzięki temu swój niepowtarzalny i specyficzny urok, a całokształt ponownie pokazał mi, że Kurt Vonnegut to autor dziwaczny, lecz jedyny w swoim rodzaju. Poruszył temat bardzo trudny, jednak zrobił to z taką gracją oraz charakterystyczną dla siebie manierą, że nie potrafiłam się od Matki noc oderwać, a moje serce ponownie skradło wiele motywów oraz irracjonalnych wydarzeń i bohaterów. Za minus uważam tylko to, że była to przygoda tak krótka. Zdążyłam polubić się ze specyficznym, czasem wręcz apatycznym głównym bohaterem i zżyć się z jego podróżą przez całe, dość moralnie wątpliwe życie.

   Reasumując, Vonnegut ponownie pokazał, że jest autorem wybitnym, potrafiącym przekazać wiele ważnych wartości w prostej i pełnej niecodziennych absurdów historii. Matka noc ma niepowtarzalny klimat, a fabuła i postać Howarda W. Campbell jr. powodują, że nie można się od niej oderwać. Jest to wzruszająca opowieść o osobie, która powoli zaczęła tracić wszystko, co kochała, a także niejednokrotnie działającej wbrew sobie, choć starającej się zarazem wszystko na swój sposób zrozumieć. Zdecydowanie polecam każdemu, kto twórczość Vonneguta zna i lubi, a także tym, którzy mają ją dopiero przed sobą. To naprawdę intrygująca słodko-gorzka satyra na wojnę i otaczający nas świat.

   Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Kurt Vonnegut
Ilość stron: 272
Cena okładkowa: 45 zł
Premiera (tego wydania): 03.12.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Dziewczynka inna niż wszystkie, czyli ,,Lodowy smok"

Dziewczynka inna niż wszystkie, czyli ,,Lodowy smok"


    George R.R Martin przez zdecydowanie większą cześć czytelników kojarzony jest z ogromną, epicką i pełną politycznych intryg historią stworzoną w Pieśni lodu i ognia. Autor napisał jednak wiele innych książek, które mimo wszystko i tak najczęściej osadzone są w fantastycznych klimatach i światach. Choć Lodowy smok w zamyśle skierowany jest do młodszych czytelników, nie brakuje w nim brutalności i smaczków, które zadowolą także i starszego fana. Nowe wydanie zostało  niezwykle przemyślane posiada ogrom przepięknych ilustracji, pozwalających lepiej poznać mroźny i urokliwy klimat opowieści. Jest to być może historia niezwykle krótka (samego tekstu jest niecałe sto stron!), jednak i tak postanowiłam sprawdzić, jak w praktyce wygląda inna oraz, przynajmniej w praktyce, bardziej przyjazna dzieciom twarz Martina. Zwłaszcza, że jest to jedyna tego typu książka w dorobku autora.

      Historia opowiada o Adarze - nietypowej dziewczynce mieszkającej na dzikiej, odległej Północy.  Jest to dziecko, które jako jedyne nie bawi się ze swoimi rówieśnikami, a także nie potrafi okazywać uczuć. Wszystko przez to, że urodziła się podczas jednej z największych zim i uważana jest przez otaczającą ją społeczność za przeklętą i przynoszącą pecha. Bezpieczna czuje się jedynie w towarzystwie swej rodziny, choć jej ojciec i rodzeństwo także nie potrafią zrozumieć jej prawdziwej natury. Adara jest jednak w ogromnym stopniu powiązana z Lodowym Smokiem, mitycznym stworzeniem, które każdej zimy zjawia się w jej rodzinnej wiosce. Ośmiolatka pewnego razu spotyka owe stworzenie w lesie i zaprzyjaźnia się z nim, co pozwala jej radzić sobie z osamotnieniem i odrzuceniem. W tym samym czasie Królestwo prowadzi wojnę z tajemniczym, aczkolwiek niezwykle groźnym wrogiem. Dziewczyna przez cały rok oczekuje śniegu i mrozu, gdyż jedynie w tym chłodnym okresie może być sobą i jest w stanie wykorzystywać swoje nietypowe umiejętności magiczne. Z czasem wojna staje się jednak coraz bardziej dotkliwa i Adara musi poradzić sobie z jej trudami... Na szczęście z pomocą przybywa do niej Lodowy Smok. 
     Prawdę mówiąc, niesamowicie ciężko jest mi cokolwiek o tej fabule napisać. Należy niezwykle krótkich, przez co bardzo łatwo zdradzić ją całą. Jest to historia prosta i napisana lekkim, przystępnym dla każdego językiem. Przeczytać można ją w niecały wieczór, jednak zdecydowanie warta jest tego czasu. Zwłaszcza, że pełno w niej bogatych i tworzących klimat ilustracji, obok których nie może przejść obojętnie żaden fan smoków oraz opowieści o nich. 

Lodowy smok przynosił na świat śmierć. Śmierć spokój i zimno.

     Mimo wszystko, nie potrafię określić, do kogo Lodowy Smok jest tak naprawdę skierowany. Choć w zamyśle jest to opowiastka dla dzieci, niektóre jej fragmenty mogą okazać się dla nich zbyt brutalne. Osobiście uważam, że powinna być to książka raczej dla młodego nastolatka lubiącego fantasy, aniżeli dziecka, które może wystraszyć się dość obrazowego opisu, chociażby, rannych żołnierzy. Jej język jest jednak na tyle prosty, że starsze dziecko może się przy nim nudzić... na szczęście wszystko mogą nadrobić piękne ilustracje. Pomimo kłopotliwego określania docelowej grupy wiekowej, jest to niewątpliwie historia o miłości do rodziny oraz akceptowaniu siebie, a takich wartości zawsze warto dzieci nauczać. Jedno jest pewne - ta pozycja jest zdecydowanie ogromną gratką dla wszystkich fanów twórczości George'a R.R. Martina. Dla nich jest to tytuł wręcz obowiązkowy. Dzięki niemu poznaje się autora z zupełnie innej strony, a samo wydanie przepięknie się prezentuje.

     Lodowy Smok to króciutka, jednak wartościowa, pouczająca i jakościowa opowiastka fantasy, która zadowoli każdego fana tegoż gatunku. Jej fabuła nie należy do najbardziej skomplikowanych i rozbudowanych, jednak wszystkie wady zdecydowanie nadrobi przepiękne nowe wydanie. Sama przygoda z tym tytułem nie trwa być może zbyt długo, jednak jest to lektura w sam raz na mroźne, zimowe dni. To zdecydowanie lekka, jednak wciągająca książka o poświęceniu i sile miłości. Polecam wszystkim miłośnikom twórczości George'a R.R. Martina oraz tym, którzy od czasu do czasu lubią przenieść się do pełnego magii świata... Tylko ubierzcie się ciepło!

     Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: George R.R. Martin
Ilość stron: 110
Cena okładkowa: 34,90 zł
Premiera: 19.11.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Boje o królestwo, czyli ,,Wojenna korona"

Boje o królestwo, czyli ,,Wojenna korona"


    Biografie władców zawsze wydawały mi się jednym z ciekawszych aspektów historii. Choć istnieje wiele postaci, które w przeróżne sposoby potrafią zaintrygować swoimi życiorysem i osiągnięciami, do mojego osobistego grona ulubieńców należą jedynie nieliczni. Tak się jednak składa, że Elżbieta Cherezińska zdążyła już napisać kilka książek o moich faworytach, a ja nie miałam jeszcze okazji, by którąkolwiek przeczytać. Podejść było kilka, lecz jakoś zawsze zaczynało brakować czasu lub chęci... Aż do czasu wydania Wojennej korony, czwartej części serii Odrodzone królestwo. Byłam tej powieści niesamowicie ciekawa, lecz nie wiedziałam, czego mogę się w ogóle po twórczości tej autorki spodziewać. Wiedziałam wyłącznie tyle, że książka opowiada o czasach panowania Władysława Łokietka, a reszty wątków nie chciałam sobie niepotrzebnie zdradzać. Jak więc zakończyła się moja konfrontacja ze średniowieczną powieścią?

      Władysław Łokietek zdobył w końcu królewską koronę i jest gotowy, by zacząć rządzić dopiero co zjednoczonym państwem. Musi jednak poradzić sobie z wieloma przeciwnikami, a także zawrzeć niezwykle ryzykowne sojusze. Jan Luksemburski zaczyna liczyć się w Europie coraz więcej, a to wszystko dzięki wygranej bitwie. Jest on niebezpiecznym przeciwnikiem dla króla pragnącego odzyskania utraconych ziem oraz zemszczenia się za morderstwo sprzed lat. Również syn Łokietka nie jest bezpieczny, a tajemniczy wróg czyha na życie Kazimierza i nie pozwala księciu dorastać w spokoju. Czy polityczne potyczki pozwolą Władysławowi osiągnąć oczekiwany sukces? Nic niestety nie jest aż takie proste. Zwłaszcza, że swoją grę prowadzą również Krzyżacy, mający własne, niezbyt dla Polski korzystne, plany...
     Z początku ciężko było mi przywyknąć do ogromu bohaterów oraz przeróżnych, mniej lub bardziej liczących się wątków. Na szczęście z czasem wszystko zaczynało się coraz bardziej rozjaśniać - zwłaszcza, że większość wydarzeń znaleźć można w podręcznikach od historii czy też chociażby na Wikipedii! Elżbieta Cherezińska sprawnie łączy to, co już ze szkolnych lekcji dobrze znamy z fantastycznymi akcentami urozmaicającymi opowieść. Choć było ich niezbyt wiele, książkę tak czytało się bardzo dobrze, a każdy z wątków potrafił na swój sposób zaintrygować. Bardzo polubiłam większość postaci i z niemałym zaciekawieniem śledziłam wszystkie ich losy. Nawet jeśli zakończenie niektórych z nich mogłam poznać, zagłębiając się odrobinę bardziej w ich biografię... Ma to jednak swój urok! Akcja na szczęście nie toczy się wyłącznie wokół ówczesnego króla Polski, dzięki czemu czytelnik jest w stanie poznać sytuację panującą w tamtych czasach w Europie z kilku różniących się perspektyw.

Bogaty świat stworzyłeś, mój Panie. Dziękuję Ci, żeś uczynił mnie jego częścią. Nawet jeśli wyzwania, jakie przede mną stawiasz, są jak góra. Staję u jej podnóża, zadzieram głowę, nie widzę wierzchołka. Czuję lęk, ale jestem wdzięczny, że nie doświadczasz mnie pustką.

    Wojenna korona łączy przyjemne z pożytecznym i pozwala bliżej poznać ogólny zarys średniowiecznej historii naszego kraju, a także osób w nim mieszkających. Choć wiele sytuacji jest podkoloryzowanych oraz przedstawionych zupełnie inaczej, aniżeli w rzeczywistości, jest to zrozumiałe. Przecież autorka nie mogła znać dokładnych myśli wszystkich osób, racja? Pojawia się także wiele scen, które nadawały tempa i nie pozwalały się nudzić przy czytaniu. Romanse i sceny erotyczne? Są. Emocjonujące bitwy i potyczki? Też. Przez taką różnorodność zdarzały się niestety również momenty, gdzie język wydawał mi się być odrobinę zbyt współczesny i nieadekwatny do opowiadanej historii. Nie utrudniało to mimo wszystko czytania i zagłębiania się w treść książki, jednak kilkukrotnie potrafi rzucić się w oczy.

     Elżbieta Cherezińska kolejny raz stworzyła książkę, która potrafi zaintrygować i wciągnąć swoimi nietuzinkowymi bohaterami i wątkami. Jej styl pozwala poznać średniowiecze bez konieczności ciągłego sprawdzania do słownika (staje się jednak zarazem przez takie uproszczenia odrobinę nieprawdopodobny i nieprzekonujący), a także pozwala poznać biografie i ciekawostki na temat wielu historycznych postaci w formie epickiej i intrygującej powieści. Z pewnością sięgnę po kolejny tom i nie mogę się doczekać, aż poznam sposób, w jaki autorka przedstawi kolejne wydarzenia (zwłaszcza, że prawdopodobnie będzie więcej Kazimierza Wielkiego, a jego wręcz uwielbiam!). Zdecydowanie polecam wszystkim fanom historii oraz lekkiej, nienachalnej fantastyki.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Elżbieta Cherezińska
Ilość stron: 672
Cena okładkowa: 49 zł
Premiera: 29.10.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Świąteczny czas zmian, czyli ,,Uśmiech losu"

Świąteczny czas zmian, czyli ,,Uśmiech losu"


     Książki autorstwa Katarzyny Michalak są dla mnie nietuzinkowym i nietypowym zjawiskiem. Choć literatura tego typu nigdy nie należała do moich ulubionych i zazwyczaj dostrzegam wszystkie jej wady, z każdą kolejną historią mam ochotę na więcej. Ja akurat tak bardzo zachwalanej serii mazurskiej nie miałam okazji jeszcze przeczytać, dlatego też sięgnięcie po Uśmiech losu, będący  jej piątą częścią, było dla mnie skokiem na niesamowicie głęboką wodę. Prawdę mówiąc, tą wodą był zapewne Bajkał, ponieważ ogrom bohaterów z początku trochę mnie zniechęcił i przytłoczył. Na szczęście z rozdziału na rozdział wszystko zaczynało się powoli rozjaśniać. Prawdę mówiąc, większych oczekiwań nie miałam, dlatego też do przedostatniej części serii podchodzę z przymrużeniem oka. Jak więc ostatecznie wypadła?

      Natalia ma wyłącznie jedno marzenie - chce w końcu zostać matką. Jest to jednak pragnienie, które niestety nie jest w stanie się w jej życiu spełnić... Również chociażby dlatego, że w jej związku wszystko zaczyna się w zaskakującym tempie niszczyć, a kochający Damian pokazuje swoją prawdziwą naturę. W Dworze Marcinki przygotowania do nadchodzących Świąt idą pełną parą i w każdym zakątku usłyszeć można radosne dziecięce głosy. Jedynie Natalia przeżywa wewnętrzny dramat i postanawia uciec od swoich problemów. Wszystkie jej plany ulegają jednak zmianie, gdy odnajduje porzuconego w lesie psa, który jest na skraju wytrzymałości. Postanawia się nad nim zlitować i zabrać do Dworu, gdzie czekają kochający i chętni do pomocy ludzie. Zjawia się także niejaki Bartosz, próbujący uciec od tęsknoty i okropnej przeszłości, w której stracił wszystko, co kochał najbardziej. Co przyniesie bohaterom ten świąteczny czas? Czy pogodzą się z tym, co odeszło i nauczą się akceptować swoje wady? Niestety, niektóre rany jest w stanie wyleczyć jedynie czas...
    Książkę czyta się niesamowicie szybko i jest idealną odskocznią od cięższych tytułów. Niestety jednak w teorii porusza wiele trudnych tematów, a ostatecznie zdaje się być przekoloryzowana i odrobinę naciągana. Jest niezwykle wielowątkowa, pojawia się w niej ogrom przeróżnych bohaterów, z czego każdy z nich posiada swoje własne problemy. Niepełnosprawności, bezpłodność, śpiączka, utrata bliskich, toksyczne związki... Przykłady można mnożyć i mnożyć. Dla fana serii jest to pozytyw, który pozwala poznać dalsze losy pojawiających się w poprzednich tomach postaci, lecz dla kogoś niezaznajomionego sprawia to zaś ogromny kłopot z zapamiętywaniem, kto jest kim i jaką ma historię. Katarzyna Michalak próbowała poruszyć bardzo ważne tematy, jednak ich ogrom w krótkiej książce spowodował, że było to raczej zrobione po macoszemu. A ogromna szkoda.


Życie składa się z rozstań i oczekiwań na powrót.

     Prawdę mówiąc, książka zaintrygowała mnie od razu, gdy tylko zauważyłam, że jeden z jej głównych wątków będzie dotyczył psa. A jak już być może wiadomo, ja te czworonogi wręcz uwielbiam. Zwłaszcza ta wielkie i urocze! Bardzo podobało mi się, że jednym z poruszonych tematów było porzucanie zwierząt przez ich właścicieli, a także potępianie tegoż czynu. Trzeba o takich rzeczach mówić - a nuż ktoś weźmie to do siebie i przemyśli dwa razy, zanim zaadoptuje zwierzę? Ten wątek uważam akurat za potrzebny i trochę ubolewam, że Bella i jej szczeniaki pojawiały się odrobinę zbyt rzadko...
      Mimo wszystko, klimat historii jest niesamowicie ciepły i świąteczny, dlatego Uśmiech losu sprawdza się idealnie jako prosta i przyjemna lektura, która ma za zadanie wprowadzić czytelnika w zimowy nastrój. Ja sama jestem ogromną fanką uroczych książek, dlatego przymknęłam oko na wszelkiego rodzaju wady i wciągnęłam się w perypetie mieszkańców Dworu. Choć momentami może wydawać się zagmatwana i przesadzona, ma w sobie swój nietypowy urok. Po emocjonującym finale jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy wszystkich bohaterów.

Wydawnictwo: Znak
Autor: Katarzyna Michalak
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 13.11.2019


Za egzemplarz recenzencki i świąteczną paczkę dziękuję Wydawnictwu Znak

Cena twoich sekretów, czyli ,,Anonimowa dziewczyna"

Cena twoich sekretów, czyli ,,Anonimowa dziewczyna"


     Pierwszej powieści napisanej wspólnie przez Greer Hendricks i Sarah Pekkanen niestety nie miałam okazji przeczytać. Co skusiło mnie w takim razie do sięgnięcia po Anonimową dziewczynę? Głównymi powodami były pozytywne opinie, jakie o twórczości obu autorek słyszałam, a także moja słabość do niekonwencjonalnych historii. Dlatego też ostatecznie stało się tak, że podeszłam do tego tytułu z niemałymi oczekiwaniami. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to książka z tak misternie skonstruowaną fabułą i nietypowym, wręcz klaustrofobicznym klimatem, od którego nie będę potrafiła się oderwać. Było to jednak zaskoczenie bardzo pozytywne i ucieszyłam się, że współcześni pisarze najwidoczniej potrafią jeszcze stworzyć świetny thriller psychologiczny, w którym intryga będzie wciągać, a dojście do finału nie będzie wymagało od autora zbyt wielu przesadnie brutalnych i tworzonych na siłę scen.

      Jessica Farris jest młodą wizażystką, która pewnego dnia przypadkowo dowiaduje się o tajemniczym badaniu, które przeprowadza niejaka doktor Shields. Dziewczyna oczekuje, że jej zadanie będzie polegało wyłącznie na wypełnieniu ankiety, odpowiedzeniu na kilka pytań, a następnie odebraniu wynagrodzenia i zapomnieniu o istnieniu całej sprawy. W końcu taki opis nie zapowiada niczego wymagającego, racja? Kobieta nie wzięła jednak nawet pod uwagę, możliwości, że może stać się częścią o wiele poważniejszej i niebezpieczniejszej intrygi, która będzie miała ogromny wpływ na jej dotychczasowe, spokojne życie... Jak Jess poradzi sobie, gdy doktor Shields zacznie wykorzystywać ją do znacznie trudniejszych, aniżeli zwykłe badanie dotyczące moralności, zadań? Jakie są prawdziwe zamiary lekarki i dlaczego tak bardzo potrzebna jest jej akurat badana 53? Jess zaczyna powoli popadać w paranoję i coraz bardziej tracić kontakt z rzeczywistością. Liczy się dla niej wyłącznie poznanie prawdziwej twarzy osoby wykonującej badanie. Zwłaszcza, że kobieta zaczyna zbierać informacje dotyczące przeszłości oraz wszystkich, nawet najmroczniejszych sekretów makijażystki...
      Bardzo spodobało mi się, że każdy rozdział jest pisany z innej perspektywy. Raz czytelnik jest świadkiem codzienności Jess, by potem przenieść się do odrobinę wyższych sfer, gdzie lepiej poznaje doktor Shields. Dzięki temu dostrzega się intencje, jakimi kierowały się w trakcie badania bohaterki, a również ich myśli i poglądy na każdą z sytuacji. Tworzyło to także klimat niepewności, gdyż mimo wszystko nie tak łatwo jest przewidzieć, jakie będzie następne posunięcie każdej z postaci. To właśnie pełna zwrotów akcji i psychologicznych zagrywek fabuła spowodowała, że Anonimowa dziewczyna jest historią niezwykle ciekawą, a zarazem niepokojącą. Czytelnikowi towarzyszy uczucie ciągłego niebezpieczeństwa, dlatego też fani mocniejszych wrażeń na pewno będą z tego tytułu zadowoleni.

Człowieka motywują do łamania kodeksu moralnego pierwotne racje: potrzeba przetrwania, nienawiść, miłość, zawiść, namiętność. I pieniądze.

        Każdy z bohaterów drugoplanowych był przez autorki świetnie przemyślany, a wszystkie pojawiające się po kolei  wątki ciekawiły i pchały akcję do przodu. Nawet, jeśli postać jest pozornie niepotrzebna, nieistotna i stanowiąca wyłącznie tło dla fabuły. Śledzenie coraz to dziwniejszych i niepokojących wydarzeń okazuje się być bardzo dobrą zabawą, jednak powoduje zarazem, że niejednokrotnie można poczuć się odrobinę niekomfortowo podczas lektury. Jest to jednakże zdecydowanie plus powieści. Wywołuje ona wiele skrajnych emocji i do ostatniej strony trzyma czytelnika w niepewności i oczekiwaniu na to, co może  jeszcze nadejść. Ogromnym pozytywem były także pojawiające się co jakiś czas zagadnienia z dziedziny psychologii i psychiatrii. Dodawały one książce wiarygodności i tworzyły niezwykły klimat. Można się wzdrygnąć na samą myśl, że tego typu badanie mogłoby być prowadzone w naszym pobliżu, a nikt nie jest tego ani trochę świadomy...

      Anonimowa dziewczyna to zdecydowanie jeden z lepszych thrillerów psychologicznych, które ukazały się w tym roku. Misternie skonstruowana fabuła niesamowicie wciąga (nawet jeśli pierwsze strony nie zapowiadają się zbyt zachęcająco), a losy różnorodnych bohaterów aż chce się śledzić. Na plus wpływa również poczucie ciągłego zagrożenia, jakie towarzyszy podczas czytania. Jest to książka, przy której będzie bawił się świetnie każdy fan tego typu historii i klimatu. Otoczka tajemnicy stworzona wokół postaci doktor Shields oraz sekret jej prawdziwych intencji to wyłącznie jeden z wielu powodów, dlaczego w najnowsza powieść Greer Hendricks i Sarah Pekkanen jest tak intrygująca i wciągająca. Każdy, kto poszukuje nieco mocniejszych wrażeń, powinien mieć ten tytuł na uwadze. Naprawdę warto!

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autorzy: Greer Hendricks, Sarah Pekkanen 
Ilość stron: 448
Cena okładkowa: 39,90 zł
Premiera: 23.10.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Morderstwa z książkami w tle, czyli ,,Niedaleko pada trup od denata"

Morderstwa z książkami w tle, czyli ,,Niedaleko pada trup od denata"


     Bardzo lubię, gdy humor odgrywa w książce znaczącą rolę. Niedawno polubiłam także kryminały, dlatego widząc, że jakiś czas temu pojawiła się zupełnie nowa komedia kryminalna, nie wahałam się ani przez moment, by po nią sięgnąć. Byłam po prostu niesamowicie ciekawa, jak to dość obiecujące i dobrze się zapowiadające połączenie sprawdza się w praktyce. Ostatecznie okazało się, że jest ono raczej... cóż, niesamowicie specyficzne. Całą moją przygodę z Niedaleko pada trup od denata mogę określić mianem nietypowej sinusoidy, która miała ogrom swoich lepszych i o wiele gorszych momentów. Mimo wszystko, na pewno dam jeszcze kiedyś temu gatunkowi drugą szansę i wierzę, że przekona mnie, iż jest warty mojej uwagi. Jednak to dopiero w przyszłości... na ten moment jestem tym klimatem zwyczajnie zmęczona.

   W niewielkim miasteczku dochodzi do dziwacznych zabójstw dokonanych na znanych i poczytnych pisarzach.  Pierwszego trupa odnaleziono w mieszkaniu miejscowej "dziwaczki", Emilii, która swoją łatkę zawdzięcza temu, iż od dłuższego czasu przygotowuje się na różnego rodzaju apokalipsy, kataklizmy oraz końce świata. Zbiera zapasy jedzenia wątpliwej jakości (byle data przydatności była jak najdłuższa!), swój dom odgrodziła przeróżnymi zabezpieczeniami chroniącymi przed potencjalnymi intruzami, czyhającymi na zebrany przez nią prowiant, a także zaczyna hodować podejrzane grzybki, których działanie nie jest najprawdopodobniej nikomu tak naprawdę znane... Śledztwo zaczyna prowadzić Magda, siostrzenica Emilii, a także Paweł, szowinistyczny dziennikarz , a zarazem były chłopak Magdy, wierzący, że jego zniszczony związek uda się jeszcze odbudować. Pojawia się również policjant Mikołaj, do którego dziewczyna zaczyna czuć coś o wiele więcej... To właśnie ta nietypowa ekipa stara się rozwiązać zagadkę mordercy pisarzy. Nie są jednak jedynymi osobami, które mają ochotę, by odnaleźć mordercę, co to to nie! Jest jeszcze grupa starszych pań, uważających, że teorie o morderczym i przerażającym demonie, o którym dowiedziały się z YouTube'a są prawdziwe. Kto w tym wszystkim ma rację? Sprawa okazuje się być jednak o wiele bardziej zagmatwana, niż na pierwszy rzut oka widać. 
    Niestety, humor raczej do mnie nie przemówił. Bardzo lubię tego typu absurdy, jednak książka nie wywołała we mnie większych emocji i wyłącznie uśmiechnęłam się kilka razy. O śmianiu się do rozpuku raczej nie było mowy... No dobrze, może jeszcze pojawiło się u mnie zażenowanie niektórymi tekstami i scenami (zwłaszcza tą z mrówkami... Nic więcej o niej nie powiem. Nawet nie mam ochoty). 

Była zawiedziona. Pierwsza i jak znała życie, jedyna zbrodnia w jej kuchni okazała się być jakaś wybrakowana.

   Do żadnej z postaci nie zapałałam większą sympatią. Szczerze mówiąc, były one nazbyt przerysowane (a niektóre z nich w ogóle nijakie), by jakąkolwiek mocniej polubić. Choć i tak moim faworytem z tej dziwnej grupy był Paweł, który wydawał mi się na tyle absurdalną osobą, że aż wybaczyłabym mu jego beznadziejne i irracjonalne podejście do kobiet. On jako jedyny jeszcze potrafił wywołać uśmiech na mojej twarzy. Również wątek staruszek polujących na internetowego demona sprawił, że na moment ponownie zainteresowałam się tym, co dzieje się w fabule. To właśnie dzięki tym aspektom będę wspominać Niedaleko pada trup od denata jako książkę znośną i przyjemną, o której istnieniu zapewne za niedługo w ogóle zapomnę. Kompletnym niewypałem był za to wątek romantyczny Magdy i Mikołaja, który wydawał się dla mnie niekoniecznie istotny i w ogóle nie interesujący. Ot, historia, która nie wnosi niczego istotnego i ciekawego do fabuły. Moim zdaniem równie dobrze mogłoby go w ogóle nie być.

     Reasumując, Niedaleko pada trup od denata to przyjemna komedia kryminalna, którą czyta się niesamowicie szybko i nawet nie trzeba się przy niej zbytnio skupiać. Specyficzny humor na pewno nie każdemu przypadnie do gustu, jednak warto jest dać mu szansę. Dla osób, które lubią niekonwencjonalne zwroty akcji oraz nietypowych bohaterów jest to tytuł idealny. Mogło być lepiej, jednak tragicznie nie jest. Polecam, jeśli podejdzie się do niej z przymrużeniem oka i sporym dystansem. 

Wydawnictwo: Dragon
Autor: Iwona Banach
Ilość stron: 320
Cena okładkowa: 34,95 zł
Premiera: 16.10.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Dragon
Pierwszy krok w dorosłość, czyli ,,Zawsze i na zawsze"

Pierwszy krok w dorosłość, czyli ,,Zawsze i na zawsze"


      Do wszystkich chłopców, których kochałam wspominam jako niesamowicie uroczą oraz przyjemną wakacyjną lekturę, która towarzyszyła mi podczas ostatnich dni lata. Lara Jean Covey okazała być się szalenie sympatyczną dziewczyną, której miłosne rozterki i przygody śledziłam z niemałym zainteresowaniem, dlatego ucieszyłam się, widząc, że jej historia nie kończy się na jednej części. W końcu nadszedł jednak czas na pożegnanie i ostatnią książkę opowiadającą o losach ekscentrycznej nastolatki i jej obiekcie westchnień pochodzącym z zupełnie innego świata. W Zawsze i na zawsze również nie brakuje wielu emocji i uważam, że swoim poziomem w niektórych momentach dorównuje dwóm poprzednim częściom (które zresztą wspominam bardzo ciepło). Nawet jeśli po drugim tomie pozornie nie zostało nic więcej do opowiedzenia... Wspaniale było powrócić do znanych mi już bohaterów i przekonać się, co czekało na nich wszystkich tym razem. A było tego, mimo wszystko, dość sporo.

    Lara Jean i Peter Kavinsky przeżywają właśnie swój ostatni rok w liceum i muszą przez to zmierzyć się z wieloma poważnymi dylematami. Wybór studiów, plany na przyszłość, kwestie związane z sensownością relacji na odległość oraz te dotyczące trwałości pierwszych związków. Nie wszystko okazuje się tak proste, jak może się na pierwszy rzut oka wydawać... Czyżby Margot miała rację i dłuższa rozłąka faktycznie niszczy miłość między ludźmi? Uczucie Lary Jean i Petera dopiero się odbudowało, a już tak szybko  zostaje wystawione na następną próbę. Tym razem nastolatkowie muszą wymyślić rozwiązanie, które pozwoli być im najzwyczajniej w świecie szczęśliwymi, niezależnie od okoliczności. Pojawia się także wątek ponownego ożenku ojca oraz powrotu kogoś, kto w życiu Kavinskiego jest osobą niezwykle ważną. A jak pozostałe siostry Song? Kitty wciąż dokazuje i rozbawia swym ciętym językiem, a Margot układa na nowo swoje życie miłosne, starając się zapomnieć o Joshu. 
   Trzeci tom skupia się w głównej mierze na postaciach drugoplanowych, zrzucając z pierwszego miejsca problemy dotyczące sfery emocjonalnej dwójki głównych bohaterów. Był to zabieg ciekawy, lecz na dłuższą metę odrobinę męczący. Dobrze, że autorka postanowiła w jakikolwiek sposób zakończyć niektóre z zaczętych wątków, jednak nie każdy z nich wydawał mi się być na tyle interesujący, by ciągnąć go przez sporą część powieści. Dostrzec można również to, że Jenny Han starała się ostatni raz uszczęśliwić fanów i w dobrym stylu zakończyć swoją (no i w sumie również naszą) przygodę z uniwersum. Nie zmienia to jednak faktu, że finał wątku Petera i Lary Jean pozostaje w dużym stopniu otwarty i każdy może dopowiedzieć sobie to, co tylko chce. Wiele spraw między dwójką młodych ludzi nie zostało dokończonych, a ich przyszłość tak naprawdę nie została przed czytelnikiem dokładniej odsłonięta. Ja osobiście bardzo lubię takie zakończenia - pozwalają one każdemu snuć spekulacje o tym, co mogło spotkać każdego z bohaterów i zostawiają fanom spore pole do popisu w kwestii przeróżnych teorii.

Rodziny się kurczą lub powiększają. Jedyne, co można tak naprawdę zrobić, to cieszyć się tym, cieszyć się sobą nawzajem tak długo, jak się siebie ma.

      Tak się również pozytywnie złożyło, że żadna z  postaci nie działała mi w tej części szczególnie na nerwy. W poprzednich tomach nie potrafiłam znieść humorków Petera Kavinskiego i jego ciągłych kłótni z Larą Jaean, jednak tym razem wcale nie było z nim aż tak źle. Chłopak był po prostu... troszkę dojrzalszy (co nie zmienia faktu, że i tak zdarzały się krótkie momenty, gdy miałam go serdecznie dość i nie rozumiałam, co takiego Covey w nim w ogóle dostrzega). Również główna bohaterka przeszła niewielką przemianę w zachowaniu, dzięki czemu zaczęła w końcu sama decydować o sobie i swojej przyszłości. Bardzo cieszę się, że ostatni tom  pozwolił poznać bohaterów z zupełnie innej strony.

   Zawsze i na zawsze to niesamowicie ciepła, pełna nawiązań do popkultury książka, która powinna przypaść do gustu wszystkim fanom historii o nastoletnich zauroczeniach oraz codziennych szkolnych problemach. Choć ostatnia część utrzymana jest raczej w słodko-gorzkim klimacie, okazała się być ona bardzo dobrym zwieńczeniem serii o licealnych perypetiach nietypowej, nieśmiałej dziewczyny i szkolnego gwiazdora, za którym wszyscy się oglądają. Jest napisana bardzo lekkim piórem, co powoduje, że można przeczytać ją w praktycznie jeden wieczór i jest idealną odskocznią od nieco cięższych tytułów. Mimo wszystko, osobiście nie żałuję ani chwili spędzonej z bohaterami wykreowanymi przez Jenny Han. Dla każdego fana przygód Lary Jean jest to pozycja obowiązkowa. 

Wydawnictwo: Kobiece (Young)
Autor: Jenny Han
Ilość stron: 376
Cena okładkowa: 36,90 zł
Premiera: 13.11.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu

a także do zdobycia na stronie czytampierwszy.pl
Ciemne strony małżeństwa, czyli ,,Dopóki śmierć nas nie rozłączy"

Ciemne strony małżeństwa, czyli ,,Dopóki śmierć nas nie rozłączy"


    Ślub jest niewątpliwie jednym z najważniejszych wydarzeń ludzkiego życia. Niestety często zdarza się tak, że próby znalezienia partnera, z którym chciałoby się spędzić resztę swoich dni, nie należą do najłatwiejszych. Bywają sytuacje, gdy małżonkowie po niedługim czasie zaczynają się ze sobą męczyć, nie potrafią się dogadać, a jako rozwiązanie tej jakże niefortunnej sytuacji wskazują wyłącznie rozwód... Lecz czy aby na pewno jest to jedyne wyjście? Czy naprawdę nie ma innego sposobu na przerwanie związku? Oczywiście, że jest! Mimo wszystko, rozwód wydaje się należeć do tych najprostszych oraz posiadających najmniej niemiłych konsekwencji. Choć można również zaryzykować i posunąć się o krok dalej. Jednak wtedy trzeba mieć plan - najlepiej dobry. Przecież na żywioł nic nie wyjdzie... A pozbycie się współmałżonka to nie jest w końcu bułka z masłem! Trzeba przewidzieć każdy możliwy scenariusz oraz wszystko porządnie przygotować. Czy jednak ostatecznie naprawdę warto? To już osobna sprawa...

    Matt Evans jest niesamowicie pechowym facetem. Gdy tylko pogodził się z nieszczęśliwą i dość tajemniczą śmiercią pierwszej żony, stracił drugą. Marie Evans spadła z urwiska podczas romantycznej pieszej wycieczki po górach i każdy z ratowników był w jednej kwestii zgodny - żaden człowiek nie byłby w stanie przeżyć upadku z takiej wysokości. Ponieważ na miejscu nie było żadnych świadków, w opinii publicznej głównym sprawcą stał się od razu Matt. Policja zainteresowała się nim również dlatego, iż mężczyzna był już wcześniej podejrzewany o zabójstwo swojej byłej małżonki. Co jednak wydarzyło się naprawdę? Czy Matthew faktycznie jest jedynie nieszczęśliwym wdowcem, czy też być może wszystko było częścią jego planu? Wszelkie wątpliwości starają się rozwiać dwaj detektywi - Spengler i Loren, dla których ta sprawa również nie należy do najłatwiejszych. Zwłaszcza, gdy wszystko zaczyna robić się coraz bardziej skomplikowane, a całe zajście nie jest tym, na co na pierwotnie wygląda...
  Historia wciąga i intryguje już od swoich pierwszych stron. Nie brakuje w niej dramaturgii oraz nagłych zwrotów akcji, które jedynie zachęcają do dalszego czytania. Tempo jest szybkie, a rozdziały mają ciekawą narrację podzieloną na dwa różne okresy czasowe. W roku 1995 czytelnik poznaje Janice Evans, pierwszą żonę Matta, a także okoliczności jej nietypowej śmierci. Większość książki toczy się jednak w bardziej współczesnych czasach, bowiem Marie Evans umiera w 2018. Takie przeskoki są niezwykle interesującym zabiegiem, który pozwala bliżej poznać postać Matta, a także to, jaką rolę odgrywały w jego życiu obie żony.

Małżeństwo (...), to próba zachowywania równowagi. Jeśli zbytnio obciążysz jedną stronę, tracisz równowagę i wszystko się rozpada.

    Bohaterowie są zapadający w pamięć, a także bardzo dobrze zarysowani. Każdy z nich był inny, a także na swój sposób ciekawy. Mimo wszystko, to właśnie postać głównego podejrzanego wywoływała u mnie ogrom przeróżnych, niekoniecznie pozytywnych, emocji i wręcz nie potrafiłam zrozumieć jego dziwacznego podejścia do życia. Chciałabym mu powiedzieć, co o nim sądzę i jak niesamowicie mnie denerwował!
Na szczęście nie wszyscy działali mi na nerwy aż tak, jak Matt. Bardzo polubiłam duet Spengler i Lorena, dwójki detektywów z zupełnie różnych światów. Choć humor i cięty język tego drugiego potrafił mnie irytować (czy naprawdę większość żartów kręci się wokół jednego tematu?), zainteresował mnie wątek jego przeszłości i przeżyć. Bo Dopóki śmierć nas nie rozłączy nie jest wyłącznie historią o nietypowym wdowcu, w tej książce każdy ma rozbudowany życiorys i coś więcej do przekazania. Bardzo trudno jest dostrzec prawdziwe intencje niektórych z bohaterów.

   Reasumując, autorka stworzyła thriller, przy którym zdecydowanie nie można się nudzić. Fabuła intryguje, a bohaterowie są wyraziści i różnorodni. Aż do samego końca nie można być pewnym tego, co wydarzy się już za moment. Ta książka to istny rollercoaster przeróżnych, wręcz skrajnych, emocji! Choć nie należy do idealnych, naprawdę warto jest dać jej szansę. Intryga poprowadzona jest bardzo dobrze, a styl jest tak lekki, że książkę czyta się wręcz jednym tchem. Czy polecam? Zdecydowanie tak. Zwłaszcza fanom niekonwencjonalnych i trzymających w napięciu thrillerów.

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: JoAnn Chaney
Ilość stron: 360
Cena okładkowa: 37,90 zł
Premiera: 15.10.2019


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka

Copyright © 2014 Popkulturka osobista , Blogger